Mężczyzna n mnie

Mężczyzna, który przez internet zwabił 14-latkę, ma trafić do aresztu - RMF24.pl - Jest decyzja o trzymiesięcznym areszcie dla 37-latka z okolic Bolesławca, który został zatrzymany w ... - Do sympatyków R. Trzaskowskiego, którzy wylewają na mnie hejt. Nie jestem żadnym 'opłaconym prowokatorem z TVP' ani 'udawanym Amerykaninem'. Jestem polskim patriotą oraz obywatelem USA ... Nie poddano mnie ścisłej kwarantannie po pierwszej wizycie u lekarza. Tak jak wszyscy w tym czasie starałem się oczywiście ograniczyć swoje kontakty. Kiedy się dowiedziałem w środę, że to tylko zapalenie zatok, byłem tylko ze swoją rodziną, ale odwiedzali mnie rodzice i brat właśnie ze względu na moją chorobę. Mężczyzna z obrażeniami został zabrany do szpitala W niedzielę (23 sierpnia) po godz. 20 kierowca audi jadąc przez Drzycim na łuku drogi stracił panowanie nad samochodem. - Kierowca niedostosował prędkości do warunków na drodze, wjechał na tory kolejowe, przejechał przez nie, po czym uderzył w drzewo - relacjonuje Julia ... Znaczenie snu MĘŻCZYZNA w innych kulturach i sennikach: Sennik mistyczny: Gdy we śnie widzisz starego mężczyznę albo pracujesz z nim, zapowiada to, że otrzymasz dobre rady.. Jeśli widzisz młodego mężczyznę albo pracujesz z nim, wróży Ci to niepokój.. Jeśli widzisz mężczyznę bez głowy, zapowiada to, że działasz całkiem bezmyślnie i poniesiesz tego konsekwencje. – „Trzynastkę” pan dostał ode mnie i od rządu, a cena śmieci, to jest samorządu – próbował zwieść emeryta. Starszy mężczyzna nie był zadowolony z zuchwałej odpowiedzi prezydenta. Po pierwsze to wszelkie rozdawnictwo nie pochodzi z kieszeni polityków rządu i prezydenta, więc Duda nic nikomu nie dał. A kiedy w kryminale zakończenie mnie nie zaskakuje, czuję się zawsze trochę zawiedziona. Ponieważ jednak polubiłam praskich policjantów i ich sposób pracy, nie trzeba mnie będzie namawiać, by sięgnąć po kolejny kryminał z serii. Jak tylko pokaże się na polskim rynku.

Problem z regulaminem szkolnym

2020.09.05 16:17 Shyningam Problem z regulaminem szkolnym

Dzień dobry, tak jak w temacie mam pytanie związane z regulaminem mojej szkoły. Przed wakacjami zrobiłem sobie kolczyki w uszach i wszystko byłoby fajnie gdyby nie fakt, że pani wzięła mnie na rozmowę. Pokazała mi paragrafy które oznajmiały, iż "uczennice mogą nosić w uszach kolczyki i używać dyskretnego makijażu" oraz "uczniowie nie mogą nosić fryzur i gadżetów charakterystycznych dla subkultur oraz zakazanych przez przepisy artykułu 13 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej ". Moje pytanie brzmi czy mężczyzna, który nosi kolczyki poważnie zalicza się do jakieś subkultury i czy fakt że w pierwszym paragrafie nie uwzględniono chłopców automatycznie zakazuje im noszenia kolczyków? Jestem uczniem liceum i nie wiedziałem że nawet w szkołach średnich pojawia się taka pewnego rodzaju opresja związana z ubiorem. Chciałem jeszcze zaznaczyć że nie ubieram się wyzywająco (nie jak niektóre dziewczyny i chłopcy których widzę na korytarzu).
submitted by Shyningam to Polska [link] [comments]


2020.07.10 17:03 SoleWanderer Roman Bertowski - "Za błękitną kurtyną: Polski wywiad na tropie masonów" - subiektywny wybór cytatów [CW: prawactwo, długie w chaps]

W ramach uprzyjemniania życia przed ciszą wyborczą, znalazłem piękne dzieło autorstwa pana Romana Bertowskiego (podobno pseudonim Romana Giertycha), a dzieło to jest takie że "Operacja Chusta", "Epoka Antychrysta" czy ostatni słynny wysryw polskiej prawicy "Dalian będziesz ćwiartowany" mogłyby mu buty czyścić. Wydana w 1996 roku a więc ćwierć wieku temu i epicka i boska jest.
Polska w tej powieści jest rządzona przez Stronnictwo Narodowe, mocarną jest i dominuje ekonomicznie Rosję, lecz na Zachodzie rządzi złowroga Unia Europejska. Główny bohater, dzielny Stefan zostaje zwerbowany przez polski wywiad, by zobaczył, jak to jest w tej Unii masońskiej.
Od ponad sześciu lat trwa niewypowiedziana wojna między naszym krajem i naszymi sojusznikami, a krajami dawnego bloku Unii Europejskiej. Są za słabi, żeby nam coś zrobić, ale militarnie są jeszcze potęgą. Chcemy dowiedzieć się, kiedy Imperium Zła przestanie istnieć. Chcemy wiedzieć, kiedy rewolucja społeczna zmiecie ich rządy, pochłonięte kryzysem gospodarczo-demograficznym.
Te kraje znajdują się w takim stanie, jak Moskwa po upadku ZSRR w XX wieku. Bezprawie, bandytyzm, służby specjalne, mafie są na porządku dziennym. A poza tym będzie pan musiał mieć żelazną odporność psychiczną, aby znieść widok tego rozkładu. Ale pan jest silny. Powodzenia kapitanie.
W USA też nie jest za wesoło:
Z ciekawością przejrzał wspomnienia Clintona. Główna ich część dotyczyła tego, jak przygotowano ubezwłasnowolnienie Amerykanów. Partia republikańska i demokratyczna były rządzone przez tych samych ludzi. Pozorne spory tych partii były nagłaśniane przez telewizję. W chwili, gdy zarówno republikanie, jak i demokraci zgodzili się na zastąpienie głosowania demokratycznego, głosowaniem za pomocą wkładów bankowych, nikt nie zorientował się, że nadchodzi totalitaryzm. Obywatele pozornie mogli oddać swój głos na jakiś program zmieniając swój wkład gotówkowy. Banki reprezentujące programy polityczne obsadzały Izbę Reprezentantów proporcjonalnie do siły swojego kapitału. Ale tak naprawdę o wszystkim decydował kapitał Rockefellerów.
Pierwszy przystanek na Zachodzie, katedra Notre Dame:
Stefan przeszedł z bocznej nawy do środkowej, tam na środku kościoła stała szklana piramida. W środku piramidy leżał zdechły pies. Stanął zaszokowany. „Kto to wymyślił, i co to ma znaczyć”. Zaczął tracić nadzieję, że znajdzie tu Najświętszy Sakrament. Jakaś parka ściskała się na tylnych ławkach.
(...)
Gdy Stefan wyszedł zza piramidy oślepiły go rozbłyskające światła. Spojrzał na ołtarz, a zamiast niego zobaczył ring otoczony metalowymi prętami, a w środku po obu rogach dwóch mężczyzn. Tłum zaczął falować, Stefan nie mógł się uwolnić od rozwrzeszczanego tłumu, który coraz bardziej krzyczał. Rozległ się gong, kamery zostały włączone, a dwóch mężczyzn zaczęło krążyć wokół siebie. W rękach mieli coś na kształt grabi. Wtem jeden wyskoczył do przodu i zaczepił jednym zębem grabi o policzek przeciwnika. Polała się krew.
Walki gladiatorów w katedrze? To pikuś. Stefan jest ścigany przez tajną policję, bo był widziany jak modlił się w Notre Dame, poszukuje schronienia, i przygarnia go jakiś dziadek, ale niestety...
No to co, że ma sześćdziesiąt siedem lat? - spytał Stefan. — Hej panie! Ty chyba naprawdę nietutejszy? Gdzieś się taki uchował. Nie znasz zarządzeń, czy co? Urząd Pięknego Zejścia ustanowił maksymalny wiek na sześćdziesiąt pięć lat. — To nie ma starszych ludzi? - spytał zdumiony Stefan? — Trzeba mieć pozwolenie, ale jest wydawane tylko dla bardzo wartościowych jednostek. Ten śmieć miał szczęście, że Urząd nie wezwał go już po sześćdziesiątce. Jest zakałą naszego obywatelskiego społeczeństwa. — Czy mogę przyłączyć się do uroczystości? - spytał Stefan. — Nie ma sprawy - odpowiedział uśmiechając się urzędnik. - Niektórzy bardzo to lubią, a wejście jest zawsze otwarte. (...)
— Czy to zabija od razu? — Nie. To byłoby nieekonomiczne - odpowiedział urzędnik. On musi jeszcze przejść uświadamianie ideologiczne. — Na czym to polega? - zapytał tłumiąc gniew. — Nasze urzędniczki, pracują nad tym, aby go przekonać do znieważenia symboli zacofania i głupoty. To gwarantuje, że po śmierci, będzie miał zapewnione właściwe miejsce w jasnej Kosmogonii. Trucizna działa po godzinie, tak, że zdąży jeszcze na własnych nogach dojść do krematorium. Tam odczytamy mu pożegnalny list, standardowy oczywiście, od naszego burmistrza i poczeka na wózku, aż przyjdzie koniec. Potem wystarczy tylko włączyć wózek, aby wjechał do pieca i problem z głowy - oświadczył zadowolony urzędnik.
Stefanowi krew uderzyła do głowy. Wyjął pistolet i pełną serię pociągnął po ogłupiałych urzędnikach i „lekarzu”.
Tyle eutanazja, a co z aborcją? Stefan, niczym Jezus na drodze krzyżowej musi przejść przez wszystkie stacje liberalnego piekła:
— Czy pan naprawdę nie rozumie? - spytała kobieta - że w tym przeklętym kraju nie można mieć dzieci? Ze kobietom odbierają je zaraz po urodzeniu, aby wychowywać w zamkniętych żłobkach, a potem przedszkolach. Czy pan naprawdę nie wie, że aby uzyskać zgodę na urodzenie dziecka, trzeba dać olbrzymią łapówkę, albo mieć wielkie plecy? Czy nie słyszał pan o przymusowym zabijaniu nienarodzonych? — Jakim przymusowym zabijaniu? - zapytał. — Gdy któraś kobieta zajdzie w ciążę bez pozwolenia, to wykonywane jest przymusowe przerwanie ciąży z przeznaczeniem na kosmetyki i leki farmaceutyczne. Dlatego nie mamy dzieci. — Ale przecież rządzący muszą zdawać sobie z tego sprawę, że grozi to katastrofą demograficzną. — Już w tej chwili produkują setki dzieci z probówki - spokojnym głosem wyjaśniał mężczyzna. - Zamierzają je wychowywać w specjalnych ośrodkach i przeznaczać na urzędników i aparat władzy. Przygotowują się już do otwarcia masowej produkcji tych biednych stworzeń. Gdy osiągną one dojrzałość, to władza nie będzie musiała rekrutować urzędników spośród przeciętnych obywateli. — Poza tym dzieci z probówki dogadzają ich próżności, gdyż każdy z elity władzy ma po kilkuset potomków - dodała kobieta.
Oczywiście Stefan ratuje małżeństwo i wypełnia kolejną misję - znaleźć konspirających się, ukrywających się w bezbożnej Francji katolików. Misja wypełniona, komitet współpracujący z prymasem wyśle tam 30 księży, a dzielny bohater rusza do Holandii.
A tam w jednym barze wegetarianizm
— W zeszłym miesiącu Centralny Komitet Postępu Cywilizacyjnego Unii Wszechświatowej zakazał jedzenia i przyrządzania mięsa zwierzęcego, a szczególnie karane jest spożywanie wieprzowiny. - Padła zdawałoby się, że smutna odpowiedź.
geje, czyli to samo co zoofile
— Pytałem się, czy miałby pan ochotę pójść gdzieś ze mną - ton głosu młodziana był niewzruszenie beznamiętny. — Wie, pan ja raczej z innej orientacji. — A rozumiem, słyszałem, że kelner mówił, iż nie ma tu w kawiarni naszych młodszych braci. Pan lubi zwierzęta, prawda? — I owszem - Stefan dopiero po wypowiedzeniu - zorientował się, że jego lubienie zwierząt może być zupełnie opacznie zrozumiane.
białe niewolnictwo (Stefan zahacza tam o RPA, gdzie pupile prawicy, Boerzy, dzielnie bronią się przed lewackimi Murzynami)
Na targu niewolników. Każdy kto nie ma pieniędzy, może się sprzedać. Jest wtedy kupowany jak rzecz. Ale mnie sprzedano, wbrew mojej woli. Młodzieniec roztkliwił się nad sobą.
narkotyki
No, no, nic nie pamięta. Stałeś na środku Amsterdamu i wykrzykiwałeś przeciwko urzędom. Ponoć byłeś po prochach. Miałeś szczęście, że nie dali ci od razu w czapę. Ale ten obóz to na jedno wychodzi. — Teraz zrozumiał. To ta kawiarnia i jej słodki dym. Oni wcale nie palili tytoniu.
Ale dlaczego tak się dzieje (jest to jeden z najobrzydliwszych cytatów):
Tylko zwyrodniali zboczeńcy mogli wymyśleć taki system. W XX wieku rządy homoseksualistów z szefostwa NSDAP w III Rzeszy Niemieckiej doprowadziły do olbrzymich zbrodni. Stworzono obozy koncentracyjne, gdzie mordowano miliony ludzi, organizowano masowe egzekucje w Polsce, wybito większość polskiej kadry intelektualnej, wysiedlano całe dzielnice. Niemcy pod rządami narodowo-socjalistycznych pedałów chciały wymordować Polaków, Cyganów i Żydów, aby stworzyć przestrzeń życiową dla rasy aryjskiej. Homoseksualizm wyzwala w ludziach zbrodnicze instynkty, gdyż jest oparty na potwornym upokarzaniu jednego człowieka przez drugiego. Dlatego też systemy funkcjonujące w III Rzeszy i obecnie w Europie Zachodniej wykorzystywały zboczeńców, jako najbardziej nieludzkich urzędników i zarządców
Jak wiemy, Stefana złapał okrutny holenderski gejowski rząd i zagania go do niewolniczej pracy w obozie koncentracyjnym. Tych, którzy najgorzej pracują, sprzedaje się tam na organy, podobnie jak próbujących uciekać i ich rodziny. Przeszczepy, oczywiście tylko dla przywódców!
Stefan zdołał jednak uciec, i po brawurowej scenie walki dociera do Wielkiej Brytanii, i dowiaduje się jakie jest jego najważniejsze zadanie - zdobyć listę agentów plugawej masonerii działających na ojczyzny łonie. Wykorzystują jego podobieństwo do wnuka Churchilla, który kandyduje jako ofc Torys.
Stefan brał udział w być może ostatnich wyborach do Izby Gmin. Parlament angielski był bowiem ostatnim parlamentem na terenie Unii Wszechświatowej (...) Wybór delegatów odbywał się na corocznym zebraniu, w którym głosowały wszystkie banki funkcjonujące na terenie danego kraju. Ilość głosów była zależna od kapitału złożonego przez obywateli w danym banku. Taki sposób wyboru uzasadniano tym, że wybory i tak wygrywała partia posiadająca największe pieniądze. A brak wyborów to przecież kolosalna oszczędność. Ludzie natomiast mogą się wypowiadać w ten sposób, że przenoszą swoje konta z jednego banku do drugiego.
Stefan jako Peter Churchill spotyka się z premierem-ofc masonem.
Stefan zrozumiał teraz cel zaproszenia na tenis. — No, myślę - powiedział z rozwagą - że nie można przesadzać w tym trzymaniu się ustaw wymyślonych siedemset lat temu. A po za tym wszystkie te ustawy będą obowiązywać zwykłych ludzi, a nie członków parlamentu - zaśmiał się cynicznie. — Naprawdę, widzę przed panem przyszłość panie Churchill - powiedział premier. Niech pan pamięta, że wyjątki od tych ustaw będą bardzo szerokie. Na pewno obejmą wszystkich pana znajomych, oraz protegowanych. To będzie, jak pan dobrze rozumie, dodatkowe źródło zysku. — Nie rozumiem - powiedział. — No, wie pan. Wielu będzie chciało dobrze zapłacić za zgodę na małżeństwo lub dziecko.
Rozmowy masonów czyta się dokładnie jak protokoły Mędrców Syjonu, więc ich złowrogie plany też pominę.
Zapadła śmiertelna cisza. Nacjonalizm był we wszystkich krajach Nowego Ładu Światowego przestępstwem zaliczanym do zbrodni. We Francji, Holandii i w Stanach za nacjonalizm wieszano ludzi. Wypowiedź sir Mathew graniczyła z definicją nacjonalizmu, który określano jako wyróżnianie swego narodu.
Stefan ogląda "masakrację lewactwa" w parlamencie:
Nigdy nie zgodzimy się na wprowadzenie pakietu tych ustaw. Ich uchwalenie doprowadziłoby przecież do głębokiego spadku demograficznego. Wprowadzenie zasady eutanazji i to na dodatek przymusowej, wywoła mord w majestacie prawa - głos lidera grupy najbardziej prawicowych konserwatystów brzmiał ostro. — A dlaczego w takim razie nie sprzeciwiał się pan ustawie zezwalającej na aborcję, sir? Czy przypadkiem nie dlatego, że eutanazja może pana dotyczyć, a aborcja niestety, dla naszego społeczeństwa, już nie? Pytanie z ław zwolenników ustawy, podważyło pewność wypowiedzi przedmówcy. — Ale przecież aborcja nie była dotychczas obowiązkowa - ripostował. — Sugeruje pan, że dzieci zgadzały się na nią dobrowolnie?
Stefan okrada złowrogiego Amerykanina Rockefellera z danych na "dyskietce w kształcie długopisu" (hej, jest rok 1995, nikt nie słyszał o pendrive'ach), porywa swoją miłość (jak na narodowego Jamesa Bonda przystało, musi mieć miłość, ale oczywiście bez ślubu Stefan może modlić się tylko do Matki Boskiej) i ucieka do Polski. Niestety, wrogowie go gonią i musi awaryjnie lądować w Rosji. Ale widzicie, Rosja nie jest przecież taka zła!
Nad małymi domami widać było nowy, duży budynek, w którym drewniane krokwie dachu właśnie zbijano. Podeszli z ciekawością. W drzwiach stał ksiądz w sutannie. Stefan podszedł i zapytał po rosyjsku. — Czy ksiądz jest księdzem? To znaczy, chciałem zapytać, czy jest księdzem katolickim. Młody kapłan patrzył na niego bystro. — Jestem księdzem Kościoła Katolickiego. A o co chodzi? — Czy będzie może Msza święta? — Tak, za godzinę. A pan jest katolikiem? — Jestem Polakiem. Od kilku miesięcy nie mogłem być na Mszy świętej.
Albowiem Rosja jest nadzieją
— Rocznie chrzczę tutaj pięć procent obywateli oraz osiemdziesiąt procent nowo narodzonych dzieci. Za dziesięć lat ten kraj będzie bardziej katolicki, niż Polska. — Czym to jest spowodowane? - zapytał Stefan. — Krew męczenników zasiewem chrześcijaństwa. Ta ziemia jest chyba najbardziej udręczonym miejscem na naszej planecie. Przez trzy czwarte wieku zabito tutaj kilkadziesiąt milionów ludzi. Resztę pozbawiono podstawowych wolności. A tam gdzie rozlał się grzech - rozlała się, jak mówi świę- ty Paweł - tym obficiej łaska. To, co w chwili obecnej przeżywamy w Rosji, to niewyobrażalny zalew laski Boga.
— To znaczy, że na zachodzie, gdzie teraz rozlewa się grzech również rozleje się laska? — Zobaczy pan, że już następne pokolenie doczeka chwili, gdy prezydent Francji klęcząc w katedrze Chartes będzie blagał Boga o przebaczenie wszystkich zbrodni od czasów rewolucji francuskiej. Zobaczy pan, że Francja, Anglia i Hiszpania będą pod koniec tego wieku nieprawdopodobnym miejscem nawrócenia. Nawet jeżeli jednak obalimy siłą tamtejszy zbrodniczy system polityczny, to musimy liczyć się z sytuacją, że jeszcze przez długi czas ludzie będą pod wpływem tego okropnego zwyrodnienia. Pamięta pan jak długo nasz kraj dochodził do siebie po czterdziestu pięciu latach komunizmu. Jeszcze pięć lat po upadku komunizmu, naród potrafił wybrać na prezydenta postkomunistę.
Idee Romana Dmowskiego wiecznie żywe są, jak wiadomo prawaki zawsze z carem:
Nie mógł wejść we współpracę z Rosjanami, gdyż dane posiadane przez niego mogłyby zbytnio wzmocnić Rosję w stosunku do Polski. Układ pomiędzy dwoma krajami był wprawdzie partnerski, ale właśnie między innymi dlatego, Polska pomimo mniejszego potencjału mogła być równorzędnym partnerem dla Rosji, że była lepiej zorganizowana, miała lepszy wywiad i bardziej patriotyczne społeczeństwo.
Ba, takie cuda to już nie tylko w Rosji ale i w sercu masonerii!
Podobna sytuacja na świecie zachodziła w chwili obecnej w Izraelu, gdzie tysiące ludzi nawracało się, a w bazylice pod wezwaniem świętej Edyty Stein w Jerozolimie sto dorosłych osób dziennie przyjmowało Chrzest Święty. Ale w Izraelu władze prześladowały katolików i wielu z nich dołączało do męczeństwa świętej Edyty.
Jak zwykle generałowie Franco i Salazar uratują katolicyzm i nacjonalizm:
Jest nadzieja, że Portugalczycy i Hiszpanie już niedługo zrzucą jarzmo niewoli. Na północy Półwyspu Iberyjskiego wybuchło bowiem powstanie przeciwko ustrojowi narzuconemu przez Unię Wszechświatową. Powstanie pod przywództwem trzech generałów Michaela Ramireza, Gabriela de Purto i Rafaella Ravenga zataczało coraz szersze kręgi, przenosząc się na południe.
Stefan pokazuje dlaczego jest asem nad asy i idolem polskiej prawicy:
Stefan wzruszył ramionami. Najstarszy obwieś podszedł do niego i zapytał. — To twoja żona? Stefan nawet się nie odwrócił. Obwieś próbował położyć rękę na ramieniu Lucji, która stała skurczona ze strachu. Ste- fan wsadził rękę do kieszeni i napastnik upadł na ziemię. Pistolet promienny był niezawodny. I, co najważniejsze, nie zabijał. Obwiesie skupili się ze strachu na drugiej burcie stateczku. Do końca podróży był z nimi spokój.
"Czy żeby pisać political fiction muszę znać pisownię obcych nazw, czy też wystarczy mi tylko legitymacja Stronnictwa Narodowego?"
Obecnie z powodu zablokowania Cieśnin Duńskich i Giblartaru dla przepływu wojska i sprzętu wojennego do Ameryki Południowej, dla przewozu uzbrojenia korzystano najczęściej właśnie z Murmańska.
Stefan po wielu perypetiach trafia wreszcie do kraju, i odnosi olbrzymie zwycięstwo
Jeszcze tak wielkiego nagłówka w Gazecie Warszawskiej nie widział. ZDRAJCY WYKRYCI. Czarnymi literami wydrukowano: Dzisiaj w nocy dokonano w całej Polsce aresztowań około dziesięciu tysięcy ludzi. Wszyscy oni byli związani z różnymi organizacjami infiltrującymi Polskę i powiązanymi z obcymi strukturami, które chciały wywołać w Polsce rewolucję. Byli to między innymi członkowie masonerii, oiganizacji paramasońskich oraz przedstawiciele wywiadów. Jak dowiedzieliśmy się od rzecznika rządu część zatrzymanych próbowała właśnie uciekać z Polski. Dzięki błyskawicznej akcji zdołano ująć prawie wszystkich. Z podanych informacji wynika, że zbiegł jedynie Alojzy Michniak, dyrektor działu handlowego NBP, oraz Bogusław Jeremek będący pracownikiem MSW. Więcej szczegółów tej największej akcji w historii polskiego kontrwywiadu podamy w wydaniu popołudniowym.
Michniak i Jeremek (dżizas) jednak wydają się być drobnymi płotkami jeno, albowiem:
To, co się dzisiaj w nocy stało, to największe zdarzenie w historii naszych ostatnich trzech stuleci. Polska po raz pierwszy jest prawie całkowicie wolna od wpływów obcych agentur. Rozumiesz Stefanie! Jesteśmy zupełnie wolni. Macki, które od tylu lat oplątywaly naszą Ojczyznę zostały wycięte. Renegaci, którzy prowadzili naszą Ojczyznę przez tyle nieszczęść w historii, już są nieszkodliwi. — Spójrz na to - pułkownik znowu uderzył w gazetę - ci ludzie to potomkowie tych, którzy sprowadzili na nas rozbiory w XVIII wieku; tych którzy podburzali nas do krwawych, bezskutecznych powstań; tych, którzy sprzeciwiali się niepodległości Polski w roku 1918; tych którzy sprowadzili na nas komunizm; tych którzy ograbili i poddali nasz kraj pod obce wpływy pod koniec zeszłego stulecia. To, że Gazeta Warszawska, która przez trzysta lat walczyła z nimi może ich dzisiaj tutaj zdemaskować, to że ludzie ci znajdują się wszyscy w więzieniu, to jest największy przełom w naszej historii. Stefanie, czy ty to rozumiesz? Dzięki tobie oraz zabiegom naszego wywiadu w połączeniu z pomocą Opatrzności jesteśmy wolni!
Wszystko kończy się dobrze, Polska jest wolna od "agentów", "tych, którzy sprowadzili na nas komunizm" i można spokojnie udać się na mszę:
Przed wejściem do kościoła widniała figurka Matki Boskiej stojącej na kuli ziemskiej. Jej ręce były wyciągnięte w stronę tej połowy globu, gdzie wił się wąż, któremu piętą zgniatała głowę. Drugą połowę ziemi przed jego jadowitymi kłami, osłaniał Jej niebieski płaszcz.
Miłych snów kochani i idźcie kurwa na te wybory.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2020.06.25 20:19 arabellla55 My House Of Horrors: Część 1 - Upadający Dom Grozy Jest to tłumaczenie powieści z tej stronki: https://m.wuxiaworld.co/My-House-of-Horrors/

„Po raz pierwszy odwiedziłem tak mało przerażający Dom Horrorów."
„Rekwizyty są zbyt fałszywe, w ogóle się nie przestraszyłem. Jeśli już, to wszystko wydawało mi się żartem."
„Materialiści tacy jak my naturalnie nie mają się czego bać! Duchy nie są prawdziwe!"
„Szczerze, powinniśmy byli zostać w hotelu. Byłem tak blisko zdobycia kolejnego poziomu w mojej grze online."
Grupa studentów narzekała z rozczarowaniem przed Domem Grozy Zachodniego Jiujiang City, zanim odjechali na swoich motocyklach. Chen Ge, który trzymał stos ulotek reklamowych Nawiedzonego Domu, potrząsnął z przygnębieniem głową, gdy to zobaczył.
Sztuka straszenia była umiejętnością, ale wraz z wprowadzeniem przerażających filmów, próg wielu współczesnych obywateli został podniesiony. Przez co wizyta w Nawiedzonym Domu nie różniła się niczym od spaceru po własnym podwórku.
„Szefie."
Za nim rozległ się czysty kobiecy głos. Odwracając się zobaczył smukłego „zombie" w stroju pielęgniarki wybiegającym z Nawiedzonego Domu w przypływie gniewu.
„Co się stało, Xiao Wan?" Ta zombie nazywała się Xu Wan; była jednym z tymczasowych aktorów zatrudnionych przez Nawiedzony Dom.
„Tych kilku chuliganów, próbowało mnie wykorzystać" dziewczyna syknęła przez zaciśnięte zęby a jej pięści zacisnęły się same.
Więc to jest tylko narzekanie...
„To okropne; nawet nie zostawili zombie w spokoju. "Jako szef, naturalnie Chen Ge stał po stronie swoich pracowników. „Później poproszę kierownika parku rozrywki, aby nagrał materiał z monitoringu."
„Nie ma takiej potrzeby. Kiedy zdałem sobie sprawę z ich zamiarów, rzuciłam cios prosto w twarz tego chłopaka" Xu Wan wskazała na plamę krwi na brzegu swojego stroju i wykrzyknęła dość dumnie: „Widzisz, to nie jest sztuczna krew."
„Dobrze, dobrze, dziewczyna powinna nauczyć się, jak się chronić". Chen Ge otarł zimny pot z czoła.
„Kiedy odwrócił się, by spojrzeć na zachodzące słońce, powiedział: „Przypuszczam, że nadszedł czas, aby zakończyć pracę. Prawdopodobnie nie będziemy mieli więcej gości, więc pomóż mi i powiedz wszystkim, że możemy dziś wyjść wcześniej z pracy. "
Uświadomił sobie jednak, że dziewczyna w makijażu zombie nie miała zamiaru odejść.
„Czy jest coś jeszcze?"/„Chcesz coś jeszcze?"/„Czy coś się stało?"/„O co chodzi?"
„Szefie..." Xu Wan zawahała się, po czym powoli wyciągnęła z kieszeni dwa listy „To są listy rezygnacyjne Tao Minga i Xiao Wei. Byłeś dla nich świetnym szefem, więc nie mieli odwagi dać ci je osobiście i kazali mi je ci przekazać."
„Oni odchodzą?" Chen Ge zadał oczywiste pytanie, akceptując listy, a następnie dodał: „Każdy ma swoje własne marzenie, które musi ścigać, więc niech tak będzie. Xiao Wan, możesz teraz iść, jeśli nie ma nic więcej".
„Dobrze ale najpierw usunę makijaż."
„Po wyjściu małego słodkiego zombie, Chen Ge w milczeniu zapalił papierosa. Pół roku temu, kiedy jego rodzice zniknęli w tajemniczy sposób, jedyną rzeczą, którą mu zostawili, był Nawiedzony Dom. Aby nie zapomnieć wspomnień z nimi związanych, Chen Ge zrezygnował z pracy, aby skupić się na zarządzaniu Nawiedzonym Domem.
Niestety czasy się zmieniają. Pomimo tego niszowego gatunku między Nawiedzonymi Domami istniała ogromna konkurencja, a także wiele ograniczeń. Straszny scenariusz straciłby jego czynnik odstraszający po początkowym doświadczeniu, ale ciągła aktualizacja wymagałaby wielu zasobów i pieniędzy.
Już od kilku tygodni dochód Nawiedzonego Domu z codziennej sprzedaży biletów ledwo pokrywał wydatki na elektryczność i wodę.
„Zastanawiam się, jak długo jeszcze mogę wytrzymać."
Po zgaszeniu papierosa, gdy Chen Ge był gotowy wrócić do Nawiedzonego Domu, podszedł do niego mężczyzna w średnim wieku w mundurze New Century Park. Kiedy go zobaczył, Chen Ge przyspieszył swoje tempo jak mysz dostrzegająca kota.
„Myślisz, że możesz udawać, że mnie nie widziałeś?" Mężczyzna w średnim wieku zacisnął dłonie na ramionach Chena Ge. „Szef wymaga ode mnie abym jak najszybciej zebrał pieniądze."
„Wujku Xu, nie chodzi o to, że nie chcę ci płacić, ale naprawdę nie mam ci z czego zapłacić. Czy możesz mi dać kolejny miesiąc?"
„To samo powiedziałeś mi w zeszłym miesiącu!"
„Obiecuję, że to zdecydowanie ostatni raz!" Chen Ge poklepał się po piersi, gdy obiecał szczerze.
„Skoro pracownicy z twojego Nawiedzonego Domu już sami się zwalniają, to dlaczego ty nadal jesteś taki uparty." Kiedy mężczyzna w średnim wieku zobaczył listy w dłoni Chen Ge, siła na ramionach Chena Ge stopniowo się zmniejszyła. „Jesteś taki młody; nadal możesz zacząć od nowa inną karierę, więc dlaczego robisz to dla siebie?"
„Wujku Xu, wiem, że się o mnie troszczysz, ale ten Nawiedzony Dom ma dla mnie inne znaczenie. Wydaje mi się, że nadal nie chcę pozwolić, by ostatnie wspomnienie o moich rodzicach odeszło" Chen Ge powiedział to ściszonym głosem, jakby bał się, że inni go usłyszą.
Jako kierownik parku rozrywki mężczyzna w średnim wieku naturalnie wiedział o zniknięciu rodziców Chena Ge. Po kilku sekundach westchnął i powiedział:
„Dobrze, rozumiem, jak się czujesz. Postaram się porozmawiać z zarządem i zobaczę, czy mogą dać ci jeszcze kilka tygodni."
„Dziękuję, wujku Xu!"
„Nie dziękuj mi tak szybko, lepiej upewnij się, że możesz zwiększyć sprzedaż biletów, w przeciwnym razie zakończenie będzie takie samo".
Po odesłaniu kierownika parku rozrywki Chen Ge wrócił do Nawiedzonego Domu i rozpoczął codzienną rutynę sprawdzania sprzętu, utrzymywania przedmiotów i czyszczenia.
„Sztuczna krew w pokoju utrzymania jest prawie pusta; muszę kupić nową partię."
„Jeśli ten korytarz mógłby być nieco bardziej nachylony w bok, stworzy lepsze martwe pole, aby przestraszyć gości."
„Och nie, ta marionetka jest już zepsuta; będę musiał ją później naprawić."
„Kurwa! Co się stało z żarówką, którą zainstalowałem tutaj w zeszłym tygodniu? Kto ją ukradł?"
W oczach osoby z zewnątrz był właścicielem Nawiedzonego Domu, niejako młodego przedsiębiorcy, ale tylko sam Chen Ge mógł zrozumieć trudności związane z utrzymaniem Nawiedzonego Domu. Nawiedzone domy były rodzajem rozrywki. Złapana w przerażającym środowisku sytuacja fizyczna i psychiczna utrzymywałaby się w podwyższonym stanie, ale kiedy stres został uwolniony, doprowadziłoby to do poczucia ulgi i satysfakcji; w pewnym sensie przypominało to masaż.
W tym samym czasie większość Nawiedzonych Domów była jednorazowymi atrakcjami. Najskuteczniejszą metodą biznesową dla Nawiedzonego Domu była mobilność, aby stale przyciągać nowe grupy odwiedzających. Nawiedzony dom, który utknął w miejscu, takim jak jego, musiał mieć ogromną popularność, aby zwabić tłumy, w przeciwnym razie nie byłby w stanie się utrzymać. Fakt, że udało mu się przetrwać tak długo, był już poniekąd cudem.
Ciągnąc zrujnowaną marionetkę, Chen Ge wszedł do pokoju konserwacji. Studiował projektowanie zabawek na studiach, a maszyny i pułapki używane w Nawiedzonym Domu zostały przez niego osobiście zaprojektowane i zbudowane. Proces konserwacji, który obejmował szycie i odmalowywanie, był suchy i powtarzalny.
„Wciąż brakuje mi fałszywej krwi. Jeśli dobrze pamiętam, na strychu wciąż jest trochę zapasów." Nawiedzony Dom został podzielony na trzy piętra; pierwsze i drugie piętro były dla nawiedzonych scenariuszy, a trzecie było magazynem.
Po otwarciu drewnianych drzwi, za mgiełką zrębków i pyłu, rodzice Chen Ge pozostawili różne materiały i niepotrzebne składniki z czasów, gdy zarządzali Nawiedzonym Domem.
Nie chcąc zmierzyć się z przeszłością, Chen Ge rzadko przychodził do tego miejsca.
„Teraz, gdy o tym myślę, minęło już prawie pół roku."
Patrząc na rozmaite wyposażenie, Chen Ge przypomniał sobie swoje dzieciństwo. W tym czasie jego rodzina zarządzała mobilnym Nawiedzonym Domem, więc miał okazję podróżować po kraju z rodzicami. Podczas gdy ta dwójka dorosłych była zajęta, zostawiali Chen Ge samotnie za kulisami, aby towarzyszył różnym duchom, więc nadzwyczajna odwaga Chen Ge była trenowana od najmłodszych lat.
W końcu, gdy jego przyjaciele w tym samym wieku bawili się klockami i łamigłówkami, biegał dookoła z fałszywą ludzką głową.
„Wszystko to są cenne wspomnienia".
Chen Ge wędrował bez celu, po czym wrócił do drewnianej skrzynki, w której przechowywano niewiele rzeczy, które pozostały po jego rodzicach. Wewnątrz siedział czarny telefon komórkowy wraz z szorstką lalką. Lalka ta była pierwszą zabawką, którą Chen Ge zrobił, gdy był dzieckiem, ale nie pamiętał nic związanego z tym telefonem. Oba te przedmioty zostały znalezione w opuszczonym szpitalu na wsi, a jeśli chodzi o to, dlaczego rodzice Chena Ge'a poszli tam w środku nocy, nawet policja nie mogła mu odpowiedzieć.
„Gdzie jest wasza dwójka?" Chen Ge podniósł lalkę i uszczypnął jej pyzatą twarz. Potem z westchnieniem powiedział sobie: „Lepiej znajdę tę sztuczną krew. Jeśli nie dam rady przetrwać poza sezonem, naprawdę będę musiał pożegnać się z Nawiedzonym Domem".
Chen Ge mówił do siebie, ale kiedy to powiedział, czarny telefon, który milczał w pudełku, nagle zaświecił słabym, zimnym światłem.
„Co się dzieje? Jakaś pozaziemska technologia czy zjawisko nadprzyrodzone?" Gdyby stało się to z kimś innym, prawdopodobnie ta osoba by już uciekła krzycząc jakby spotkała się z krwawym morderstwem, ale w porównaniu reakcja Chen Ge była znacznie spokojniejsza. Podniósł telefon i przyjrzał mu się bliżej.
„To dziwne. Próbowałem otwierać ten telefon ponad sto razy wcześniej, ale to nie działało, więc dlaczego otworzyło się dzisiaj samo? Ten telefon został znaleziony tam, gdzie zniknęli moi rodzice, więc czy to możliwe, że wiesz, że mam kłopoty i kontaktuję się ze mną, aby pomóc? "
Chen Ge otworzył telefon i na pierwszej stronie z czarnym tłem była dostępna tylko jedna aplikacja. Miała kształt Nawiedzonego Domu jako ikony.
„Ej przecież... To wygląda tak jak przednie wejście do mojego własnego Nawiedzonego Domu!"
Marszcząc brwi, Chen Ge kliknął w tą ikonkę, a na ekranie pojawił się rząd liter napisanych czymś, co wyglądało jak krew - Czy wierzysz, że na tym świecie są duchy?
Mówiąc obiektywnie, było to metafizyczne pytanie filozoficzne; dla studenta inżynierii, takiego jak Chen Ge, było to praktycznie niemożliwe.
„Może", wymamrotał do siebie Chen Ge, a kilka sekund później na ekranie pojawiło się nowe zdanie.
„Podświadomie wierzysz, że jest to twoja odpowiedz. Od tego momentu oficjalnie przejmujesz funkcję nowego właściciela Nawiedzonego Domu. Oczywiście nie jest to warte świętowania. Przed końcem samouczków zapoznaj się z moją ostatnią radą: samobójstwo jest najbardziej tchórzliwym zachowaniem i postaraj się przetrwać!"
„Co do cholery? Ale ten pompatyczny sposób mówienia przypomina mojego ojca".
Chen Ge ponownie kliknął aplikację i pojawiło się nowe okno.
_______________
Nawiedzony Dom Western Jiujiang
Status: Prawie Zamknięty
Dobra Reputacja: Zero
Dzienna Liczba Odwiedzających: Cztery
Miesięczna liczba odwiedzających: Dziesięć
Mój zespół duchów i upiorów: Brak
Przechowywane Przedmioty: Brak
Odblokowane Osiągnięcia: Brak
Aktualnie Dostępne Scenariusze [Ustaw Elementy]:
- Noc Żywych Trupów - Okropne rekwizyty, nieprzeszkoleni aktorzy, fabuła nie ma interesującej historii ani logiki zdarzeń. Współczynnik Krzyku: 0 Gwiazdek
- Minghun [Małżeństwo w Piekle] - Para rozdzielona w świecie żywych, związana ponownie w świecie martwych; dzieląc ten sam grób, dążąc do szczęścia w śmierci. Współczynnik krzyku: 0,5 Gwiazdki
Nieodblokowane scenariusze:
- Morderstwo o Północy - Niebezpieczny psychotyczny pacjent wędrował po przewróconym mieszkaniu. Nożyczki i drewniane młotki jako dłonie a on po prostu wędruje przed twoim pokojem. Współczynnik krzyku: 1 Gwiazdka
- Trzecia sala chorych - Co noc z tego opuszczonego budynku szpitala dobiegają niewyjaśnione odgłosy. Jako reporter gazety masz za zadanie dotrzeć do sedna tej mrocznej tajemnicy. Współczynnik krzyku: 3 Gwiazdki
- Ten Straszny Karawan - Wychodząc z karawanem niosącym trumnę, jeśli nie zdołasz uciec w ciągu godziny, pozostaniesz w nim na zawsze. Współczynnik krzyku: 2 gwiazdki
Codzienna misja: Wykonuj codzienne misje dostarczone przez Nawiedzony Dom, aby odblokować więcej przerażających scenariuszy. Nagrody odpowiadają trudności misji.
Warunki Rozbudowy Nawiedzonego Domu: Miesięczna liczba odwiedzających przekracza 100. Dobra reputacja ponad 60 procent. (Po 3 rozszerzeniach Nawiedzony Dom zostanie ulepszony do Drżącego labiryntu.)
Nawiedzone koło nieszczęścia (Wydaj punkty strachu generowane przez gości w Nawiedzonym domu, aby zakręcić kołem): Dekret o życiu i śmierci nigdy nie jest decyzją człowieka; fortuna i nieszczęście są oddalone tylko o cal. Mamy zarówno Duchy Owoców, aby zwiększyć długość życia, jak i pełne nienawiści Baleful Specters!
Inne funkcje: Do odblokowania
submitted by arabellla55 to u/arabellla55 [link] [comments]


2020.05.02 13:34 TommyDyatlov Niecodzienne pytanie

Siema, mam niecodzienne pytanie i mam nadzieję, że nie naruszam zasad na tym subreddicie (((chyba nie???))).
Ostatnio dowiedziałem się, że to tylko kobieta powinna gotować w związku i mężczyzna nie może. W moim związku ja gotuje więc stąd moje pytanie: czy to czyni mnie kobietą? Jeśli tak, to czy odpadnie mi w takim razie p*nis i jeśli odpadnie, to gdzie mogę go oddać? Support Remondisu mnie spławia cały czas, a ja dalej nie wiem czy to pasuje do odpadów Bio czy jakich?
Z góry dzięki za odpowiedzi.
submitted by TommyDyatlov to Polska [link] [comments]


2019.12.23 13:17 subreddit_stats Subreddit Stats: Polska top posts from 2018-12-21 to 2019-12-20 09:06 PDT

Period: 363.84 days
Submissions Comments
Total 1000 53253
Rate (per day) 2.75 145.80
Unique Redditors 603 7315
Combined Score 756997 761589

Top Submitters' Top Submissions

  1. 26781 points, 33 submissions: kalarepar
    1. Wyborca PIS (1558 points, 107 comments)
    2. Masz bojowe zadanie (1546 points, 48 comments)
    3. Znowu do szkoły (1351 points, 62 comments)
    4. Jasnowidz z Twittera (1229 points, 31 comments)
    5. tl;dr Wykop od wczoraj (1151 points, 208 comments)
    6. Graliście już? (1150 points, 128 comments)
    7. Korepetycje z matematyki (1105 points, 145 comments)
    8. Konie sensem życia (1064 points, 28 comments)
    9. Polski przemysł (1052 points, 22 comments)
    10. Biblia: "Na początku było Słowo". Podręcznik do matematyki: (1019 points, 32 comments)
  2. 12714 points, 18 submissions: Adrian29
    1. Prawdziwy człowiek sukcesu (1187 points, 46 comments)
    2. doktorzy_wpż (975 points, 41 comments)
    3. ja_wpż (879 points, 30 comments)
    4. Rodzina kiedyś vs dzisiaj (810 points, 32 comments)
    5. ludzie_wpż (810 points, 29 comments)
    6. Ah tak, to jest duży mózg czas (792 points, 14 comments)
    7. Symulator Korwina (785 points, 42 comments)
    8. Mapa Europy, gdyby wszystkie państwa z literą "w" w nazwie zalała woda, a Rosja zmieniła się w Janusza Piechocińskiego. (742 points, 51 comments)
    9. hanuszka dnia (702 points, 23 comments)
    10. żyjemy w hipokryzji (672 points, 60 comments)
  3. 12636 points, 14 submissions: garrett53
    1. Kiedy wracasz na /Polska po ostatnich zmianach. (1783 points, 70 comments)
    2. Hat trick wpż (1264 points, 166 comments)
    3. Dzisiaj handlowo-wyborcza. Moje ziomeczki. (1216 points, 57 comments)
    4. No i mamy komplet. (1126 points, 28 comments)
    5. Kiedy robisz OC dla /Polska_wpz i udostępnia go korwin. Jeżeli to nie jest szczyt memowej kariery, to ja nie wiem co jest. (1097 points, 68 comments)
    6. Kosmita po uratowaniu ze Strefy 51 poddawany resocjalizacji w Polsce (2019) (1095 points, 24 comments)
    7. ja_wpz (1041 points, 29 comments)
    8. Google translator at its finest. (911 points, 17 comments)
    9. Fool me once. (901 points, 96 comments)
    10. Stan obecny /Polska (522 points, 28 comments)
  4. 11909 points, 13 submissions: Vapid1
    1. Przypominam że dziś Boże Ciało, ziomeczki (1516 points, 90 comments)
    2. Ministerstwo Głupich Kroków, Poland Edition (1184 points, 25 comments)
    3. Daily polski Twitter xD (1160 points, 63 comments)
    4. Powrót memów z importu! (1087 points, 28 comments)
    5. Stare ludowe porzekadło (947 points, 8 comments)
    6. "Piłsudski" i "Legiony" to dopiero początek większego świata... (935 points, 50 comments)
    7. Importowane memy zza południowej granicy (900 points, 47 comments)
    8. Dobry ziomek Elon Piżmo (897 points, 52 comments)
    9. NO I TO JEST DOBRA WIADOMOŚĆ (843 points, 63 comments)
    10. Nareszcie coś dla Prawdziwych Polaków™ w tej całej Ikeji (825 points, 28 comments)
  5. 10994 points, 15 submissions: bkielbaszewski
    1. Bohaterowie na jakich zasługujemy (1428 points, 84 comments)
    2. Paweł Adamowicz nie żyje. Prezydent Gdańska miał 53 lata (1061 points, 276 comments)
    3. Twój ruch, Bakomo. (1006 points, 68 comments)
    4. Kiedy nawet Terlikowski potępia Twoje szczucie osób LGBT, to wiedz że coś spieprzyłeś (888 points, 111 comments)
    5. Tego radosnego dnia nie zapominajmy o najważniejszym, czyli o narodzinach naszego Pana i Zbawcy, Jezusa Chrystusa. Wesołych Świąt /polska! (806 points, 41 comments)
    6. Trudno się nie zgodzić (798 points, 31 comments)
    7. Elementarz przedszkolaka niedyskretnie sugeruje, gdzie jest miejsce mamy w domu (745 points, 65 comments)
    8. kopernik_wpż (648 points, 13 comments)
    9. Są takie chwile, że nie ma już sensu odpowiadać merytorycznie. (641 points, 40 comments)
    10. Półka kuchenna u mojej rodziny na wsi. Wybierz mądrze. (578 points, 59 comments)
  6. 10464 points, 16 submissions: baytor
    1. To o nas (1295 points, 48 comments)
    2. Mem (995 points, 29 comments)
    3. Prawo i sprawiedliwość - kuźnia talentów (780 points, 31 comments)
    4. Ironicznie (698 points, 21 comments)
    5. Trza se radzić (690 points, 42 comments)
    6. Szukając polska (667 points, 102 comments)
    7. Nie będę się kłócił (641 points, 19 comments)
    8. Zaorane (620 points, 37 comments)
    9. Sandwicz (619 points, 110 comments)
    10. Ciekawe jak smakuje (614 points, 33 comments)
  7. 10040 points, 14 submissions: Colonel_PingPong
    1. Drodzy biali. (1178 points, 31 comments)
    2. PILNE. (1104 points, 27 comments)
    3. Skandal, prześladowanie chrześcijan, obraza uczuć, upadek obyczajów. (1016 points, 58 comments)
    4. Tymczasem w opozycji. (952 points, 54 comments)
    5. Stare, a jak aktualne. (860 points, 40 comments)
    6. Mizantropia jednak jakiś sens ma. (716 points, 45 comments)
    7. BREJKING NEWS (693 points, 9 comments)
    8. No rzeczywiście maturki coraz bliżej (635 points, 11 comments)
    9. Rzymianie podnoszący Chrystusa po trzecim upadku, 33 rok naszej ery, koloryzowane. (631 points, 39 comments)
    10. Mesjasz narodów. (513 points, 54 comments)
  8. 9308 points, 13 submissions: abakus10
    1. król_wpż (1348 points, 17 comments)
    2. rPolacy_wpż (1139 points, 30 comments)
    3. Nie szata zdobi księdza (1068 points, 36 comments)
    4. Każdy procent ponad plan ciosem w podżegaczy (813 points, 123 comments)
    5. Prawdziwa rPolska środa (812 points, 26 comments)
    6. ONZ chce od Polski sprawozdania z walki z rasizmem. Wzywa do całkowitej delegalizacji grup, które promują dyskryminację na tle rasowym lub narodowościowym - a za takie uznała ONR i Młodzież Wszechpolską (715 points, 281 comments)
    7. Mała środa znaleziona na łące (619 points, 26 comments)
    8. Z okazji Dnia Kobiet: wszystkiego najlepszego erPolsko (555 points, 21 comments)
    9. Ktoś też tak ma? (549 points, 25 comments)
    10. In nomine patris (472 points, 23 comments)
  9. 6701 points, 7 submissions: zukowski
    1. Wielka Brytania miesza się w polską politykę (1309 points, 29 comments)
    2. 11 listopada pokaż kim jesteś (1229 points, 88 comments)
    3. W sobotę, 16 listopada, ten mężczyzna dojechał rowerem na Księżyc (384403km). Zajęło mu to 8 lat 10 miesięcy i 15 dni. Średnio 125 km dziennie. Zrobił to ot tak, dla samego siebie. Wielki szacun. Na zdjęciu na kultowym Wigry 3 (1115 points, 63 comments)
    4. Mądre dziewczyny (997 points, 13 comments)
    5. Największy świąteczny hit w PL (958 points, 33 comments)
    6. Latarnia lotnicza Lufthansy z 1926 wytyczająca szlak Berlin-Królewiec. Zachowały się tylko cztery takie. Nowakowo k. Elbląga (576 points, 19 comments)
    7. Jak to jest z tą tęczową zarazą? (517 points, 25 comments)
  10. 6029 points, 7 submissions: StaryNiedzwiedz
    1. Grupa została przywrócona. (1461 points, 65 comments)
    2. Uwaga, zdjęcie zawiera lokowanie produktu. (1268 points, 22 comments)
    3. Prawdziwi nauczyciele nie strajkują! (1147 points, 42 comments)
    4. Trzeba anulować. (676 points, 25 comments)
    5. Przybyli ułani pod okienko. (567 points, 27 comments)
    6. Dokumenty i różaniec do kontroli. (517 points, 36 comments)
    7. Rynek pracownika vs. rynek pracodawcy. (393 points, 59 comments)

Top Commenters

  1. Vapid1 (11907 points, 210 comments)
  2. Anonim97 (6732 points, 488 comments)
  3. ene_due_rabe (5613 points, 163 comments)
  4. abakus10 (5463 points, 202 comments)
  5. poduszkowiec (5163 points, 242 comments)
  6. illmaticmat (4910 points, 159 comments)
  7. pothkan (4770 points, 352 comments)
  8. kalarepar (4591 points, 151 comments)
  9. Kart_Kombajn (4571 points, 121 comments)
  10. Marc_Slonik (4358 points, 124 comments)

Top Submissions

  1. Pozdrawiam kolegę z wykładu z historii filozofii na UW, który przeglądał ten subreddit. Pomóżcie sprawić, by poczuł dyskomfort xd by Anarchiasz (2331 points, 124 comments)
  2. Takie rzeczy tylko na Marszu Równości w Lublinie by BladyGreg (2193 points, 46 comments)
  3. XD by vonGlick (2140 points, 72 comments)
  4. Harnaś by Tymotheos1 (2092 points, 28 comments)
  5. Warszawa ma piękną architekturę i zainspirowała mnie do zbudowania w Minecraft nieistniejącej już barokowej Villi Regia wraz z Pałacem Kazimierzowskim stojącym na jej miejscu by Gigeno (1845 points, 69 comments)
  6. Potężna środa by Mylifeforads (1811 points, 71 comments)
  7. co to kurwa jest? by JumpyOutlandishness1 (1804 points, 102 comments)
  8. Kultura by koteczke (1794 points, 37 comments)
  9. Kiedy wracasz na /Polska po ostatnich zmianach. by garrett53 (1783 points, 70 comments)
  10. Przelew by mezmare (1733 points, 58 comments)

Top Comments

  1. 762 points: Kart_Kombajn's comment in Pozdrawiam kolegę z wykładu z historii filozofii na UW, który przeglądał ten subreddit. Pomóżcie sprawić, by poczuł dyskomfort xd
  2. 650 points: TheTor22's comment in Kiedy szkoła średnia chciała iść do Lidla na długiej przerwie
  3. 535 points: Maysign's comment in Polska w XXI wieku
  4. 518 points: garbanguly's comment in Takie rzeczy tylko na Marszu Równości w Lublinie
  5. 511 points: frynatosanfrancisco's comment in Ofiara jubileuszowa
  6. 503 points: VaeSapiens's comment in Z podręcznika dla religii w liceum "W bogactwie miłości"
  7. 500 points: lubiesieklocic's comment in Tymczasem w pewnej zdrowej polskiej rodzinie
  8. 488 points: footstepsofthefuries's comment in Byłem na marszu równości w Białymstoku
  9. 463 points: Kart_Kombajn's comment in Słowo na N, teraz w TVP.
  10. 453 points: WazkaRock's comment in How do you do, fellow kids?
Generated with BBoe's Subreddit Stats
submitted by subreddit_stats to subreddit_stats [link] [comments]


2019.09.24 00:56 kochampiwerko Tajemniczy wędrowiec w górach [copypasta]

Anonki, nie uwierzycie co mi się ostatnio przydarzyło. Jestem sceptykiem i ateistą, bajki o duchach, demonach i pustynnych demonach kompletnie mnie nie ruszają. Książki Dawkinsa stoją na centralnym miejscu w moim pokoju. Obejrzałem wszystkie odcinki pogromców mitów i Pen & Tellera. Jestem wielkim koneserem horrorów, począwszy od włoskich klasyków w stylu Dario Argento po najnowsze produkcje Ari Aster. Mimo to, nic mnie nie przygotowało na to czego doświadczyłem w zeszłym tygodniu... w polskich górach. No, ale od początku. Studia nie za bardzo mi wyszły, więc wylądowałem na magazynie, ostry zapierdol za krajową minimalną. Miałem wtenczas jedno marzenie: odłożyć kasę wspólnie ze swoją dziewczynę na wymarzone wakacje w Grecji na wyspie Lesbos (xD) ... niestety loszki to kurwy i w lipcu nakryłem ją jak poszła do łóżka z Sebixem poznanym na Tinderze. Nie dość, że ich nakryłem w kiblu swojego mieszkania (mieszkaliśmy razem wynajmując 3-pokojowe mieszkanie jeszcze z jednym znajomym) to jeszcze Sebix złapał triggera i mi wpierdolił. Oczywiście zerwaliśmy, a ja wpadłem w depresję. Wkurwiony, zdewastowany potrzebowałem odpoczynku i relaksu, niestety nie byłem nawet w stanie wyjechać samemu do tej jebanej Grecji, więc postanowiłem że pojadę w jakieś znacznie bliższe i tańsze miejsce, Tatry. To był największy błąd mojego życia. Gdybym wiedział że tak to się skończy to z chęcią bym ojebał pęto temu Sebixowi, i to jeszcze z połykiem, tylko żeby Baśka mnie nie zostawiła, a ja nie wyjechałem w Tatry.
Poczekałem na początek września, żeby nie było już gówniaków. Dodatkowo chciałem poczekać trochę aby być na tyle wyposzczonym seksualnie, żeby większych wyrzutów ruchać góralki w remizie. Miałem takie libido, że ruchałbym jak Testoviron Agniechę.
Wynająłem sobie mały pokój hotelowy w pewnej zapomnianej przez XXI wiek wiosce. Klimat jak z Wiedźmina, tylko dobrej muzyki brak. Turystów już nie ma, więc lokalsi wkurwieni, bo nie mogą napierdalać 500% marży dla Warszawiaków na starą kiełbasę w gospodzie. Na pierwszy dzień zechciałem jak najszybciej wyruszyć w góry, żeby sobie pooglądać piękne widoki. Szybko zerknąłem na mapę, odnalazłem w miarę ciekawy szlak i wyruszyłem w drogę.
Cudownie, słońce jeszcze grzeje, ptaki śpiewają, wiatr miło powiewa a żywej duszy w promieniu kilku kilometrów, a przynajmniej tak myślałem. Wchodzę sobie na górę, jestem już w połowie drogi, zaczyna się robić trochę bardziej stromo. Widzę już w odległości piękny punkt widokowy. Niestety pogoda zaczęła się gwałtownie zmieniać, nie było jakiś ekstremalnych warunków, żeby pioruny napierdalały w krzyże zabijając wszystkich dookoła, ale było niestabilnie: lekka mżawka, ponury klimacik, nasilający się z każdą minutą wiatr. Doczołgałem się do tego punktu widokowego i nagle patrzę, a tam na ławce siedzi jakiś mężczyzna. Jestem raczej introwertykiem z dużego miasta, więc starałem się tylko lekko odsapnąć i kontynuować podróż nie zawracając gitary tajemniczemu podróżnikowi. Nagle - bez odwracania głowy - zapytał delikatnym głosem: "Kto uczynił całe to piękno poddane zmianom, jeśli nie Piękny, nie podlegający żadnej zmianie?". Przestraszony poczułem jak bicie mojego serca przyspiesza. Odsapnąłem tylko szybko: "Tak, tak". Wtedy też bliżej przyjrzałem się temu jegomościowi, bo jego kształty wydawały się znajome. Starszy, ale dobrze zbudowany mężczyzna w białej kurtce i z białym kaszkietem na głowie. Obok niego stała potężna laska do podpierania się. Wiatr zaczął wiać coraz mocniej, a starzec pozostawał niewzruszony.
"Proszę Pana, będziemy musieli chyba zejść z góry, bo zaczyna się robić powoli niebezpiecznie". - przezornie zasugerowałem.
Na co on gwałtownie odparł: „Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary? Odwagi! To Ja jestem”
"Eee, przepraszam? Ale Pana chyba nie znam..." - i wtedy on się odwrócił i wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Już wiedziałem kim ON jest. To święty Jan Paweł II, nie żyjący już Jan Paweł II. Nic nie powiedział, tylko się wpatrywał mi prosto w oczy, czułem jak jego wzrok mnie wewnętrznie penetrował, nawet kukle zaczęły mnie swędzieć.
"Panie... jeśli to Ty jesteś..." - nie zdążyłem nawet nic powiedzieć, bo od razu mi przerwał krzycząc - "Przyjdź!". Zacząłem się cały trząść, ale podszedłem do niego. Zauważyłem wtedy, że ma na ziemi obok sobie miskę z wodą.
"Zdejmij buty" - rozkazał stanowczo. Nie wiedziałem co powiedzieć, zacząłem rozważać scenariusz, że straciłem przytomność na trasie i zacząłem sobie to wszystko śnić albo że złapał mnie seryjny morderca i mój umysł nie jest sobie w stanie z tym poradzić. Zamarłem w bezruchu. On zauważając mój strach stonował trochę głos i zadał niespodziewane pytanie: "Czy masz dzieci?". Ja tylko szybko odpowiedziałem: "Nie, nie, jestem 30-letnim kawalerem. Żadnych dzieci". Ze smutkiem tylko odpowiedział "Szkoda" i złapał za mojego buta. Pomimo tego że nie dotykał bezpośrednio mojego ciała to poczułem lodowaty chłód. Paraliżujący chłód. On tylko delikatnie rozwiązał mojego buta, zdjął i zaczął powoli zdejmować skarpetkę. Wtedy dotknął swoimi starczymi dłoniami mojej nagiej stopy. To było niesamowite wrażenie, ten potęgujący paraliżujący chłód zaczął ogarniać całe moje ciało. Ale to był taki "gorący chłód". To dziwne, ale poczułem dzięki temu podniecenie i pewna część ciała nawet ożyła. Papież czy też raczej magiczny stupkarz przypominający Wielkiego Polaka masował namiętnie moją stopę. Powoli włożył do miski i delikatnie obmywał ją letnią wodą. Wyjął, przyłożył do swoich ust i pocałował. Nagle cała ta energia którą miałem w ciele eksplodowała... na tyle że upadłem na Ziemię. On wstał, napluł do miski w której była moja stopa i następnie zaczął wymawiać jakieś słowa po chyba łacinie albo w grece. Zrobił znak krzyża nad tym i wylał tą całą ciecz na moją twarz. Co ciekawe, była koloru czerwonego jak wino, ale to ostatnia rzecz jaką pamiętam.
Obudziłem się. Nie było w okolicy śladu ani papieża ani miski z wodą, ani nawet złej pogody. Słońce świeciło, a ja leżałem na Ziemi z gołą stopą. Spojrzałem na zegarek i... minęło tylko 15 minut od czasu dotarcia do punktu widokowego. Zacząłem sobie to racjonalizować w różny sposób, że się wywaliłem i straciłem przytomność, że Polska Armia robiła jakieś tajne eksperymenty w okolicy czy cokolwiek, każde inne wyjaśnienie wydawało się bardziej racjonalne niż to co mnie spotkało. Uspokojony, ubrałem buta, zacząłem się zastanawiać czy kontynuować i zapomnieć o wszystkim czy wracać i się najebać w lokalnej knajpie. Szybko jednak podjąłem decyzję, wystarczyło że zbliżyłem się do ławki na której siedział Jan Paweł II. Ławka miała drewniany, jasno-brązowy kolor. Coś przykuło moją uwagę, dostrzegłem, że słoje drewna tworzą pewien kształt. Kształt twarzy papieża. Żółtej twarzy papieża. Przestraszyłem się i zacząłem zbiegać z góry jak najszybciej się da. Wpadłem do najbliższego monopolowego i kupiłem 2 litry wódki. Sprzedawca, stary góral zapytał ze zdziwieniem: "Dlaczego jesteś taki dziwnie spięty, co się stało?". Nie wiedziałem co mu odpowiedzieć. Powiedziałem bardzo dyplomatycznie, że przestraszył mnie jakiś dziwak na szlaku. Góral tylko pokiwał głową i zaczął krótką opowieść: "Chyba wiem o czym mówisz. Od 2005 roku co jakiś czas pojawia się historia wśród turystów o tajemniczym wędrowcze przemierzającym lokalne szlaki. Wśród lokalnych mieszkańców nosi on nazwę "Żółta Morda". Zadaje dziwne pytania, chce obmywać ludziom nogi. Niektórzy twierdzą, że to jakiś Karol Wojtyła, ale nie wiem o kogo chodzi. Smutna historia, słyszałem plotki że niektórzy z tych turystów wylądowali w psychiatryku". Zdziwiony zapytałem: "Ale jak to? Nie wiesz o kogo chodzi? Papież Polak, Jan Paweł II, największy katolik i ped..." - przerwałem bo poniosła mnie trochę internetowa narracja. Góral się tylko zaśmiał i powiedział: "Eh, pilnuj się kolego. Inni też tak dziwnie gadali. Nie ma żadnego katolicyzmu, jeszcze pamiętam jak w 1965 podczas II Soboru Watykańskiego arcybiskup Bugnini zaskoczył wszystkich i zamknął Kościół Katolicki ogłaszając erę ateizmu i wolności od zabobonów. No ale jak widzę dalej są osoby, które wierzą w istnienie papieży na szlakach w górach... heh.". Kompletnie zadziwiony, pomyślałem że gość robi sobie ze mnie jaja. Rzuciłem mu pieniądze, wziąłem butelki wódki i pognałem do swojego wynajmowanego pokoju. Biorę telefon do ręki, szukam sygnału po całym budynku, nagle znalazłem jeden punkt w którym łapała mi jedna kreska. Cyk, włączamy LTE i... nie wiem jak to opisać. Z nagłówków medialnych wyglądało na to, że Kościół rzeczywiście upadł, Islam jest progresywną i liberalną religią, a w USA jest tradycja corocznego palenia kukły papieża na cześć upadku Kościoła. Zacząłem pić. Dużo. Jedną butelkę wydoiłem w ciągu 15 minut. Czułem się najebany, i nagle usłyszałem mocne jebnięcie gdzieś niedaleko. Nagle kolejny huk, zaintrygowany podszedłem do okna... i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Po górach chodził ogromny Jan Paweł II i miotał kawałkami Tatr w góralskie domki. I jeb, i jeb, i jeb. Ludzie na ulicach, chaos, a gigantyczny Papież z szyderczym uśmiechem miota skałami w ludzi. Podszedł do mojego okna - poczułem że się wtedy zesrałem, dosłownie zesrałem w gacie - zajrzał jak jakaś Godzilla do środka i powiedział szeptem (takim szeptem że trzęsły się ściany) "Dzięki, dzięki wodzie ze stupek byłem w stanie w końcu zdobyć wystarczająco dużo mocy, aby móc przejąć władzę na tym światem, nie jesteś mi już potrzebny". I wtedy złapał mnie i rzucił sobie do mordy. Żółtej mordy. Znowu straciłem przytomność.
Obudziłem się... w tym samym miejscu co poprzednio. Punkt widokowy, minęło 15 minut od pierwszego zniknięcia. Wstałem i automatycznie pobiegłem do swojego hotelu. Złapałem za tel, LTE, patrzę na newsy... i poczułem mega ulgę. Wszystko było ok, kolejny ksiądz oskarżony o pedofilię, PIS u władzy, katojebawka dalej działa. Na następny dzień spakowałem się i uciekłem z tego potwornego miejsca. Przeczekałem cały tydzień aż do dzisiaj, aby to wam opowiedzieć. Nie mam żadnego racjonalnego wyjaśnienia na to wszystko. Jak zamykam oczy to widzę papieża. Boję się każdego dnia. Nigdy więcej gór, nigdy więcej. Macie jakieś pomysły co to mogło być? A może ktoś doświadczył czegoś podobnego? Papież widmo? Góralski stupkarz? Papież z innego wymiaru porywający ludzi?
submitted by kochampiwerko to Polska [link] [comments]


2019.06.13 12:15 howdoesilogin Hity Nowego testamentu (niewolnictwo, predestynacja, poniżanie kobiet)

Z racji ze przy dyskusjach o Biblii często przewija się argument "e to stary testament" to wrzucam kilka dosyć strasznych fragmentów z nowego testamentu i zapraszam do dyskusji
"Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się.Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości." 1 Kor 14:34
"Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu." 1 Tm 2:12
"Wtedy Piotr zapytał: «Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?» Pan odpowiedział: «Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas rozdawał jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą." Łk 12:41
"Ale pewien człowiek, imieniem Ananiasz, z żoną swoją Safirą, sprzedał posiadłość i za wiedzą żony odłożył sobie część zapłaty, a pewną część przyniósł i złożył u stóp Apostołów. «Ananiaszu - powiedział Piotr - dlaczego szatan zawładnął twym sercem, że skłamałeś Duchowi Świętemu i odłożyłeś sobie część zapłaty za ziemię? Czy przed sprzedażą nie była twoją własnością, a po sprzedaniu czyż nie mogłeś rozporządzić tym, coś za nią otrzymał? Jakże mogłeś dopuścić myśl o takim uczynku? Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu». Słysząc te słowa Ananiasz padł martwy. A wszystkich, którzy tego słuchali, ogarnął wielki strach. Młodsi mężczyźni wstali, owinęli go, wynieśli i pogrzebali. Około trzech godzin później weszła także jego żona, nie wiedząc, co się stało. «Powiedz mi - zapytał ją Piotr - czy za tyle sprzedaliście ziemię?» «Tak, za tyle» - odpowiedziała. A Piotr do niej: «Dlaczego umówiliście się, aby wystawiać na próbę Ducha Pańskiego? Oto stoją w progu ci, którzy pochowali twego męża. Wyniosą też ciebie». A ona upadła natychmiast u jego stóp i skonała. Gdy młodzieńcy weszli, znaleźli ją martwą. Wynieśli ją więc i pochowali obok męża. Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli." Dz 5: 1-11
"Nie znaczy to jednak wcale, że słowo Boże zawiodło. Nie wszyscy bowiem, którzy pochodzą od Izraela, są Izraelem, i nie wszyscy, przez to, że są potomstwem Abrahama, stają się jego dziećmi, lecz w Izaaku uznane będzie twoje potomstwo to znaczy: nie synowie co do ciała są dziećmi Bożymi, lecz synowie obietnicy są uznani za potomstwo. Albowiem to jest słowo obietnicy: Przyjdę o tym samym czasie, a Sara będzie miała syna. Ale nie tylko ona - bo także i Rebeka, która poczęła [bliźnięta] z jednego [zbliżenia] z ojcem naszym Izaakiem. Bo gdy one jeszcze się nie urodziły ani nic dobrego czy złego nie uczyniły - aby niewzruszone pozostało postanowienie Boże, powzięte na zasadzie wolnego wyboru, zależne nie od uczynków, ale od woli powołującego - powiedziano jej: starszy będzie służyć młodszemu, jak jest napisane: Jakuba umiłowałem, a Ezawa miałem w nienawiści. Cóż na to powiemy? Czyżby Bóg był niesprawiedliwy? Żadną miarą! Przecież On mówi do Mojżesza: Ja wyświadczam łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, nad kim się lituję. [Wybranie] więc nie zależy od tego, kto go chce lub o nie się ubiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie. Albowiem mówi Pismo do faraona: Po to właśnie cię wzbudziłem, aby okazać na tobie moją potęgę i żeby rozsławiło się moje imię po całej ziemi. A zatem komu chce, okazuje miłosierdzie, a kogo chce, czyni zatwardziałym. Powiesz mi na to: Dlaczego więc Bóg czyni jeszcze wyrzuty? Któż bowiem woli Jego może się sprzeciwić? Człowiecze! Kimże ty jesteś, byś mógł się spierać z Bogiem? Czyż może naczynie gliniane zapytać tego, kto je ulepił: «Dlaczego mnie takim uczyniłeś?» Czyż garncarz nie ma mocy nad gliną i nie może z tej samej zaprawy zrobić jednego naczynia ozdobnego, drugiego zaś na użytek niezaszczytny? Jeżeli więc Bóg, chcąc okazać swój gniew i dać poznać swoją potęgę, znosił z wielką cierpliwością naczynia [zasługujące] na gniew, gotowe na zagładę, i żeby dać poznać bogactwo swojej chwały względem naczyń [objętych] zmiłowaniem, które już wprzód przygotował ku chwale, względem nas, których powołał nie tylko spośród Żydów, ale i spośród pogan" Rz 9: 6-24
"Chciałbym, żebyście wiedzieli, że głową każdego mężczyzny jest Chrystus, mężczyzna zaś jest głową kobiety, a głową Chrystusa - Bóg." 1 Kor 11:3
"Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim." Ef 5:22
"Nie wystarczyłoby mi bowiem czasu na opowiadanie o Gedeonie, Baraku, Samsonie, Jeftem, Dawidzie, Samuelu i o prorokach, którzy przez wiarę pokonali królestwa, dokonali czynów sprawiedliwych, otrzymali obietnicę, zamknęli paszcze lwom, przygasili żar ognia, uniknęli ostrza miecza i wyleczyli się z niemocy, stali się bohaterami w wojnie i do ucieczki zmusili nieprzyjacielskie szyki." Hbr 11:32
tu odrobina wytłumaczenia Jefte jest jednym z bohaterów księgi Sędziów (rozdział 11) który składa w ofierze swoją córkę (przez własną głupotę)
Duch Pana był nad Jeftem, który przebiegał dzielnice Gileadu i Manassesa, przeszedł przez Mispa w Gileadzie, z Mispa w Gileadzie ruszył przeciwko Ammonitom. Jefte złożył też ślub Panu: «Jeżeli sprawisz, że Ammonici wpadną w moje ręce, wówczas ten, kto [pierwszy] wyjdzie od drzwi mego domu, gdy w pokoju będę wracał z pola walki z Ammonitami, będzie należał do Pana i złożę z niego ofiarę całopalną». Wyruszył więc Jefte przeciw Ammonitom zmuszając ich do walki i Pan wydał ich w jego ręce. Rozgromił ich na przestrzeni od Aroeru aż do okolic Minnit, co stanowi dwadzieścia miast, i dalej aż do Abel-Keramim. Była to klęska straszna. Ammonici zostali poniżeni przez Izraela. Gdy potem wracał Jefte do Mispa, do swego domu, oto córka jego wyszła na spotkanie, tańcząc przy dźwiękach bębenków, a było to dziecko jedyne; nie miał bowiem prócz niej ani syna, ani córki. Ujrzawszy ją rozdarł swe szaty mówiąc: «Ach, córko moja! Wielki ból mi sprawiasz! Tyś też wśród tych, co mnie martwią! Oto bowiem nierozważnie złożyłem Panu ślub, którego nie będę mógł odmienić!» Odpowiedziała mu ona: «Ojcze mój! Skoro ślubowałeś Panu, uczyń ze mną zgodnie z tym, co wyrzekłeś własnymi ustami, skoro Pan pozwolił ci dokonać pomsty na twoich wrogach, Ammonitach!» Nadto rzekła do swego ojca: «Pozwól mi uczynić tylko to jedno: puść mnie na dwa miesiące, a ja udam się na góry z towarzyszkami moimi, aby opłakać moje dziewictwo» «Idź!» - rzekł do niej. I pozwolił jej oddalić się na dwa miesiące. Poszła więc ona i towarzyszki jej i na górach opłakiwała swoje dziewictwo. Minęły dwa miesiące i wróciła do swego ojca, który wypełnił na niej swój ślub i tak nie poznała pożycia z mężem.
submitted by howdoesilogin to Polska [link] [comments]


2019.03.03 14:13 Arald98 McDonald ekskluzywną restauracją

Niedaleka przyszłość. Rząd, poszukując pieniędzy na program zapomóg dla poszkodowanych rolników, wprowadza nowy podatek od fast foodów. Przerażone kebaby windują ceny, food trucki coraz rzadziej pojawiają się na ulicach miast, a najpopularniejsze sieci barów szybkiej obsługi postanawiają przechytrzyć fiskusa. Przemianowują się na restauracje. Parę miesięcy później umawiam się na randkę z kuzynką kumpla. Punkt 19, zrobiony na bóstwo (w czym niezbyt pomaga fakt, że z Olimpu wyglądem najbliżej mi do Hefajstosa) stawiam się pod jej drzwiami, biorę ją pod rękę i prowadzę na ekskluzywną kolację. Po kilkunastu minutach miłego spaceru dziewczyna dostrzega pierwszy punkt wieczoru i opada jej szczęka. - Masz czelność zabrać mnie na randkę do Maca? - Skądże znowu, moja droga. Toż to znana na cały świat wyrafinowana sieć restauracji Aureum Arcus. Partnerka, choć troszkę uspokojona, patrzy na mnie zmrużonymi podejrzliwie oczami, kiedy ja otwieram jej drzwi. Czar i urok miejsca nieomal zwalają nas z nóg. Płonące T-lighty w pastelowych barwach tkwią w nowoczesnych świecznikach, w powietrzu unosi się apetyczny zapach cynamonu, wanilii i środka dezynfekującego ręce, a w kącie kwartet smyczkowy z mistrzowskim wyczuciem puszcza ze Spotify dziewiątą symfonię „Z nowego świata” Dvořáka. Do oniemiałej dziewczyny podchodzi cichy szatniarz, skąd inąd mój znajomy z drugiego roku i odebrawszy nasze okrycia, znika w szatni w dawnej zjeżdżalni dla dzieciaków. Bezszelestnie pojawia się maître d’hôtel, nota bene magister kulturoznawstwa. - Czy dokonał Pan rezerwacji stolika? – pyta głosem uniżonego sługi. - Rzecz jasna – odpowiadam i podaję nazwisko. - Proszę za mną – mówi mężczyzna i rusza w głąb sali. Docieramy do stolika i zaledwie chwilę po tym, jak się rozsiadamy, podchodzi młody kelner i podaje karty dań. Dość szybko dokonujemy wyboru, a zaraz po tym zaaferowany młodzieniec zjawia się przy nas. - Czy zdecydowali się już Państwo? - Owszem, ale nie jesteśmy pewni co do przystawek. Czy mógłby pan nam coś polecić? - Cóż, dla Pani idealnym wyborem będzie organiczna szalotka panierowana w naturalnym, bezglutenowym cieście. Z kolei Panu winny przypaść do gustu przygotowywane w oleju z pierwszego tłoczenia słupki Solanum tuberosum o antycznym peruwiańskim rodowodzie podawane z odrobiną soli morskiej. - Z przyjemnością to zamówimy. - Co wybrali Państwo na główne danie? - Dla mnie średnio wysmażony rostbef w otoczce naturalnej goudy, z surówką szefa kuchni i sosem specjalnością zakładu w pszeniczno-sezamowej chmurce – odpowiada dziewczyna. - Ja z kolei chciałbym prosić o transcendentną kompozycję jarzyn, filetu z kurczaka i niepodrabialnego sosu skrytą pod bezglutenową tarczą z, kukurydzy – dodaję z uśmiechem. - Rozumiem. Czy życzą sobie Państwo coś na deser? Spoglądamy sobie nazwajem w oczy. - Tak, poprosimy o dwa poranne preludia postmodernizmu. Z posypką kitkatową, jeśli łaska. - Oczywiście. Zakładam, że pragną Państwo czegoś do picia? - Nie inaczej. Na znak współpracownika do stolika podchodzi sommelier. - Sądzę, że z państwa zamówieniem najlepiej będzie współgrać to – mówi, wyjmując butelkę z wiaderka z lodem. – Proszę spojrzeć: rocznik 2018, trzcina cukrowa z południowych stoków dominikańskich wzgórz, zbierana w burzliwy dzień, co wspaniale wpływa na rozmieszczenie dwutlenku węgla. - To wspaniałe – przerywa moja partnerka – ale czy macie coś mniej wytrawnego? Niezrażony sommelier wyjmuje kolejną butelkę. - To powinno odpowiadać Pani oczekiwaniom. Pomarańcze wprost z Walencji, bez GMO i nawozów sztucznych o lekkim, półsłodkim smaku. Ukontentowana dziewczyna z aprobatą kiwa głową. Kelnerzy znikają, a my zajmujemy się ambitną rozmową o życiu, śmierci, surrealizmie i twórczości wielkiego współczesnego reżysera Walaszka. Tuż po tym, jak frytki i cebulowe krążki znikają z naszych talerzy, a na horyzoncie pojawiają się Big Mac i McWrap, naszym oczom ukazuje się Rolls Royce w kolorze starego złota podjeżdżający pod okienko DriveThru i kierowca zamawiający delikatne, sezonowane nuggetsy z selekcjowanego mięsa wielkopolskich zielononóżek. Niestety, w czasie konsumpcji McFlurry stajemy się mimowolnymi świadkami przykrego doświadczenia. Bezczelna wycieczka szkolna usiłuje się wcisnąć do restauracji, co nie uchodzi czujnemu szkiełku i oku maître d’hôtel. - Czy dokonała Pani rezerwacji? - Co? Panie, dzieciaki są głodne, wpuść pan! - Nie mogę, nie ma Pani zarezerwowanego stolika. - Panie, gnoje mi bunt na Bounty zrobią, jak nie będzie makdonalda na koniec wycieczki! - Po pierwsze, to nie żaden „makdonald”, tylko ekskluzywne centrum dań amerykańskich „Aureum Arcus”... - A co po drugie, burżuju? - A po drugie, szczerze mówiąc, moja droga, gówno mnie to obchodzi. Na szczęście szybko zapominamy o nieprzyjemnym wydarzeniu. Po luksusowym posiłku udajemy się nieśpiesznym spacerkiem na premierę „Złota Renu” do opery. Po drodze spotykam znajomego prawnika, który właśnie wchodzi na poważną kolację biznesową do Roi des hamburger, z dyskretnym poczuciem wyższości oraz pogardliwym uśmieszkiem obserwuję wychodzących z (do niedawna trzydwiazdkowej) restauracji popijających Don Perignona z półlitrowych kubków ludzi z homarem na wynos pod pachą i cieszę się z tego, że jako student europeistyki mam zniżkę w całym nowym, wspaniałym świecie ekskluzywnej gastronomii.
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.12.30 00:42 schizoafekt Słownik psychoprawicy: "H jak homokomando"

Pierwszy raz o homokomandach przeczytałem w 2007 roku w komentarzu na jakimś portalu typu WP, Onet, czy czymś takim. Sztab lewaków w Berlinie rzekomo miał wyszukiwać komentarze na polskich portalach i siać pod nimi homopropagandę. Nie uwierzyłem. Wrzesień 2007 rok. Zamknięte forum Schizofrenia.info założyłem konto specjalnie by zadać pytanie "czy istnieją urojenia, co do których chory jest świadomy, że są urojeniami" tyle mógł zobaczyć niezalogowany uczestnik. Zalogowany mógł przeczytać dokładniejszy opis przypadku, mężczyzna w trakcie rozwoju choroby stwierdził, że jest gejem, ale jednocześnie wie, że nim nie jest. Parę odpowiedzi merytorycznych, trochę homofobicznych ataków w stronę OPa i wtedy pojawia się on. Użytkownik, który stworzył konto specjalnie w celu napisania "Jesteś homofobem i dlatego nie podoba ci się perspektywa bycia gejem. Homofobia to choroba psychiczna". O jak pięknie i merytorycznie - męczy cię coś, czego jeszcze nie potrafisz gatunkowo nazwać (a będzie nazwane przez lekarza ambitendencją jako podstawa błędnej diagnozy spier###li ci życie), a dowiadujesz się, że nienawidzisz gejów. To nie koniec, bo inny użytkownik stwierdza, że homoseksualizm to choroba. Na to odpowiada lesbijka, że homofobia to choroba, ona jest chora bo ma urojenia prześladowcze. Ktoś wrażliwy pochyliłby się, czy antyhomoseksualna propaganda tamtych czasów (ten gorszy kaczyński - bo jaro uchodził za bardziej gayfriendly od brata - wygłosił to popaprane orędzie o zagrożeniu dla cywilizacji ze strony gejów), nie miała wpływu na rozwój lęków u tej dziewczyny, że ktoś chce ją skrzywdzić. Nie lewak z homokomanda - bo oto pojawił się drugi nowy użytkownik po to, by napisać, że chorzy psychicznie nie zasługują na tolerancję, bo jeden chory napisał, że homoseksualizm to choroba. Jestem na polska, więc upośledzonym lewakom wyjaśnię co się odje#ało: lewak broniąc rzekomo homoseksualistów stwierdził, że lesbijka nie zasługuje na żadną tolerancję, bo ktoś ją obraził za to, że jest lesbijką. Piękne prawda? Ja już porzuciłem nadzieję, że uda mi się poznać nazwę objawu, który mnie niepokoi, więc tylko drążyłem temat tolerancji, więc pierwszy przedstawiciel homokomanda widząc co się właśnie stało (m.in. że skrzywdzili już i tak skrzywdzoną przez chorobę dziewczynę) przyznał że nie jestem homofobem i mam prawo obawiać się i czuć źle z powodu moich objawów. Więcej tematu tego niby homoseksualnego czegoś nie poruszyłem do 2010 (wtedy to już bardziej przypominało zwykłe lekkie skłonności, więc przestałem się tym przejmować bardziej niż zaburzeniami tożsamości płciowej, ot były bo były, tylko że te drugie pojawiły się "naturalnie" i stopniowo narastały, podejrzenia o homoseksualizm pojawiły się nagle w jednym momencie razem z resztą syfu). Ok, raz jeszcze poruszyłem wątek na forum dotyczącym depresji. Facet miał problem. Poważna depresja, ale i kochana i kochająca dziewczyna i pojawiły się sny erotyczne z kolegą. Co robić? Powiedzieć jej i rozstać się? Nim napisałem mu, że nic, że mam tak samo, że przecież nic złego dziewczynie którą kocha nie zrobił, a jak ją kocha to ją kocha i ch##j mają do tego sny - pojawiło się homokomando w ilości trzech osób, przekonujących go że jest gejem, musi to zaakceptować, że krzywdzi swoją dziewczynę i siebie. Uspokoiłem go, żeby ich nie słuchał i chłop odczuł prawdziwą ulgę.
A jak to wygląda dzisiaj? Lesbijka dostaje rolę lesbijki w amerykańskim serialu. Banda popieprzonych lewaków postanawia ją zniszczyć, bo jest za mało homoseksualna cokolwiek to oznacza. Ja krytykuję tę postawęna polska i też lewacy wylewają na mnie wiadro pomyj dokładnie za obronę lesbijki przed atakami z powodu jej orientancji. A potem wsiadam w kajak i chillując czytam żale homoseksualnej koleżanki, że jej powieść jest według jakiejś lewackiej recenzentki "gównem niegodnym lesbijki, skierowanym w stronę śliniących się podstarzałych samców". Odpisałem jej tylko "p##l lewacką zdzirę". Przyznała mi rację :) Śmieszne jest to, że pomimo iż w życiu gorzej oberwało mi się od prawaków to jednak lewakami bardziej gardzę - dokładnie z powodu ich realnej homofobii :*
submitted by schizoafekt to Polska [link] [comments]


2018.12.16 11:42 Gazetawarszawska GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. O AUTORZE. ISTOTA PROBLEMU Cz. 2/2

Gazeta "New York Times" opublikowała wyniki badań, przeprowadzonych przez grupę amerykańskich naukowców. Przeanalizowali oni 78 największych osobistości w historii ludzkości i okazało się, że:
- 37% - miało ostre choroby psychiczne podczas ich życia;- 83% - było oczywistymi psychopatami;- 10% - było lekko psychopatycznymi;- 7% - było normalnymi ludźmi.
Kiedy badania zawężono do 35 z największych geniuszy w historii ludzkości, to okazało się, że:
- 40% - cierpiało na ostre choroby psychiczne;- 90% - było psychopatami.
Oto dlaczego w degeneralogii istnieją trzy "Prawa 90%", trzy podstawowe prawa profesora Igora Borisowicza Kałmykowa:
- 90% - wszystkich poważnych przestępstw wiąże się ze zboczeniem, zwyrodnieniem;- 90% - wszystkich chorób (za wyjątkiem chorób zakaźnych) wiąże się ze zboczeniem, zwyrodnieniem;- 90% - wszystkich geniuszy w historii ludzkości było zboczeńcami, zwyrodnialcami.
Badam ten przedmiot już od ponad 50 lat i po całym tym czasie, poświęconym na prace badawcze, doszedłem do następującego wniosku:
Degeneralogię powinny badać służby bezpieczeństwa państwowego wszystkich krajów bez wyjątku. Jest to konieczne po to, abyśmy już nigdy więcej nie szli na wojnę - naród przeciwko narodowi, dla zabawy i sadystycznych przyjemności przywódców zdegenerowanej sekty.
Również usilnie zalecam, aby Podstawy Degeneralogii były obowiązkowo wprowadzone w starszych klasach szkół i na pierwszych latach wyższych uczelni, aby normalni ludzie wiedzieli o istnieniu ogromnej klasy degeneratów i potrafili dokonać właściwego wyboru w młodości dla stworzenia zdrowej rodziny.
- Skąd Pan wie, może sam Pan jest degeneratem?
- W poprzednim pytaniu mówiliśmy o sprawdzaniu na degenerację według drzewa genealogicznego. Jest to prosty i stosunkowo łatwy test-sprawdzenie, dostępny dla prawie każdego z nas.
Istnieją jednak specjalne przypadki. Co mają robić sieroty – podrzutki, które nie znają swojej historii rodzinnej? Co mają robić przybrane dzieci, którym w większości przypadków ich zdegenerowani przybrani rodzice nie mówią o tym (często sami nie mają tej informacji)? Te przybrane dzieci będą całkowicie przekonane, że oni i ich przybrani rodzice są jedną rodziną.
Pośród klasy degeneratów jest tak wiele wszelkich diabolicznych kombinacji, że u nich tam sam diabeł złamie nogę. Na przykład, czy wiecie Państwo, że degeneraci biorą ogromną ilość przybranych dzieci? Setki tysięcy rocznie. Te przybrane dzieci nie będą żyć w małżeństwach z prawdziwymi dziećmi degeneratów (mówiliśmy już o tym wcześniej - o nienormalnych relacjach seksualnych wśród degeneratów).
Te przybrane dzieci, gdy nadejdzie czas, aby stworzyć własną rodzinę, będą szukać, szukać, szukać wśród swoich zdegenerowanych przyjaciół, aż w końcu znajdą innego partnera, który był również normalnym, takim samym adoptowanym dzieckiem. Te nowe rodziny będą normalne w 100%, ale wszystko wokół, w tym również oni sami, będą w 100% przekonani, że oni też są degeneratami, ponieważ z pianą na ustach będą bronić wszystkich dziwnych, nietypowych zachowań swoich „rodziców” i przyjaciół. Czy widzą Państwo, jak wszystko się od razu skomplikowało?
Dlatego w degeneralogii wszystkie reguły i aksjomaty zawsze mówią o 90% i nigdy nie mówią o 100%. Ponieważ dzieci i wnuki tych "przybranych par" będą głośno krzyczeć:
"Tak, jesteśmy w 100% zdegenerowani, w drugim, a nawet w trzecim pokoleniu!Jednak - popatrzcie na nas! My jesteśmy normalni! Nasze dzieci są normalne!Jak to wszystko nam wytłumaczysz - drogi nasz przyjacielu?"
W bardzo prosty sposób. Każdy może szybko wykonać prosty test-samosprawdzenie.
Z tymi, którzy trafiają do trzeciego stadium degeneracji (wady wrodzone) i w drugiego stadium degeneracji (choroby psychiczne), wszystko wydaje się być jasne.
Pozostaje ustalić, czy trafiają Państwo do pierwszego stadium degeneracji (perwersje seksualne).
W naszym postępowym wieku wiele seksualnych perwersji pod presją degeneracyjnej propagandy w środkach masowego przekazu (masowej dez-informacji) stało się prawie normą. Pozycja 69 jest już zalecana na amerykańskich uniwersytetach jako dobry środek antykoncepcyjny. Wielu z klasy normalnych ludzi już zaczęło to robić. Jak zatem będziemy mogli sprawdzić siebie pod kątem perwersji, zboczeń seksualnych?
W bardzo prosty sposób.
Spróbujcie zrobić to w normalny sposób, tak jak nasi ojcowie i dziadowie robili to od stuleci, "twarzą w twarz - i mężczyzna na górze".
Kilka razy. Bez oszustwa.
Nie próbujcie sobie wyobrazić, kiedy śpicie z żoną, że śpicie z innym mężczyzną, z psem lub ze swoją matką ...
Jeśli wyniki tego autotestu będą pozytywne – to nie muszą Państwo o nic się martwić. Po prostu wyprała wam mózg propaganda degeneracyjna i nauczyła was robić idiotyczne rzeczy. Nawet jeśli poprzedni test sprawdzenia „waszego drzewa genealogicznego” dał inny wynik - to znaczy, że po prostu wam nie powiedziano, że jesteście przybranym dzieckiem, czy też waszym rodzicom nie powiedziano, że oni byli przybranymi dziećmi.
Natomiast jeśli wynik autotestu na perwersje seksualne okazałby się negatywny, to - niech Bóg pomoże wam dokonać prawidłowego wyboru. Ale o tym porozmawiamy później.
- A dlaczego nie założyć, że wszyscy jesteśmy degeneratami?
- Pańskie pytanie przypomniało mi historię pewnej starej kobiety, przebacz Boże, która przed śmiercią wyraziła całą swoją filozofię życiową w jednym zdaniu:
Cały świat - to burdel, wszyscy ludzie – to kur .. (ros. - Весь мир – бардак, все люди – бл.ди)
Myślę, że wielu złodziei, alkoholików i narkomanów mogłoby podobnie sformułować swoje poglądy na życie. Wierzą w to oni całym sercem. Myślą oni, że cały świat jest taki sam jak oni.
Oczywiście, są złodzieje, przebacz Boże, alkoholicy i narkomani. Jednak jest też mnóstwo normalnych ludzi. Budują oni domy, drogi, mosty i tunele. Codziennie przewożą tysiące ludzi w samolotach, pociągach i autobusach. Latają w kosmosie. Stale tworzą. Wszystkie klany rodzinne ze zdrowym drzewem genealogicznym będą tego świadkami.
Normalnych ludzi jest tak dużo, że cała niszczycielska energia klasy degeneratów nie zdołała ich zniszczyć, chociaż ta wojna trwa bez końca już przez wiele tysięcy lat.
- Co Pan myśli na temat Międzynarodowego Funduszu Walutowego?
- Struktura władzy klasy zdegenerowanej na Zachodzie jest praktycznie taka sama jak struktura władzy Partii Komunistycznej na Wschodzie.
Każda organizacja radziecka, w tym "Ruch na rzecz pokoju i współpracy gospodarczej", miała mnóstwo pomocników technicznych - referentów. Zwykle znajdowali się w dolnej części eszelonu struktury, ale wszystkie te struktury obejmowały również pewną liczbę wysokiej jakości patentowanych komunistów na kierowniczych stanowiskach.
Czy może Pan sobie wyobrazić dowolną poważną organizację radziecką, gdzie stanowiska kierownicze zajmowaliby nie członkowie partii?
To samo dotyczy zachodniego odpowiednika radzieckiego Kominternu - hominternu, tego sojuszu międzynarodowego bractwa homosiów - degeneratów.
Dlatego, odpowiadając na Pańskie pytanie, myślę, że 90% liderów MFW jest patentowanymi degeneratami. Reszta członków tej organizacji (zwykły personel techniczny) - myślę, że jest wystarczająco dobrze wytresowany, ​​aby nie zadawać niewygodnych pytań na temat decyzji kryminalnych i zaleceń swoich przywódców.
- Co Pan myśli o Jelcynie i jego drużynie?
- Wszystkie debaty na temat jego działalności wiążą się z tym, że ludzie złudnie myślą, że Jelcyn i wybrani przez niego degeneraci – wszyscy razem pracują na rzecz dobra Rosji.
Jest to bardzo niebezpieczne złudzenie.
Wszyscy oni – są gangiem degeneratów, posadzonych robić to, co robią, i to całkiem skutecznie. Ich głównym zadaniem jest:
Myślę, że z tym zadaniem poradzili sobie dość sprawnie. A kiedy już potną na złom ostatnią sowiecką atomową łódź podwodną – to dopiero wtedy poznacie prawdziwe oblicze zachodniej demokracji, która od dawna znajduje się pod piętą przywódców zdegenerowanej sekty.
- Czy może być w Rosji normalny rząd?
- Pańskie pytanie dotyczące rosyjskiego rządu (lub rządu jakiegokolwiek innego państwa) doprowadziło nas do drugiej części naszej rozmowy.
W pierwszej części dowiedzieliśmy się o tym, że istnieje liczna klasa degeneratów - fakt absolutnie nieznany większości normalnych ludzi. W drugiej części tej rozmowy dowiemy się o tym, że klasa degeneratów jest niejednorodna.
Degeneraci bywają dobrzy, źli i wstrętni (ros. - хорошие, плохие и мерзкие). Dokładniej - dobrzy zboczeńcy, źli degeneraci i wstrętni wyrodki rodzaju ludzkiego. (ros. - хорошие вырожденцы, плохие дегенераты и мерзкие выродки рода человеческого).
Ponownie, po raz kolejny, chcę podkreślić, że termin degenerat jest używany przez nas jako termin czysto medyczny (zboczeniec) i nie powinien być odbierany jako słowo obraźliwe.
W socjologii wyższej degenerat – to pojęcie biologiczne. Tj. jeśli normalne i zdrowe zaadoptowane przez rodzinę chasydzko - lubawiczewską dziecko przejdzie wieloletnią szkołę wychowania talmudycznego, to od tego nie stanie się ono biologicznym degeneratem. Prawdopodobnie stanie się moralnym potworem, jednakże, poznając wyższą socjologię, jako biologicznie normalny człowiek, może stać się w pełni naszym przyjacielem i sprzymierzeńcem. Z drugiej strony, również prawdziwi biologiczni zboczeńcy mogą niekiedy stać się naszymi przyjaciółmi i sojusznikami.
Na przykład, Piotr Iljicz Czajkowski był takim dobrym zboczeńcem (degeneratem). Jego nienormalne życie seksualne i brak dzieci są wyraźnym wskaźnikiem degeneracji jego rodu. Jednak napisał on zdumiewające dzieła muzyczne, był cichym i dobrze wychowanym człowiekiem. Jego muzyka nie była dekadencką i nie popierał on trucizny dekadencji w świecie sztuki. Ponadto, jak już mówiłem, nie miał dzieci. Wszystko to pozwala nam odnieść go do kategorii dobrych zboczeńców, zaklasyfikować go jako dobrego degenerata.
Widzę, że chce mnie Pan zapytać – a co ma z tym wspólnego brak dzieci?
Widzi Pan, nawet jeśli ojciec i matka byli dobrymi zboczeńcami i zrobili wiele dobrego w swoim życiu, nieustannie walcząc z demonami degeneracji – to nie ma żadnej gwarancji, że ich dzieci będą kontynuować to dzieło. Wręcz przeciwnie, dzieci oczywistych degeneratów, z reguły, całkowicie niszczą całe to dobro, które uczynili ich rodzice, a ponadto - kontynuują swoją destrukcyjną ścieżkę do samego końca. Pamięta Pan słynną książkę Ethel Lilian Voynich "Овод"? (pol. „Giez”). Ojciec był arcybiskupem, a syn stał się rewolucjonistą i wszystko to skończyło się tragedią. Jest to typowa historia. Oto dlaczego bezdzietność (celibat) jest bardzo ważnym kryterium do umieszczenia w kategorii - dobry degenerat.
Kiedy tylko to Pan zrozumie, możemy przejść do Pańskiego pytania o normalnym rządzie.
A więc, czy może człowiek z normalnymi, jak u wszystkich, rozwiniętymi mięśniami nóg brać udział w zawodach i wygrać bieg?
Tak, może. Na poziomie drużyny szkolnej.
Tak, może uczestniczyć i być może wygrać na poziomie miasta.Tak, może brać udział, ale nie ma żadnych szans na wygraną na poziomie kraju.Natomiast w zawodach na poziomie światowym - nie może on nawet brać udziału, nie mówiąc o zwycięstwie.
Czy rozumie Pan, do czego zmierzam? Tylko osoba z nienormalnie, nadmiernie rozwiniętymi mięśniami nóg może brać udział i ma szanse wygrać w rywalizacji o znaczeniu związku sportowego i świata.
Te same zasady obowiązują w zawodach, dotyczących zapasów w wolnym stylu ... o władzę.
Tylko człowiek z nienormalnie rozwiniętą żądzą władzy (stłumiony sadystyczny homo - maniak) może zwyciężyć w walce o władzę. Jest to aksjomat degenerologii.
Jak mówi się w narodzie - określona substancja zawsze wypnie na sam wierzch.
Tak więc, klasa degeneratów jest niejednorodna. Degeneraci bywają dobrzy, źli i wstrętni.
Dobrzy degeneraci zawsze byli, są i będą naszymi przyjaciółmi i sojusznikami. W rządzie zawsze będą oni walczyć ze wstrętnymi degeneratami, tak jak policja stale walczy z elementami przestępczymi.
Źli degeneraci w rządzie - będą udawać, że nic się nie dzieje. Nie będą nawet próbować powstrzymać wstrętnych degeneratów podczas ich ataków na klasęnormalnych ludzi.
Wstrętni degeneraci zawsze rozpoczynają od ataku na dobrych degeneratów, ponieważ dobrzy degeneraci, jako system obronny organizmu, mogą szybko rozpoznać i zneutralizować działania wstrętnych degeneratów. Po stłumieniu dobrych degeneratów w rządzie, wstrętni degeneraci, z reguły, natychmiast rozpoczynają wojnę na pełną skalę przeciwko całej klasie normalnych ludzi.
W filozofii marksistowsko-leninowskiej proces ten nazywany jest prawem o jedności i walce przeciwieństw - jako motor postępu historycznego. Dwa tysiące lat przed nimi Rzymianie sformułowali to prawo w następujący sposób: Similia Similibus Curantur czyli "podobne poznaje się po podobnym" (a dokładniej "podobne leczy się podobnym").
A więc - jak ustalić, czy w rządzie są dobrzy degeneraci?
W taki sam sposób, jak ustalamy - czy mamy kota pod łóżkiem. Wpuścimy myszkę do pokoju i kot, jeśli jest, wyskoczy, aby złapać tę myszkę.
A więc, trzeba wpuścić nasze myszy ...
W jaki sposób rząd reaguje na ruch na rzecz praw pederastów?W jaki sposób rząd reaguje na karę śmierci dla degeneratów - przestępców?W jaki sposób rząd chroni interesy klasy normalnych ludzi pracy?W jaki sposób rząd chroni interesy pasożytniczej klasy degeneratów?
Proste pytania. Proste odpowiedzi. Prosty test.
Ta sama metodyka może być zastosowana do każdej innej struktury: nauki, sztuki, wojska, prasy, telewizji, Cerkwi/Kościoła ...
Test ten da nam jasny obraz tego, jakie oddziały w organizacji zostały w pełni zajęte przez wstrętnych degeneratów, jakie znajdują się w stanie stagnacji pod kierownictwem złych degeneratów i jakie są pod kontrolą dobrych degeneratów, którzy energicznie walczą, ratując i chroniąc siebie, a równocześnie i całą klasę zwykłych ludzi pracy, przed gwałtownymi atakami wstrętnych degeneratów.
Często mnie pytają - czy mogą być normalni ludzie u władzy? Moja odpowiedź na to pytanie brzmi: teoretycznie tak, ale w praktyce, jeśli normalny człowiek dojdzie do władzy – on tam długo się nie utrzyma. Nie bez powodu przysłowie ludowe mówi - z wilkami żyć – jak wilki wyć.
- Co Pan myśli o bojownikach za "czystość krwi"?
- Pan Bóg nienawidzi rasizmu w jakiejkolwiek formie. Pan Bóg nienawidzi samą ideę, że jakiś naród może ogłosić się narodem wybranym. Jest to rasizm w najgorszym przejawie.
Czytajcie Douglasa Reed’a. Jego monumentalne dzieło „Spór o Syjon” (można je przeczytać na stronie informacyjnej http://rus-sky.com ) mówi o tym bardzo dobrze i uważam, że byłoby dobrze, aby wielu z naszych ojczulków (kapłanów – A.L.) zapoznało się z nim, zanim zaczną śpiewać chwałę Staremu Testamentowi.
Każdy człowiek, który będzie się starał zachować „czystość krwi” poprzez zakaz małżeństw mieszanych z normalnymi ludźmi innych narodowości, ryzykuje przyspieszyć proces degeneracji swojego narodu. Zwłaszcza, jeśli jest to mały naród.
Jeszcze raz podkreślam - mówimy tutaj o małżeństwach pomiędzy normalnymi ludźmi.
- A co Pan myśli o małżeństwach zboczeńców i o odrodzeniu (stworzeniu) "Nowego Narodu" (ros. - "Новой Нации"?)
- Wyobraźmy sobie, że ktoś zacznie zwozić członków zdegenerowanej sekty w jedno miejsce, powiedzmy ... na wyspę Madagaskar (przecież był taki projekt pod koniec lat 30-tych, poszukajcie w archiwach - bardzo ciekawe ...) .
Będą tam degeneraci z USA, Rosji, Kanady, Etiopii, Iraku, Anglii, Francji ... Wcześniej czy później zaczną się oni ze sobą żenić. Jak myślicie, jaki będzie wynik tych małżeństw? Normalne dzieci?
Oto moja odpowiedź na Pańskie pytanie, dotyczące małżeństw między członkami zdegenerowanej sekty i o stworzeniu "Nowego Narodu" (ros. – *„Nowej Nacji”)*ludzi pracy.
Zupełnie inny problem powstaje przy mieszanych małżeństwach pomiędzy członkami zdegenerowanej sekty a lokalną (tubylczą) ludnością.
Czy widzicie Państwo – degeneratom jest trudno kontynuować swój ród. Stąd pochodzi nazwa – zboczeńcy, zwyrodnialcy, wyrodki. Ich nawyki seksualne są bardzo dobrze opisane w rosyjskim "rzucaniu mięsem" (ros. „mat”, „материться” - przeklinanie, niecenzuralne rzucanie słów – obelg). Przecież oni dosłownie robią wszystko to, o czym bezmyślnie mówią („матюгаются” – pol. rzucają wulgarne słowa) nastolatkowie w bramach domów. Tak więc, jeśli degenerat zdecyduje się poślubić miejscową tuziemkę – to normalna kobieta nie potrafi uczestniczyć przez długi czas w jego patologicznych orgiach. Tylko świeżo upieczona lokalnadegeneratka – tuziemka zaspokoi jego potrzeby.
Czy pamiętają Państwo, jak rozmawialiśmy o efekcie „wsysającej gąbki” oraz o efekcie „światowego rowu ścieków”? Zdegenerowana sekta, jak gąbka, nieustannie wchłania w siebie wszystkich świeżo upieczonych lokalnych tubylców - degeneratów. Działają oni jako ogólnoświatowy rów ściekowy, stale zbierając śmieci od wszystkich narodów świata.
Większość małżeństw mieszanych między członkami zdegenerowanej sekty i lokalną ludnością tubylczą są małżeństwami pomiędzy dwoma degeneratami - starymi i nowymi (świeżo upieczonymi).
Jedynym wyjściem z tego błędnego cyklu – to bezdzietność lub dzieci przybrane, ale to jest temat na inną rozmowę.
- A jak u Pana jest z tematem religii?
- Jestem ochrzczonym Rosjaninem i, jak większość Rosjan, uważam się za Prawosławnego. Jednak nie rozumiem niektórych trudnych miejsc z żydowskiego Starego Testamentu. Wielu teologów uważa, że ​​miejsca te zostały po prostu wstawione tam przez żydowskich kapłanów - lewitów.
Dlaczego? To proszę poczytać książkę Douglasa Reeda „Spór o Syjon”, gdzie porównuje on teksty Starego Testamentu i Nowego Testamentu. Oto co on tam pisze:
”... Po życiu Jezusa Chrystusa Stary Testament wraz z Nowym Testamentem został przetłumaczony przez Świętego Hieronima na łacinę i te Testamenty zostały uznane przez Kościół/Cerkiew za pochodzące z tego samego boskiego autorytetu, jako części jednego Pisma Świętego.
TORA (Stary Testament)
"I rzekł do mnie Pan ... W tym dniu zacznę wzniecać przed tobą przerażenie i lęk przed tobą we wszystkich narodach pod niebem, że usłyszą o tobie i będą drżeć, i będą w strachu przed tobą ... Ponieważ On ukochał twoich ojców, dlatego wybrał On ich nasienie po nich ... aby wypędzić narody przed tobą, które są większe i silniejsze od ciebie, abyś wszedł ty, żeby oddać tobie ich ziemię w dziedzictwo…
I kiedy Pan, Bóg twój, odda ich tobie, pokonasz ich i całkowicie ich zniszczysz; i nie zawrzesz z nimi porozumienia, ani nie okażesz im miłosierdzia; ani nie zawrzesz małżeństw z nimi ... i zniszczysz ich ołtarze i rozbijesz ich bożków ... Bo jesteś świętym ludem przed Panem, Bogiem twoim; i Pan, twój Bóg, wybrał ciebie, abyś był narodem szczególnym pod Nim, ponad wszystkimi narodami na ziemi ... I pożresz wszystkie narody, które Pan, Bóg twój, wyda ci ; oko twoje nie będzie miało litości dla nich ... Ale Pan, Bóg twój, wyda ich tobie i wytępi ich potężnym zniszczeniem, dopóki nie zostaną oni wytępieni ...
I wyda ich królów w ręce twoje i ty wytępisz ich imię spod nieba; nie ustoi się nikt przeciwko tobie, dopóki ich nie wytępisz ... Każde miejsce, na którym stanie twoja stopa, będzie twoje ... nawet do najbardziej odległych mórz będą sięgały twoje brzegi ... A w miastach tych narodów, które Pan, twój Bóg, da ci w dziedzictwo, nie zostawisz przy życiu niczego, co oddycha ... (Księga Powtórzonego Prawa)
NOWY TESTAMENT
„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój: albowiem oni będą nazwani synami Bożymi ... Słyszeliście, że powiedziano: będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół ... Nie gromadźcie skarbów na ziemi ... jaka jest korzyść dla człowieka, choćby cały świat pozyskał, ale stracił duszę swoją?
Kochaj Pana, Boga swego ... to jest pierwsze i największe przykazanie; a drugie podobne jest: kochaj bliźniego swego, jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opierają się całe Prawo i Prorocy ... Jeden jest Pan wasz, Chrystus, a wy wszyscy - bracia ... Kto zechce się wywyższyć, niech będzie poniżony ... Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze ... bo jesteście synami tych, którzy zabijali proroków ... to nauczanie Królestwa Niebiańskiego będzie głoszone w całym świecie, jako świadectwo dla wszystkich narodów ...
Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim ... i uczynił wszystkie narody z jednej krwi ... Wiedzcie, że zbawienie Pańskie posłane jest do nie-Żydów - pogan i usłyszą je ... Ponieważ obietnica, że będzie on władał całym światem, nie było dana Abrahamowi, ani jego potomstwu, zgodnie z prawem, ale tylko przez prawdziwą wiarę ...
Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią ... „(Ewangelie, Dzieje i Listy).”
Jak widać - religia jest tematem skomplikowanym i sprzecznym, jak zresztą również i degeneralogia, dlatego, z reguły, w dyskusje na tematy religijne staram się nie wchodzić. Mogę tylko dodać, że moją ulubioną modlitwą jest Modlitwa Ostatnich Starców Optyńskich. Oto ona (cytuję z pamięci):
Panie Boże spraw, abym ze spokojem duszy mógł spotkać wszystko, co przyniesie mi nadchodzący dzień. Pozwól mi całkowicie oddać się Twojej Świętej Woli. W każdej godzinie tego dnia - we wszystkim pouczaj i wspieraj mnie. Bez względu na rodzaj informacji, które będę dostawał w ciągu dnia, naucz mnie przyjmować je ze spokojem duszy i twardym przekonaniem, że wszystko jest z Twojej Świętej Woli. We wszystkich moich słowach i uczynkach - kieruj moimi myślami i uczuciami. We wszystkich nieprzewidzianych przypadkach - nie pozwól mi zapomnieć, że wszystko zostało zesłane przez Ciebie. Naucz mnie bezpośrednio i rozumnie obcować z każdym członkiem mojej rodziny, nikogo nie denerwując ani nie zasmucając. Panie Boże, daj mi siłę do zniesienia zmęczenia nadchodzącego dnia i wszystkich jego wydarzeń. Kieruj moją wolą i naucz mnie modlić się, wierzyć, mieć nadzieję, tolerować, przebaczać i kochać. Amen.
- Miałem na myśli religię, jako przedmiot poznania ...
- Religia, jako przedmiot poznania ...
Jak już mówiłem, degeneracja jest integralną częścią cyklu życia. Ten proces trwa już od tysięcy lat. Po prostu wcześniej był on nazywany inaczej. Kiedy ten nowy, świeżo upieczony degenerat zaczyna po raz pierwszy uświadamiać sobie, że różni się on od innych ludzi (od normalnych ludzi) – to pojawia się u niego wybór. Może stać się dobrym zboczeńcem, złym degeneratem lub wstrętnym wyrodkiem.
Rozpatrzmy to na prostym przykładzie.
Kiedy młody sadystyczny homo - nastolatek zaczyna odczuwać po raz pierwszy obecność demonów degeneracji (pragnienia dominacji, atakowania, zabijania) – to może on:
  1. Dołączyć do lokalnego gangu ulicznego (lub zorganizować własny) i zacząć rabować i zabijać lokalnych normalnych ludzi.
  2. Wstąpić do szkoły Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zostać policjantem i zacząć zabijać i atakować członków lokalnych gangów przestępczych.
Czy widzi Pan różnicę? To samo dotyczy religii.
Jeśli młody homo-nastolatek poczuł obecność destrukcyjnych demonów degeneracji, to może on wstąpić do dowolnego bractwa zakonnego, w którym bracia, z reguły są bardzo doświadczeni w sprawach degeneracji, i pomogą mu walczyć z tymi demonami. W końcu bractwa mnichów mają tysiącletnie doświadczenie w walce z tym złem. Wie Pan, o czym tutaj mówię - post, modlitwa, ciężka praca fizyczna, milczenie, a co najważniejsze - celibat (bezżenność).
Tylko ci z braci, którzy przejdą wieloletnią próbę w walce z demonami degeneracji, przechodzą na bardziej odpowiedzialne stanowiska w hierarchii cerkiewnej (przynajmniej tak, jak było wcześniej). Oni już wiedzą to, o czym tu mówimy. Wszyscy oni poczuli to na własnej skórze. Kapłani większości religii są bardzo dobrze zorientowani w prawach degeneracji i dlatego starają się pomóc lokalnym, świeżo upieczonym, tubylczym degeneratom podjąć właściwą decyzję. Dokonać właściwego wyboru między Bogiem a diabłem.
Kiedy kapłan wysłuchuje spowiedzi - on nie przywiązuje większej uwagi do drobnych grzechów, ale jak tylko wykryje dowolne oznaki degeneracyjnego zachowania– to od razu zaczyna szczegółową rozmowę z nastolatkiem i jednocześnie usilnie zachęca go do wstąpienia do miejscowego bractwa.
Powtarzam raz jeszcze - wszystko to jest wielkim uproszczeniem, ale myślę, że pomoże to Panu nakreślić ogólne zarysy problemu i sposoby jego rozwiązania.
To jest dobre.
Z drugiej strony, homo-nastolatek może wstąpić do klubów degeneratów (Illuminaci, Masoni, Rotary, etc., etc.), zorganizowanych przez przywódcówdegeneracyjnej sekty po to, aby kierować niszczącą energię miejscowych degeneratów - tubylców przeciwko normalnym ludziom przeciwko normalnym strukturom swego państwa.
To będzie obrzydliwe.
A cóż jest wtedy złe?
Złe będzie wtedy, kiedy ten nastolatek nie pójdzie za Bogiem (za braćmi), nie pójdzie za liderami degeneracyjnej sekty (będzie to obrzydliwe), ale będzie się starał oszukać samego Pana Boga poprzez małżeństwo z normalną kobietą, a tym samym całkowicie zniszczyć wszystkie jej marzenia o szczęśliwej rodzinie i o zdrowych dzieciach.
Proszę dobrze zapamiętać - wybór jest zawsze wasz. Zawsze macie wybór.
- Wynika z tego jakaś ponura beznadziejność. Nie pozostawiono nam żadnej szansy. Błyskawicznie degenerująca się ludzkość toczy się z góry w nieuniknioną przepaść ... Okazuje się, że nie ma wyjścia, że ​​wszyscy jesteśmy przeklęci przez Boga ...
- Ależ skąd, Panie! Wręcz przeciwnie! Zawsze uważałem wyższą socjologię za naukę afirmującą życie, pełną optymizmu i wiary w zwycięstwo Dobra.
Oczywiście bezlitosne dane statystyki, twierdzące, że ​​co druga (trzecia) osoba jest mniej lub bardziej zainfekowana degeneracją, z początku po prostu przytłacza. Nawet jakoś nie wierzy się, chce się zwątpić, chce się powiedzieć, że to jedno wielkie nieporozumienie ... Ale to tylko na pierwszy rzut oka.
Jeśli wziąć statystyki ludności ziemi na temat starzenia się, to myślę, że nikogo nie przerazi ten fakt, że w przybliżeniu jedna trzecia ludności zostanie zaliczona do kategorii młodzieżowej, jedna trzecia - do kategorii osób dorosłych, a jedna trzecia - do kategorii osób, wykazujących wyraźne oznaki starzenia się. Starość nas nie szokuje ani nie przeraża. Nikt nie beszta Pana Boga za to, że każdy człowiek w końcu się zestarzeje. To jest naturalny proces. Degeneracja – to jest również proces naturalny. Podobny do procesu starzenia się poszczególnych osób, jest też proces starzenia się klanów.
Wyższa socjologia nigdy nie uważała zboczeńców za ludzi, odrzuconych przez Boga. Podobnie jak nikt z was, mam nadzieję, nie uważa osób starych za ludzi, odrzuconych przez Boga.
Dzieci nie są winni tego, że niektórzy zdegenerowani rodzice zamiast czynić wolę Bożą i zachować godność siwych włosów, zajmują się sztucznym zapłodnieniem i innymi wstrętnymi sztuczkami.
Wyższa socjologia twierdzi, że każdy zboczeniec jest odpowiedzialny tylko za swój osobisty wybór, a nie za wybór swoich rodziców. Dlatego zamiast "przeklęci przez Boga" należy mówić - "przeklęci przez swoich bezbożnych rodziców".
Przyspieszyć, spowolnić lub "wyleczyć" degenerację jest możliwe do pewnego stopnia i w tym system wartości duchowych może odgrywać istotną rolę.
Na przykład ci, których nazywamy "wojownikami przeciwko Bogu", odrzucając Przykazania Chrystusa i żyjąc dla własnego zadowolenia, wkrótce wpadają w krąg zdeprawowanych ludzi i sztucznie zwiększają ilość degeneratów, spełniając nakazy przywódców sekty zdegenerowanej o rozmnażaniu się w dowolny sposób.
Natomiast ci, których nazywamy "posłusznymi Bogu", wypełniają Przykazania Chrystusa i, poprzez samo ograniczanie się, lokalizują to zło.
Dlatego Degeneracja jest pierwotna (pochodzi od rodziców), a walka z Bogiem jest wtórna (jest to wasz osobisty wybór).
Degeneracja nigdy nie powinna być liczona jako wina nosiciela, który ją otrzymał od swoich rodziców. Walka z Bogiem natomiast jest świadomym osobistym wyborem nosiciela degeneracji ze wszystkimi następstwami, które z tego wynikają. Etycznymi, finansowymi i prawnymi.
Aby pomóc w zrozumieniu tego procesu, zastąpmy słowo degeneracja słowem AIDS, a wówczas wiele stanie się dla nas jasne. Człowiek nie ponosi winy za to, że urodził się z rodziców – nosicieli AIDS. Jeśli będzie on żył po ludzku, myśląc o innych ludziach, to może w pewnym stopniu zlokalizować to zło i przerwać łańcuch nieszczęść i cierpień. Natomiast jeśli zacznie żyć dla własnej przyjemności, to zarazi on jeszcze wielu ludzi, a oni z kolei dadzą kolejną populację chorych na tę chorobę dzieci. W naturalnym biegu rzeczy – wszyscy ci nosiciele AIDS wkrótce wymrą, ale jeśli ich zabezpieczenie finansowe przełożyć na zdrową część społeczeństwa, to oni przetrwają i będą jeszcze przez długi czas rozprzestrzeniać tę zarazę dalej.
Dlatego pierwszym zaleceniem wyższej socjologii jest umieszczenie wszystkich zdegenerowanych rodzin na samofinansowaniu. Na umowę rodzinną. Nie można dopuścić, aby okradali oni zdrowych ludzi w celu kontynuowania swoich pederastycznych zabaw.
Drugie zalecenie – to zdjęcie odpowiedzialności prawnej z dzieci rodzin zdegenerowanych w odniesieniu do działań podejmowanych wobec swoich rodziców (i odwrotnie). Zapłata dług krasi (zdobi). Niechaj polubownie w kręgu rodzinnym ustalą - kto komuś i co jest dłużny ...
Dopiero wtedy rodzice zrozumieją całą wagę chrześcijańskiego wychowania w rodzinie. W końcu pozostawanie sam na sam z dziećmi - niechrześcijanami podczas tych ustaleń nie jest zbyt przyjemne ...
Co prawda, trzeba robić poprawkę i na to, że wielu rodziców – zboczeńców o tym wszystkim nie wiedziało ...
Wstrętni degeneraci, po przejęciu mediów, całkowicie blokują tę demaskującą ich informację. Po zapoznaniu się z wyższą socjologią, wszyscy ci rodzice z reguły czują się oszukanymi i zdradzonymi przez zdegenerowaną propagandę, i ja ich rozumiem bardzo dobrze. Dlatego wzywamy wszystkich uczciwych i dobrych zboczeńców, wszystkich oszukanych i ogłupionych przez środki informacji masowej ludzi – aby stanęli ramię w ramię z normalnymi ludźmi i po prostu otwarcie przed całym światem wykrzyknęli: dość naszego oszukiwania, dość tego nieszczęścia i cierpień.
Wstrętni degeneraci – precz ze środków informacji masowej, precz z systemu edukacji, precz ze sztuki, przecz z Cerkwi !!!
Pierwszą jaskółką nowej ery, pierwszą jaskółką końca 300-letniego procesu rozkładu i gnicia kultury chrześcijańskiej, pierwszym wskaźnikiem tego, że u władzy w końcu znalazł się nasz rząd – powinno być natychmiastowe i nieustanne informowanie wszystkich warstw społeczeństwa poprzez środki informacji masowej o zagrożeniach ze strony wstrętnych degeneratów.
Wszyscy ci „patrioci”, którzy omijają tę życiowo ważną sprawę, przypominają mi biada - lekarzy, którzy z mądrą miną godzinami omawiają kolejną dietę dla ciężko chorego człowieka, zamiast tego, aby wyjaśnić charakter bakterii lub wirusa, który wywołał chorobę i natychmiast, póki jeszcze nie jest za późno, przepisać mu niezbędne antybiotyki.
- Jakie jest Pańskie zdanie na temat masonerii?
- Illuminaci, Shriners, Masoni, Teozofowie, Antropozofowie i inne i inne (imię nasze Legion, bo nas jest wielu – odpowiedzieli Mu demony) – wszystko to są kluby, stworzone dla ludzi, którzy czują się „wybranymi”, szczególnymi, pokrzywdzonymi i prześladowanymi przez biurokrację, Cerkiew, akademię lub jakakolwiek inną normalną strukturę państwową. Wszyscy oni tylko czekają na swój czas, aby się policzyć i zemścić się.
W zależności od zawodu wstępują oni do tego czy innego zdegenerowanego klubu. Oczywiście, zawsze tam będą ciekawscy głupcy – gamonie, którzy będą służyć jako osłona, parawan, dekoracja. Prawdziwym natomiast celem tych zdegenerowanych klubów jest identyfikacja aktywnych homo-maniaków, którzy nie zatrzymają się przed niczym, aby tylko dojść do władzy.
Pamiętajcie – władza to najsilniejszy narkotyk.
- Czy są dobrzy masoni?
- Oczywiście, wśród masonów są i dobrzy ludzie. Są nawet patrioci swego kraju. Normalni ludzie są w każdej organizacji. I wśród komunistów i faszystów, wśród syjonistów i wśród masonów. Przecież wielu z nich jest tam z powodu ignorancji. Przez nieznajomość podstaw wyższej socjologii. Jeśli zapoznają się oni zwyższą socjologią, to wówczas powinni zachowywać się już inaczej ...
Z mego wieloletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że każdy człowiek, który nie przyjmuje podstawowych zasad wyższej socjologii, z reguły, jest człowiekiem z nieczystym sumieniem, to znaczy, zdiablonym, a to jest już pierwsze stadium obłędu. Jest to to, co psychiatra Laurent nazywał obłędem moralnym. Z reguły takich ludzi nie można już uważać za normalnych, ani pod względem moralnym, ani seksualnym.
Oczywiście, można się nie zgadzać z pewnymi szczegółami, z historycznymi ocenami niektórych osobistości, podanymi w wyższej socjologii. Monarchistom może się nie podobać mój stosunek do Piotra I i Mikołaja II. Prawosławnym może nie podobać się mój stosunek do pederasty biskupa Nikona z Jekatierynburgu, do pederasty biskupa Korsuńskiego Gurii, do pederasty metropolity Nikodema (Rotowa). Patriotom – mój stosunek do narodowych patriotów Limonowa, Sztilmarka, Żyrinowskiego. Komunistom – do Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Tak, wielu nie dogodziłem …
Jednak normalni ludzie rozumieją, że to nie jest najważniejsze. Normalni ludzie po prostu pominą te wszystkie, niezbyt przyjemne dla nich miejsca, ale istotę problemu oni zrozumieją i za te wiedzę będą gotowi przebaczyć autorowi „ataki” na swoich małych bożków.
Wiecie, że Apostoł Paweł był w swoim czasie bardzo dobrym i energicznym faryzeuszem. Był nawet członkiem żydowskiego Sanhedrynu (było to wtedy, kiedy był jeszcze ortodoksyjnym Żydem o imieniu Saul). W tym czasie nienawidził i prześladował Chrześcijan całym swoim sercem, jako wrogów prawdy (w jego rozumieniu). Kiedy natomiast spotkał się z nauką Chrystusa, zmienił swoje poglądy i z taką samą gorliwością i zapałem zaczął walczyć już o nową prawdę.
A pasterze gadareńscy po spotkaniu Chrystusa i wysłuchaniu Go, powiedzieli Nauczycielowi – odejdź od nas precz. Przeszkadzasz nam paść nasze świnie ...
Czy widzicie różnicę?
Jeśli mason szuka prawdy i naprawdę stara się pomóc ludziom, to on - podobnie jak kiedyś członek Sanhedrynu Saul - może początkowo mylić się i czynić zło, sądząc, że czyni dobro. I będzie to nie jego wina, ale wina tych, którzy go oszukali. Ale są ludzie, którym nie zależy na poszukiwaniu prawdy. Są ludzie, którzy potrzebują tylko osobistych korzyści, ponieważ dla nich - ich świnie są droższe ... Tacy ludzie pozostaną w masonerii nawet po przeczytaniu wszystkich moich wykładów na temat wyższej socjologii.
- Jakie jest Pańskie zdanie o ANTYSEMITACH i ich walce z Żydami?
- Największym narodem semickim na ziemi są Arabowie. Dlatego ci, którzy są nieprzyjaźni w stosunku do Arabów, są prawdziwymi antysemitami. Natomiast ci, którzy uciskają Arabów, powtarzam - tego najliczniejszego w świecie plemienia Semitów, - wszyscy ci, którzy usuwają Arabów z ich ziem, od wieków przez nich zasiedlonych są antysemitami do potęgi drugiej, czyli są to prawdziwi, najbardziej okrutni i zacięci antysemici.
A ci, którzy nazywają siebie Żydami, po pierwsze stanowią mniej niż jedną setną część całej ludności semickiej, a po drugie, najprawdopodobniej – w ogóle nie mają do Semitów żadnego stosunku, będąc narodem tureckiego - chazarskiego pochodzenia.
Nawiasem mówiąc, zdecydowana większość Semitów – to Muzułmanie, a normalni Muzułmanie (właśnie normalni, a nie okrutnicy - fanatycy, którzy są w każdej religii - zarówno w Islamie, jak i w Chrześcijaństwie) zawsze mówili z szacunkiem o Chrystusie i zawsze uważali Go za posłańca Bożego.
Natomiast Żydzi nigdy Chrystusa nie uznawali, ale zawsze prześladowali i ostatecznie ukrzyżowali Go na krzyżu.
Któż więc jest nam bliższy duchem? Semici - Arabowie czy złośliwi Antysemici - Żydzi?
- Czy uważa Pan, że istnieje ogólnoświatowy spisek?
- Czy istnieje ogólnoświatowy spisek ... Widzi Pan, degeneraci na podobieństwo mikrobów dżumy zabijają zdrowy organizm, ale i sami przy tym giną wraz z nim.Degeneraci , podobnie jak wirus AIDS atakują i niszczą systemy obronne organizmu, doprowadzając go do śmierci.
Czy mikroby spiskują, by zabić zdrowe ciało? Czy wirusy mają plan ataku i zniszczenia jego systemów obronnych? Nie sądzę, żeby mikroby z wirusami miały jakiś ogólnoświatowy spisek przeciwko zdrowym ludziom. Niszczą i zabijają z powodu swojej natury. Są oni po prostu niezdolni do robienia czegokolwiek innego. Taką mają naturę...
Jeśli jednak ktoś będzie umieszczał pojemniki z bakteriami dżumy w strategicznie ważnych miejscach - na stacjach metra, na dworcach kolejowych, na lotniskach (aby zainfekować i zniszczyć jak najwięcej ludzi), to czy mają oni jakiś plan? Jeśli ktoś umieszcza degeneratów na strategicznie ważnych stanowiskach w prasie, telewizji, systemie edukacji, w wojsku, w Cerkwi – to czy mają oni jakiś plan?
Proszę mi odpowiedzieć na to pytanie ...
- Jakie główne zadanie widzi Pan w swoich wykładach na temat wyższej socjologii?
- Pierwszym głównym zadaniem moich wykładów na temat wyższej socjologii jest troska o ludzi normalnych, troska o zachowanie puli genowej wszystkich narodów świata, troska o stworzenie zdrowych rodzin, tj. troska o zdrowie narodów (nacji). Wszystkich narodów (nacji) świata bez wyjątku. W tym celu należy szeroko i nieustannie zapoznawać wszystkie warstwy ludności z prawami wyższej socjologii, a tym samym zminimalizować zagrożenie dla puli genowej narodów poprzez bezmyślne związki ze wstrętnym bionegatywem.
Drugim głównym zadaniem moich wykładów na temat wyższej socjologii jest troska o zboczeńców, tj. walka o dusze zboczeńców. Powtarzam, dobrzy zboczeńcyzawsze byli, są i będą naszymi przyjaciółmi i sojusznikami. Oni najlepiej od innych potrafią zidentyfikować wstrętnych degeneratów i przeciwstawić się ich brudnym sztuczkom.

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.12.05 20:22 Gazetawarszawska NIE-BOSKA KOMEDIA


NIE-BOSKA KOMEDIA
– STRESZCZENIE SZCZEGÓŁOWE –
ZYGMUNT KRASIŃSKI
NIE-BOSKA KOMEDIA: Oświęcim 27 stycznia 2014
Szałas – lamp kilka – księga rozwarta na stole – Przechrzty. https://www.gazetawarszawska.com/index.php/historia/2588-nie-boska-komedia

PRZECHRZTA Bracia moi podli, bracia moi mściwi, bracia kochani, ssajmy karty Talmudu jako pierś mleczną, pierś żywotną, z której siła i miód płynie dla nas, dla nich gorycz i trucizna.
CHÓR PRZECHRZTÓW Jehowa pan nasz, a nikt inny. – On nas porozrzucał wszędzie, On nami, gdyby splotami niezmiernej gadziny, oplótł świat czcicielów Krzyża, panów naszych, dumnych, głupich, niepiśmiennych . – Po trzykroć pluńmy na zgubę im – po trzykroć przeklęstwo im.
PRZECHRZTA Cieszmy się, bracia moi. – Krzyż, wróg nasz, podcięty, Zbutwiały, stoi dziś nad kałużą krwi, a jak raz się powali, nie powstanie więcej. – Dotąd pany go bronią.
CHÓR Dopełnia się praca wieków, praca nasza markotna, bolesna; zawzięta. – Śmierć panom – po trzykroć pluńmy na zgubę im – po trzykroć przeklęstwo im!
PRZECHRZTA Na wolności bez ładu, na rzezi bez końca, na zatargach i złościach, na ich głupstwie i dumie osadzim potęgę Izraela- tylko tych panów kilku – tych kilku jeszcze zepchnąć w dół- trupy ich przysypać rozwalinami Krzyża. –
CHÓR Krzyż znamię święte nasze – woda chrztu połączyła nas z ludźmi – uwierzyli pogardzający miłości pogardzonych. – Wolność ludzi prawo nasze – dobro ludu cel nasz – uwierzyli synowie chrześcijan w synów Kaifasza . – Przed wiekami wroga umęczyli ojcowie nasi – my go na nowo dziś umęczym i nie zmartwychwstanie więcej. –
PRZECHRZTA Chwil kilka jeszcze, jadu żmii kropel kilka jeszcze – a świat nasz, nasz, o bracia moi! –
CHÓR Jehowa Pan Izraela, a nikt inny. – Po trzykroć pluńmy na zgubę ludom – po trzykroć przeklęstwo im! –
Słychać stukanie.
PRZECHRZTA Do roboty waszej – a ty, święta księgo, precz stąd, by wzrok przeklętego nie zbrudził kart twoich. – Talmud chowa. Kto tam?
GŁOS ZZA DRZWI Swój! – W imieniu Wolności, otwieraj! –
PRZECHRZTA Bracia do młotów i powrozów! Otwiera.
LEONARD wchodząc Dobrze, obywatele, że czuwacie i ostrzycie puginały na jutro. Do jednego z nich przystępuje. A ty co robisz w tym kącie?
JEDEN Z PRZECHRZTÓW Stryczki, obywatelu.
LEONARD Masz rozum, bracie – kto od żelaza nie padnie w boju, ten na gałęzi skona. –
PRZECHRZTA Miły obywatelu Leonardzie, czy sprawa pewna na jutro? –
LEONARD Ten, który myśli i czuje najpotężniej z nas wszystkich, wzywa cię na rozmowę przeze mnie. – On ci sam na to pytanie odpowie.
PRZECHRZTA Idę – a wy nie ustawajcie w pracy – Jankielu, pilnuj ich dobrze. Wychodzi z Leonardem.
CHÓR PRZECHRZTÓW Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę ím – oni panów zabiją po błoniach – rozwieszą po ogrodach i borach – a my ich potem zabijem, powiesim. – Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jehowy się ustroją; słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. – Pluńmy po trzykroć na zgubę im, po trzykroć przeklęstwo im! –
+++
Namiot – porozrzucane butelki, kielichy.
PANKRACY
…………………………………. …………………..

NIE BOSKA KOMEDIA

– STRESZCZENIE SZCZEGÓŁOWE –

ZYGMUNT KRASIŃSKI

Motto:
  1. Bezimienny „Do błędów, nagromadzonych przez przodków, dodali to, czego nie znali ich przodkowie – wahanie się i bojaźń; i stało się zatem, że zniknęli z powierzchni ziemi i wielkie milczenie jest po nich”
  2. Hamlet (szekspirowski bohater) „To be or not to be that is the question” (tł. “Być albo nie być, oto jest pytanie”)
Dedykacja: „Poświęcone Marii”
(Zapewne chodzi o Joannę Bobrową, nazywaną przez Krasińskiego Marią, którą poznał w Rzymie w 1834 roku).
Część pierwsza:
a) część epicka – rozbudowana apostrofa do Poety lub Poezji:
Poeta zwraca się bezpośrednio do Poezji, ironizując na jej temat i mówiąc z niemałym przekąsem o wszystkich jej „dobrodziejstwach”. Do Poezji należy bowiem wszystko na świecie, każde zjawisko może stać się również Jej udziałem, jeżeli tylko Ta obierze je sobie za swój punkt zainteresowania. Przemawia do Niej: „Chwale twojej niby nic nie zrówna”. Jednocześnie zwraca uwagę na pewien znaczny dysonans pomiędzy tym, o czym każdy artysta pisze w danej chwili (a więc mogą to być myśli zupełnie ulotne, w konkretnym momencie nawet mało znaczące) a tym, co czuje i myśli przez cały czas, wewnątrz siebie. Poeta zarzuca Poezji, że niesie piękno, lecz sama ową pięknością nie jest; głosi o istnieniu światła, a sama jego nigdy nie widziała. Porównuje Ją do niewiasty, która na zawsze naznaczona jest swoją ziemskością, lecz chwilami przybiera postać anioła – jest to jednak postać fałszywa, bo aniołem tak naprawdę nigdy nie będzie. Na końcu poeta wyraża pochwałę stanu, w którym Poezja autentycznie napełnia serce człowieka i prowadzi go ku dobremu, mieszka w nim jak Bóg (nikt Go nie widział ani nie słyszał, lecz ci, którzy wierzą w Jego istnienie, oddają Mu cześć i hołd). Potępia natomiast fakt, iż wielu twórców pisze tylko po to, by dostarczać sobie i innym ludziom przyjemności z tego tytułu, a nie podejmuje się wszczepienia w swą poezję żadnej szlachetnej idei prowadzącej do „podniesienia życia”.
b) część dramatyczna – akcja właściwa, dialogi:
Nad światem przelatuje Anioł Stróż, który błogosławi wszystkim tym, którym pozostało jeszcze serce, bo tylko tacy zostaną zbawieni (wg J. Kleinera Krasiński „umyślnie może w początkowej wypowiedzi dramatu nacisk położył na wyraz ‘serce’, bo ‘Nie-Boska komedia’ będzie poematem o braku serca”). Nad pewnym domem wypowiada rozkazanie, jakoby obok mężczyzny w nim mieszkającego miała pojawić się „dobra i skromna” żona oraz dziecko.
Pojawia się Chór Złych Duchów, którzy nakazuje widmom nawiedzić ten sam dom – przewodniczyć ma im cień nałożnicy ubranej w kwiaty i przypominającą dziewicę – natchnienie każdego poety oraz starego orła zdjętego z palu – pod postacią sławy. Złe Duchy mają zamiar zesłać na poetę wszystkie najgorsze pokusy.
Wewnątrz kościoła odbywa się ślub, a ponad nim „kołysze się” Anioł Stróż, który przepowiada, iż w przypadku, gdy Mąż dochowa przysięgi małżeńskiej, wówczas zostanie zbawiony, on sam po ceremonii zaślub mówi do żony: „przeklęstwo mojej głowie, jeśli ją kiedy kochać przestanę” (wg Kleinera romantycy motyw ciążącej nad człowiekiem klątwy czerpali z idei fatum w starożytności). Potem akcja przenosi do komnaty pełnej osób, w której to odbywa się przyjęcie – małżonkowie zapewniają siebie nawzajem o wielkim uczuciu.
W nocy Zły Duch pod postacią dziewicy (której to „czarty każą świętą udawać”) przechadza się po ogrodzie, po cmentarzu i zachodzi do sypialni nowożeńców, przenika przez umysł śpiącego Męża i pojawia się w jego śnie. Ten, zbudzony, spogląda na swą żonę i szybko przekonuje się, że popełnił błąd, biorąc z nią ślub; że jest tylko dobra, zaś „tamta” była wszystkim, co kochał i o czym marzył. Kiedy spostrzega, że to nie był tylko sen i ową niewiastę widzi również na jawie, wyrzuca sobie, że wyrzekł się „kochanki lat młodych”, „duszy swej duszy” (Poezji), a pojął za żonę inną kobietę, której nie miłuje wcale. Żona jego budzi się i pyta, co się wydarzyło, na co mężczyzna odpowiada jej, iż musi zaczerpnąć świeżego powietrza, ale sam, bez niej.
Mąż przechadza się po ogrodzie i cieszy się tym, że znów ma przy sobie swoją lubą. Prosi, by ta zabrała go ze sobą, gdziekolwiek przebywa. Dziewica pyta mu się, czy na pewno pójdzie za nią wszędzie i o każdej porze. Otrzymuje potwierdzenie. Po chwili słychać nawoływanie Żony, aby jej ślubny powrócił do domu, albowiem na dworze jest zimno.
Mija jakiś czas. Małżonkowie rozmawiają. Żona wyrzuca Mężowi, że od miesiąca się do niej nie odzywa; mówi, iż poszła do spowiedzi, lecz nie była sobie w stanie przypomnieć żadnych rażących grzechów, na co Mąż odpowiada jej dwuznacznie: „Czuję, że powinienem cię kochać”. Ona nie rozumie tych słów, woli, żeby powiedział jej, że nie kocha jej wcale i ją zostawił, aniżeli okazywał obojętność. Prosi jedynie o miłość dla ich dziecka, aby jej ją obiecał. Mąż obiecuje miłość i dziecku, i jej samej. W tym czasie pojawia się znów duch Dziewicy, która wzywa Męża. Żona od razu wyczuwa od niej „siarkę i zaduch grobowy”, ale Mąż nie dość, że tego nie słucha, to na dodatek odchodzi za swoją kochanką. Postanawia opuścić swój dom i rodzinę całą. Żona woła za nim: „Henryku! Henryku!”, po czym upada na ziemię z dzieckiem, mdlejąc.
Odbywa się chrzest dziecka. Goście zastanawiają się, gdzie jest jego ojciec. Żona podchodzi do małego Orcia i błogosławi mu, aby stał się poetą, gdyż tylko dzięki temu ojciec go w przyszłości nie porzuci i nie wyrzeknie się go; wówczas również wybaczy jej samej to, że ona sama nie była i nie będzie nigdy przesiąknięta poezją.
Mąż podąża za Głosem Dziewicy, mija „góry i przepaście ponad morzem”. Po drugiej stronie przepaści stoi owa Dziewica, która nakazuje mu uwiązać się jej dłoni i wzlecieć. W tym też momencie czar pryska i przed Mężem pojawia się obskurna postać nałożnicy – taka, jaką ją widziała Żona (kwiaty odpadły na ziemię i zaczęły czołgać się jak żmije; wiatr zdarł piękną suknię; „deszcz kapie z włosów”, „kości nagie wyzierają z łona”, „błyskawica źrenice wyżarła”). Chór Duchów Złych pozwala wrócić niewieście do piekła po tym, jak uwiodła „serce wielkie i dumne”. Wtedy dopiero Mąż zwraca się do Boga; pyta się Go, czy zostanie potępiony za swą naiwność i srogie czyny, jakich się dopuścił. Złe Duchy urządzają sobie igraszkę z jego losu, wobec czego Mąż chce się rzucić w przepaść. Pojawia się jednak Anioł Stróż, który nakazuje mu wracać do domu i więcej nie grzeszyć.
Kiedy Mąż wraca do domu, nie zastaje swej żony Marii. Od służącego dowiaduje się, iż trafiła ona do domu wariatów. Postanawia ją w nim odwiedzić. Tam dowiaduje się od Żony Doktora, że stan chorej jest bardzo poważny. Podczas rozmowy z Marią Henryk przekonuje się, że postradała ona wszystkie zmysły, albowiem ta wmawia mu, iż wielokrotnie prosiła Boga o to, by zamienił ją w poetkę, aż w końcu wysłuchał jej próśb, więc odtąd Mąż nie musi nią pogardzać. Ponadto mówi, że i Orcio zostanie poetą, ponieważ przy chrzcie dodała przekleństwo nad jego imieniem, że jeśli nim nie będzie, to odda go na stracenie. Odzywają się głosy szaleńców: spod posadzki, z lewej strony, z prawej ściany, z sufitu, które wyrażają własne wizje końca świata (w stylu Apokalipsy św. Jana – np. „słońce trzecią część blasku straciło – gwiazdy zaczynają się po drogach swoich – niestety”). Taką wizję roztacza również Żona: nadejdzie czas, kiedy wszyscy zaczną jednakowo konać, a Chrystus już wówczas nie pomoże, gdyż krzyż swój rzuci w otchłań; jedyną nadzieją dla ludu jest modląca się Matka Boża. Na końcu Żona umiera z wyczerpania.
Część druga:
a) część epicka – apostrofa do Orcia, dziecka Marii i Henryka:
Poeta zadaje pytania retoryczne młodemu dziecięciu, które swoim zachowaniem nie przypomina swych rówieśników – nie bawi się, tylko wciąż pozostaje smutne, marzące i bujające w obłokach: „wzrastasz i piękniejesz – nie ową świeżością dzieciństwa mleczną i poziomkową, ale pięknością dziwnych, niepojętych myśli, które chyba z innego świata płyną ku tobie”.
b) dramat właściwy:
Mąż wraz z Orciem modlą się przy grobie Marii (wątek autobiograficzny: Krasiński również chadzał ze swym ojcem na grób matki). Orcio wypowiada słowa modlitwy „Zdrowaś Mario” – lecz nie w ten sposób, jaki nakazuje wyuczona formułka – chłopiec sam wymyśla do niej słowa. Mąż gani go za to. Orcio odpowiada, że w śnie często widuje matkę, która przepowiada mu, że zbiera dla niego „myśli i natchnienie”, żeby upodobnił się do ojca. Mąż pyta się Marii, dlaczego nęka ich syna z zaświatów. Mówi, że od dziesięciu lat (a więc tyle czasu minęło od śmierci Marii) nie może zaznać chwili spokoju.
Mąż spaceruje z Filozofem. Rozmawiają na temat wyzwolenia kobiet i Murzynów, o tym, że właśnie nadchodzi czas owego wyzwolenia. Filozof jest przedstawicielem stronnictwa ludzi wierzących w postęp i „odrodzenie ludzkości”, lecz tylko na drodze rewolucji okupionej krwią. Mąż pyta się, czy jego towarzysz widzi drzewo spróchniałe na drodze – świadczy to o jego niewierze w żadne dobro, Mąż nie wierzy już bowiem w nic, wszystko zdaje się mu bezużyteczne i bezsensowne. Nawet jego własne życie.
Mąż znajduje się w wąwozie pomiędzy górami, jest sam. Wygłasza monolog, w którym przyznaje się przed sobą, że nie ma w nim już żadnej wiary, miłości, a jedynie strach o obłąkanie i nieuchronną całkowitą ślepotę Orcia. Otaczają go: Głos Anioła Stróża oraz Mefisto, pojawia się również Orzeł i żmija.
W pokoju znajduje się Mąż, Lekarz oraz 14-letni już Orcio. Lekarz zapowiada, że dziecko ma postępującą ślepotę, aż w końcu jego oczy przestaną już widzieć całkowicie (wątek autobiograficzny: Krasiński także miał z nimi problemy). Mąż pyta wielokrotnie Lekarza, czy nie da się nic zrobić w tej sprawie, że odda pół swego majątku, byle uzdrowić chłopaka. Medyk odpowiada, iż jest to zaćma i nie da się jej uleczyć. Mąż pyta więc Orcia, czy ten jeszcze cokolwiek widzi. 14-latek mówi, że teraz widzi już oczami duszy i słyszy głosy – to mu wystarcza. Tymczasem Głos Skądsiś mówi do Męża: „Twój syn poetą – czegóż żądasz więcej?”.
Którejś nocy Mąż przybiega do Lekarza i z przerażeniem informuje go, że od kilku dni Orcio budzi się o północy i mówi przez sen. Tej nocy chłopak rozmawia ze swoją matką oraz rzecze: „jam się urodził synem światła i pieśni”. Orcio budzi się i w ogóle nie jest w stanie sobie przypomnieć, co się z nim przed chwilą działo, ale że tak, jak jest, to jest dobrze, po czym zasypia na nowo.
Po tym wydarzeniu Mąż wygłasza mowę, skierowaną do pogrążonego już w głębokim śnie syna: „Niech moje błogosławieństwo spoczywa na tobie – nic ci więcej dać nie mogę, ni szczęściá, ni światła, ni sławy – a dobija godzina, w której będę musiał walczyć, działać z kilkoma ludźmi przeciwko wielu ludziom. Gdzie się ty podziejesz, sam jeden i wśród stu przepaści, ślepy, bezsilny, dziecię i poeto zarazem, biedny śpiewaku bez słuchaczy, żyjący duszą za obrębami ziemi, a ciałem przykuty do ziemi – o ty nieszczęśliwy, najnieszczęśliwszy z aniołów, o ty mój synu!”.
Część trzecia:
a) część epicka – apostrofa do Męża:
„Ktokolwiek jesteś, powiedz mi, w co wierzysz – łatwiej byś życia się pozbył, niż wiarę jaką wynalazł, wzbudził wiarę w sobie. Wstydźcie się, wstydźcie wszyscy mali i wielcy – a mimo was mimo żeście mierni i nędzni, bez serca i mózgu, świat dąży ku swoim celom, rwie za sobą, pędzi przed się, bawi się z wami, przerzuca, odrzuca – walcem świat się toczy, pary znikają i powstają, wnet zapadają, bo ślisko – bo krwi dużo – krew wszędzie – krwi dużo, powiadam wam”.
Poeta pyta anonimowego odbiorcę, czy widzi tłumy zalegające pod bramami miasta, które zbierają się w grupki, rozmawiają o czymś tajemniczym, rozbijają namioty, żyją jak jedna wielka wspólnota: „Kubek lata z rąk do rąk – a gdzie ust się dotknie, tam głos się wydobędzie, groźba, przysięga lub przeklęstwo – On lata, zawraca, krąży, tańcuje, zawsze pełny, brzęcząc, błyszcząc, wśród tysiąców. – Niechaj żyje kielich pijaństwa i pociechy!”.
Poeta pyta tego samego odbiorcę (a może wielu? – „czy widzicie…?”) o to, czy dostrzega, jak ludzie ci z wielką niecierpliwością czegoś wyczekują, pragną wzniecić jakiś hałas, zamieszki, szepczą coś sobie wzajemnie, „wszyscy nędzni, ze znojem na czole, z rozczuchranymi włosy, w łachmanach, z spiekłymi twarzami, z dłoniami pomarszczonymi od trudu – ci trzymają kosy, owi potrząsają młotami, heblami – patrz – ten wysoki trzyma topór spuszczony – a tamten stemplem żelaznym nad głową powija; dalej w bok pod wierzbą chłopię małe wisznię do ust kładzie, a długie szydło w prawej ręce ściska”. Wszyscy są głodni i biedni, noszą obdarte ubrania i na czole mają wyrytą chęć zemsty.
Nagle między tłumem tym zapanowuje jakiś „szum wielki”, pyta więc poeta o to, czy „to radość czy rozpacz?”, zadaje pytania retoryczne o to, jakie intencje drzemią w tychże ludziach. Spośród nich wychodzi bowiem jeden, staje na krześle i przemawia do wszystkich zebranych wokół niego: „Głos jego przeciągły, ostry, wyraźny – każde słowo rozeznasz, zrozumiesz- ruchy jego powolne, łatwe, wtórują słowom, jak muzyka pieśni – czoło wysokie, przestronne, włosa jednego na czaszce nie masz, wszystkie wypadły, strącone myślami – skóra przyschła do czaszki, do liców, żółtawo się wcina pomiędzy koście i muszkuły – a od skroni broda czarna wieńcem twarz opasuje – nigdy krwi, nigdy zmiennej barwy na licach – oczy niewzruszone, wlepione w słuchaczy – chwili jednej zwątpienia, pomieszania nie dojrzeć; a kiedy ramię wzniesie, wyciągnie. wytęży ponad nimi, schylają głowy, zda się, że wnet uklękną przed tym błogosławieństwem wielkiego rozumu – nie serca – precz z sercem, z przesądami, a niech żyje słowo pociechy i mordu!”.
Wódz ten przyrzeka zebranym, że zapewni im „chleb i zarobek”. Owym władcą tych dusz jest Pankracy. Ludzie krzyczą wokoło: „chleba nam, chleba, chleba!”, „Śmierć panom, śmierć kupcom – chleba; chleba!”, a także: „Niech żyje Pankracy!”.
b) część dramatyczna – akcja właściwa, dialogi:
Przechrzta siedzi w swoim szałasie (mianem tym pogardliwie zostają określeni Żydzi, którzy dopatrując się rozmaitych korzyści osobistych, zmienili swoją wiarę na chrześcijańską). Na jego stole leży księga. Mówi: „Bracia moi podli, bracia moi mściwi, bracia kochani, ssajmy karty Talmudu jako pierś mleczną, pierś żywotną, z której siła i miód płynie dla nas, dla nich gorycz i trucizna”. Chór Przechrztów odpowiada mu, iż jedynym ich Panem jest Jehowa, że nie ma dla nich innego Boga. Przechrzta zapewnia, że wspólnie pomścić i zniszczyć muszą krzyż, który patronuje chrześcijańskim panom arystokratom. Chór przepowiada im rychłą śmierć – za wszystkie dawne upokorzenia i konflikty, „po trzykroć przekleństwo im!”. Ich miny sugerują bardzo złowrogie nastawienie, są jakoby samoistną zapowiedzią przyszłego rozwoju najgorszych wypadków.
Przechrzta zapewnia, że w miejscu tym, gdzie obecnie panuje ogromne bezprawie, gdzie panowie bez skrupułów wykorzystują swych podwładnych, gdzie szerzy się „rzeź bez końca”, „wolność bez ładu”, dochodzi do zatargów oraz złości – że właśnie tutaj zostanie osadzona nowa potęga Izraela, nowe państwo narodu wybranego. Aby tego dokonać, należy bowiem wpierw „tylko tych panów kilku – tych kilku jeszcze zepchnąć w dół- trupy ich przysypać rozwalinami Krzyża”. Nakazuje po trzykroć splunąć na ziemię Chórowi, aby móc dokonać aktu zemsty, by ta w pełni się wykonała. Nakazuje więc chwilowo schować świętą księgę, ażeby nie była ona niemym świadkiem wypowiadania tych jakże znaczących słów.
Do szałasu wchodzi Leonard – jeden z przywódców rozszalałego, gotowego na wszystko tłumu. Wzywa Przechrztę, aby udał się wraz z nim, bo „ten, który myśli i czuje najpotężniej z nas wszystkich” wezwał go na rozmowę (tj. Pankracy). Chór przemawia słowa zemsty: „Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę ím – oni panów zabiją po błoniach – rozwieszą po ogrodach i borach – a my ich potem zabijem, powiesim. – Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jehowy się ustroją; słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. – Pluńmy po trzykroć na zgubę im, po trzykroć przeklęstwo im!”.
Pankracy pyta Przechrztę, czy ten zna przypadkiem hrabiego Henryka, ponieważ chciałby, aby się do niego udał i przyprowadził przed jego oblicze na ważną rozmowę, która ma się odbyć pojutrze w nocy, zupełnie potajemnie. Przechrzta pyta, ilu dostanie w tym celu ludzi do pomocy, na co otrzymuje natychmiastową odpowiedź, iż udać ma się tylko i wyłącznie sam, gdyż jego strażą ma być imię Pankracego, zaś jego plecami „szubienica, na której powiesiliście Barona zawczoraj”. A jeśli Henryk go zamknie w więzieniu albo zabije, wówczas Przechrzta zostanie męczennikiem za Wolność Ludu.
Leonard dziwi się Pankracemu, że ten chce rozmawiać z wrogiem, podczas gdy wokoło szaleje dziki tłum, który domaga się natychmiastowej zemsty, przelewu krwi i nastania zupełnie nowych rządów – rządów należących do prostych ludzi, nie zaś do arystokracji, jak też było do tej pory. Wychodzi również na jaw, iż panowie ukrywają się w okopach Świętej Trójcy i oczekują na przybycie rewolucjonistów „jak noża gilotyny”. Przez Pankracego przemawia pycha, albowiem jest pewien zwycięstwa swoich zwolenników, arystokratom zwiastuje zatem rychłą klęskę: „Wszystko jedno – oni stracili siły ciała w rozkoszach, siły rozumu w próżniactwie – jutro czy pojutrze legnąć muszą”. Leonard pyta więc, co jest powodem wstrzymania się od ostatecznego ataku, na co Pankracy odpowiada krótko, że jego własna, niczym nie przymuszona wola, od której przecież nie powinno być żadnego odwołania. Leonard zarzuca mu zdradę, przestaje wierzyć w jego szczere intencje, ażeby doprowadzić lud do zwycięstwa, później jednak opamiętuje się, lecz mówi: „Uniosłem się, przyznaję – ale nie boję się kary. – Jeśli śmierć moja za przykład służyć może, sprawie naszej hartu i powagi dodać, rozkaż”. Widząc ten gorliwość, główny przywódca nie chce mu zrobić krzywdy, albowiem dostrzega w swym rozmówcy rzeczywistego bojownika o wolność i sprawiedliwość, pragnie więc pozostawić go zupełnie nietkniętym. Godzą się i zaczynają rozmowę na temat wszelkich przygotowań do ostatecznej walki: „Czy posłałeś do magazynu po dwa tysiące ładunków?”, „A składka szewców oddana do kasy naszej?”. Po chwili temat ten schodzi na hrabiego Henryka, o którego ponownie dopytuje się Pankracy. Leonard odpowiada, iż nie obchodzi go los panów, zatem również i los Henryka, który należy do warstwy obecnie rządzących. Pankracy przyznaje, że interesuje go ta postać, ponieważ – tak jak i on sam – jest wodzem, tyle że obozu wrogów. Z tego tytułu pragnie się z nim spotkać osobiście, spojrzeć w oczy i próbować namówić na przejście na ich stronę, zrzeczenie się swoich przekonań, swego szlachectwa. Pankracy dostrzega w Henryku nie tylko „zabitego arystokratę”, ale również poetę. Leonard przy odejściu pyta raz jeszcze, czy jego pochopne podejrzenie zostaje mu wybaczone, na co wódz rzecze mu: „Zaśnij spokojnie – gdybym ci nie przebaczył, już byś zasnął na wieki”. Zastrzega sobie jednak, że ma się on wybrać wraz z nim na potajemne spotkanie z Henrykiem. Oboje rozstają się.
Pankracy zostaje sam. Myśli o równorzędnym sobie wodzu. Czuje, że to nie jest zwyczajny wróg, którego mógłby po prostu pokonać. Zanim to uczyni, chciałby go wpierw przekonać do swoich racji i w miarę, gdyby przystał na takie rozwiązanie, darowałby mu dawne winy. Z tego też względu wygłasza monolog: „Dlaczegóż mnie, wodzowi tysiąców, ten jeden człowiek na zawadzie stoi? – Siły jego małe w porównaniu z moimi- kilkaset chłopów, ślepo wierzących jego słowu, przywiązanych miłością swojskich zwierząt… To nędza, to zero. – Czemuż tak pragnę go widzieć. omamić? – Czyż duch mój napotkał równego sobie i na chwilę się zatrzymał? – Ostatnia to zapora dla mnie na tych równinach – trza ją obalić, a potem… Myśli moja, czyż nie zdołasz łudzić siebie jako drugich łudzisz – wstydź się, przecię ty znasz swój cel; ty jesteś myślą – panią ludu – w tobie zeszła się wola i potęga wszystkich – i co zbrodnią dla innych, to chwałą dla ciebie. – Ludziom podłym, nieznanym nadałaś imiona – ludziom bez czucia wiarę nadałaś – świat na podobieństwo swoje – świat nowy utworzyłaś naokoło siebie – a sama błąkasz się i nie wiesz, czym jesteś. – Nie, nie, nie – ty jesteś wielką!”. Po tych słowach siada na krześle i rozpoczyna dalsze rozmyślania.
Następuje zmiana miejsca akcji. Mąż przebrany w czarny płaszcz idzie w towarzystwie Przechrzty. Przemierza bór, w którym znajduje się kilka szałasów, namiotów, jest tam także łąka, szubienica, ludzie rozpalają ogniska i skupiają się wokół nich. Mąż, idąc, obserwuje wszystko to, co się w tym miejscu dzieje. Henryk nakazuje Przechrzcie, żeby nie dawał po sobie poznać, że prowadzi wroga, obcego człowieka – ma z nim rozmawiać jak z dawnym znajomym, a przy okazji odpowiadać na wszystkie zadane przez niego pytania, ponieważ w przeciwnym razie zabije go, gdyż w gruncie rzeczy nie dba o jego życie wcale. Pierwszą rzeczą, która zwraca jego szczególną uwagę, jest tajemniczy taniec. Przechrzta odpowiada, iż jest to „taniec wolnych ludzi”. Taniec ten wygląda w ten sposób, iż kobiety i mężczyźni szaleją wokół szubienicy, śpiewają przy tym złe, szatańskie pieśni: „Chleba, zarobku, drzewa na opał w zimie, odpoczynku w lecie! – Hura – hura ! Bóg nad nami nie miał litości – hura – hura! Królowie nad nami nie mieli litości – hura – hura! Panowie nad nami nie mieli litości – hura! My dziś Bogu, królom i panom za służbę podziękujem – hura – hura!”.
Mąż zwraca się do pewnej Dziewczyny, iż raduje go widok takiej wesołej, rumianej niewiasty. Na to ona reaguje tymi oto słowami: „A dyć tośmy długo na taki dzień czekały. – Juści, ja myłam talerze, widelce szurowała ścierką, dobrego słowa nie słyszała nigdy – a dyć czas, czas, bym jadła sama – tańcowała sama – hura!”. Mąż odpowiada jedynie: „Tańcuj, Obywatelko”.
Pod dębem siedzi kilkoro lokajów, którzy nawzajem chwalą się, że dopiero co zabili swoich panów. Cieszą się także, że dopiero podczas morderczej pracy u ludzi z wyższych sfer, pucując ich buty, ścinając im włosy, w pocie czoła to czyniąc – dopiero wówczas poznali swe rzeczywiste prawa i postanowili je wyegzekwować, bez tego wyzysku nie mieliby pewnie o tych prawach najprawdopodobniej bladego pojęcia.
W dalszej kolejności Mąż natrafia na Chór Rzeźników, który wykrzykuje: „Obuch i nóż to broń nasza – szlachtuz to życie nasze.- Nam jedno czy bydło, czy panów rznąć. Dzieci siły i krwi, obojętnie patrzym na drugich, słabszych i bielszych – kto nas powoła, ten nas ma – dla panów woły, dla ludu panów bić będziem. Obuch i nóż broń nasza – szlachtuz życie nasze – szlachtuz – szlachtuz – szlachtuz”.
Kiedy Mąż wita się z pewną kobietą per „pani”, Przechrzta zwraca mu uwagę, by używał raczej innych słów, tj. „obywatelka” albo „wolna kobieta”. Na to Kobieta odpowiada mu: „Jestem swobodną jako ty, niewiastą wolną, a towarzystwu za to, że mi prawa przyznało, rozdaję miłość moją (…) Nie, te drobnostki zdarłam przed wyzwoleniem moim – z męża mego, wroga mego, wroga wolności, który mnie trzymał na uwięzi”. Henryk jest zatem świadkiem zepsucia moralnego, totalnego wyniszczenia zasad nawet u tak czystych istot, jakimi powinny być kobiety.
Kolejną postacią, która przewija się w obozie i którą dostrzega Mąż, jest Bianchetti – „dziwny żołnierz – oparty na szabli obosiecznej, z główką trupią na czapce, z drugą na felcechu, ż trzecią na piersiach”, „sławny Bianchetti, taki dziś kondotier ludów, jako dawniej bywali kondotiery książąt i rządów”. Mąż pyta mu się, nad czym się tak zadumał. Bianchetti wskazuje na „lukę między jaworami”, gdzie dojrzeć można osadzony na górze zamek, a wokół niego „mury, okopy i cztery bastiony” i poczyna zdradzać, jak ma zamiar zdobyć ów zamek, ale powstrzymuje go przed tym Przechrzta.
Mąż jest świadkiem dalszych obrazów ogromnej nędzy, rządzy zemsty, rozpusty i zepsucia obyczajów. Nie ma podziałów na ludzi czystych, niewinnych i na tych złych, wszyscy wydają się być równi w swym opętaniu i szaleństwie, nawet dzieci i kobiety śpiewają szatańskie pieśni, domagają się przemocy i przelewu krwi. Szczególnie agresywnie wypowiada się Chór Chłopów, który w zastraszającym tempie zbliża się do obozu rewolucjonistów: „Naprzód, naprzód, pod namioty, do braci naszych – naprzód, naprzód, pod cień jaworów, na sen, na miłą wieczorną gawędkę – tam dziewki nas czekają – tam woły pobite, dawne pługów zaprzęgi, czekają nas. (…)Wróć mi wszystkie dni pańszczyzny. (…)Wskrzesz mi syna, Panie, spod batogów kozackich. (…)Upiór ssał krew i poty nasze – mamy upiora – nie puścim upiora – przez biesa. przez biesa, ty zginiesz wysoko, jako pan, jako wielki pan, wzniesion nad nami wszystkimi. – Panom tyranom śmierć – nam biednym, nam głodnym. Nam strudzonym jeść, spać i pić. – Jako snopy na polu, tak ich trupy będą – jako plewy w młockarniach, tak perzyny ich zamków – przez kosy nasze, siekiery i cepy, bracia, naprzód!”.
Mąż zwraca się do Przechrzty: „Wasze pieśni, ludzie nowi, gorzko brzmią w moich uszach – czarne postacie z tyłu, z przodu, po bokach się cisną, a pędzone wiatrem blaski i cienie przechadzają się po tłumie jak żyjące duchy”. Po drodze widzi i słyszy jeszcze Chór Zabójców, Chór Filozofów(„My ród ludzki dźwignęli z dzieciństwa . My prawdę z łona ciemności wyrwali na jaśnią. – Ty za nią walcz, morduj i giń”), Chór Artystów („Na ruinach gotyckich świątynię zbudujem tu nową – obrazów w niej ni posągów nie ma – sklepienie w długie puginały, filary w osiem głów ludzkich, a szczyt każdego filara jako włosy, z których się krew sączy – ołtarz jeden biały – znak jeden na nim – czapka wolności – hurracha!”) oraz Chór Duchów („Strzegliśmy ołtarzy i pomników świętych – odgłos dzwonów na skrzydłach nosiliśmy wiernym – w dźwiękach organów były głosy nasze – w połyskach szyb katedry, w cieniach jej filarów, w blaskach pucharu świętego, w błogosławieństwie Ciała Pańskiego było życie nasze. Teraz gdzie się podziejemy?”).
Mąż porównuje tę chwilę niepewności, w której oczekuje na nieznanego sobie zupełnie człowieka, do momentu, w którym Brutusowi-zdrajcy ukazał się niegdyś duch Cezara: „Za chwilę stanie przede mną człowiek bez imienia, bez przodków, bez anioła stróża.- co wydobył się z nicości i zacznie może nową epokę, jeśli go w tył nie odrzucę nazad, nie strącę do nicości. Ojcowie moi, natchnijcie mnie tym, co was panami świata uczyniło – wszystkie lwie serca wasze dajcie mi do piersi- powaga skroni waszych niechaj się zleje na czoło moje.- Wiara w Chrystusa i Kościół Jego, ślepa, nieubłagana, wrząca, natchnienie dzieł waszych na ziemi, nadzieja chwały nieśmiertelnej w niebie, niechaj zstąpi na mnie, a wrogów będę mordował i palił, ja, syn stu pokoleń, ostatni dziedzic waszych myśli i dzielności, waszych cnót i błędów”. Nadchodzi godzina dwunasta, wówczas Henryk zapowiada, iż jest już gotowy do odbycia konfrontacji z drugim wodzem.
Dochodzi do spotkania Pankracego z Henrykiem. Ten pierwszy wyśmiewa się z wiary Męża, mówi, że jego własna jest lepsza i silniejsza. Arystokrata zapewnia, że nie wyrzeknie się wiary jego ojców, którzy przekazali mu „w spadku” panowanie i władzę nad ludem, że wszystko, co czyni, czyni w imieniu Boga, w którego wierzy. Pankracy próbuje przekonać Henryka i zmusić do przejścia na swoją stronę. Nie udaje mu się to, ponosi w tym druzgocącą klęskę. Co więcej – Henryk broni swej klasy, lecz raczej nie tego, jak ona wygląda w tej chwili, ale tego, jak wyglądać powinna, a więc szlachetnej arystokracji, której powierzone zostało opiekowanie się ludem, gdyż tylko taki porządek rzeczy może zagwarantować stałość i zgodę na świecie. Oboje rozstają się, każdy w swoim kierunku, każdy coraz bardziej zdeterminowany do walki.
Część czwarta:
a) opis:
Następuje tutaj „odautorski” opis okopów zamku Świętej Trójcy, gdzie też gromadzi się obóz arystokracji, której przewodzi Henryk: „Od baszt Świętej Trójcy do wszystkich szczytów skał, po prawej, po lewej, z tyłu i na przodzie leży mgła śnieżysta, blada, niewzruszona, milcząca, mara oceanu , który niegdyś miał brzegi swoje, gdzie te wierzchołki czarne, ostre, szarpane, i głębokości swoje, gdzie dolina, której nie widać, i słońce, które jeszcze się nie wydobyło. Na wyspie granitowej, nagiej, stoją wieże zamku, wbite w skałę pracą dawnych ludzi i zrosłe ze skałą jak pierś ludzka z grzbietem u centaura . – Ponad nimi sztandar się wznosi, najwyższy i sam jeden wśród szarych błękitów”.
b) dramat właściwy:
Arcybiskup oficjalnie mianuje Henryka przodownikiem, wodzem obozu arystokratów, powierza mu misję obrony przed obcą religią, aby zachował ciągłość tradycji chrześcijańskiej w swoim narodzie. Obarcza go więc odpowiedzialnością za cały lud. Wszyscy popierają Henryka i przysięgają mu wierność oraz posłuszeństwo do samego końca trwania walk (początkowo proponują mu pertraktacje z drugim obozem, lecz Mąż grozi im za to śmiercią na miejscu).
Mąż pyta, gdzie jest jego syn. Jakub odpowiada, iż zamknął się w celi w wieży północnej i że śpiewa tam prorockie pieśni. Orcio przepowiada ojcu rychłą klęskę jego wojska, albowiem słyszy jęki i widzi oczyma wyobraźni rozlewy krwi. Mężowi wydaje się, że jego syn oszalał i że to tylko omamy, nie wierzy w jego proroctwa, boi się tego słuchać. Odzywają się rozmaite głosy, które wieszczą tragiczny koniec Henrykowi: „Za to, żeś nic nie kochał, nic nie czcił prócz siebie, prócz siebie i myśli twych, potępion jesteś – potępion na wieki” – ten zaś nie widzi nikogo, ale głosy te wciąż odbijają się w jego uszach, co potęguje jego zdezorientowanie. Orcio mówi ojcu, że widział właśnie matkę, która kazała mu coś powiedzieć, lecz w tej chwili mdleje i nie zdąża dokończyć słowa. Mąż przeklina Marię, iż znowu nachodzi ich dziecko.
Klęska obozu arystokratów jest nieunikniona, Henryk chce jednak umrzeć z godnością, wraz ze wszystkimi. Co więcej – zaczyna wytykać rozmaite błędy ludziom z własnej klasy, np.: „A ty, czemu przepędziłeś wiek młody na kartach i podróżach daleko od Ojczyzny?” lub „A ty, czemu uciskałeś poddanych?”. Na te słowa poddani chcą go wydać Pankracemu, lecz Mąż przypomina, że mimo wszystko jest jednym z nich i że wiele wspólnie razem zrobili do tej pory, np.: „Z wami rozbiłem się na skałach Dunaju – Hieronimie, Krzysztofie, byliście ze mną na Czarnym Morzu”, po czym pyta: „Wyście uciekli do mnie od złego pana. – A teraz mówcie – pójdziecie za mną czy zostawicie mnie samego, ze śmiechem na ustach, żem wpośród tylu ludzi jednego człowieka nie znalazł?”.
Mąż prosi Boga o odwagę. W pewnym momencie słychać przeraźliwy strzał – okazuje się, że od strzału tego padł trafiony kulą sam Orcio. Na widok ten Henryk postanawia rzucić się w przepaść, lecz zanim to czyni, wypowiada znaczące słowa: „Poezjo, bądź mi przeklęta, jako ja sam będę na wieki! – Ramiona, idźcie i przerzynajcie te wały!”. Nadchodzi Pankracy i Leonard, ten pierwszy na wiadomość o samobójstwie Henryka, mówi do arystokratów: „on jeden spośród was dotrzymał słowa. – Za to chwała jemu, gilotyna wam”. Oboje dostrzegają bardzo jasne, przeszywające wzrok promienie słońca. Pankracy dostrzega w tych promieniach samego Chrystusa: „Jak słup śnieżnej jasności stoi ponad przepaściami – oburącz wsparty na krzyżu, jak na szabli mściciel. – Ze splecionych piorunów korona cierniowa”. Prosi o odrobinę ciemności, po czym krzyczy: „Galilaee vicisti!” („Galilejczyku, zwyciężyłeś”). Po tych słowach, w objęciach Leonarda, Pankracy umiera.
Opracowanie: Marta Akuszewska Bibliografia: Zygmunt Krasiński “Nie Boska Komedia”, oprc. J. Kleiner, wyd. 7, Wrocław 1962
http://lektury.crib.pl/book/export/html/48907
http://gazetawarszawska.eu/2013/12/30/nie-boska-komedia-oswiecim-27-stycznia-2014/
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.11.04 01:04 blemn Dobra [ty]rada dla podejmujących wyzwanie nieorzechowego listopada

Odpuśćcie. Żeby dodać wam otuchy, ja czyli u/blemn deklaruję otwarcie, że do tej pory narąbałem drewna w każdym dniu tego niezwykle ciepłego miesiąca dwukrotnie, przed porannym i po wieczornym myciu zębów przy użyciu materału pamęciowego i mam stuprocentową pewność, że uczyniło mnie to lepszym człowiekiem. Nie strzelajcie jak z kałacha na udzie raz po raz nowym postem o waszym "uzależnieniu", w skojarzeniu z którym macie wpojone przez odznaczającą się obsesją na punkcie seksu religię katolicką poczucie winy.
Dzięki temu, że zacisnąłem zęby, i jako mężczyzna wziąłem sprawy w swoje ręcę i pociągnąłem za spust, mogłem uniknąć biegania ciągle napalony z pełnym kanistrem jak jeleń po lesie i nieprzerwanego snucia fantazji wokół tematu kopulacji. Dzięki temu jakże istotnemu higienicznemu zabiegowi, który, wierzcie mi, jest regularnie wykonywany przez najlepszych tego świata, mój umysł był czysty i mogłem go w pełni użyć by stawić czoła wyzwaniom intelektualnym dnia codziennego. Ta umiejętność kontemplacji, autorefleksji i rozważania również na tematy odległe od rozmnażania jest właśnie tym co odróżnia nas od zwierząt i daje nam godność jako istotom ludzkim.
Nie dajcie się zwieźć słodkim słówkom szeptanym wam do uszu przez autystów z czterokanału, obiecujących ponadnaturalne moce w zamian za wystawienie swojego organizmu na pastwę pierwotnej rządzy, która wyewoluowała zanim ludzie jeszcze nauczyli się sadzić zboża i tworzyć zorganizowane osiedla. Uwolnijcie się od tego balastu i stańcie się istotami wyższymi. Bracia, zróbmy dziś razem pierwszy krok na drodze ku budowie lepszego świata. Nieorzechowy listopad? Gwiżdżę na to! Miejmy odwagę dumnie i z podniesioną głową wieźć orzechowe życie.
submitted by blemn to Polska [link] [comments]


2018.06.23 17:47 Arald98 Polki to roszczeniowe suki

Wiecie co jest w Polkach najgorsze? Ich podejście do mężczyzn. Kontrast pomiędzy butnymi i roszczeniowymi Polkami a np. Azjatkami czy Arabkami jest szokujący. Opiszę wam pokrótce te subtelne różnice bo oprócz wielu Polek miałem też kilka Azjatek (Filipiny, Tajlandia, Wietnam) oraz kilka Arabek (Maroko, Tunezja, Egipt). Przeciętna Polka ma takie podejście - 'wystarczy to, że jestem, nie muszę nic robić ani się starać, Ty się wszystkim zajmiesz, a jak nie to inni czekają w kolejce aby Cię zastąpić'. Wychowani wśród takich kobiet uważamy to za normę i dopiero obcowanie z niewiastami z innych kręgów kulturowych otwiera nam szeroko oczy. Wg Polki to mężczyzna ma wszystko robić, organizować wolny czas, wymyślać randki, starać się, a ona ma prawo go kompletnie olać, wyśmiać lub wyszydzić. To normalne, że można odrzucić czyjeś zaloty, ale Polki bywają bardzo przykre, gdyż przywykły do bycia podrywanymi i gdy podejdzie do nich przeciętny stulejarz to nie mają skrupułów aby zmieszać go z błotem. U Azjatek czy Arabek to nie do pomyślenia - tam jeśli mężczyzna interesuje się kobietą to nie zostanie przez nią wyśmiany i nie zostanie mu postawiona lista niemożliwych do zrealizowania oczekiwań. Jeśli jej się nie spodobasz to i tak porozmawia z Tobą długi czas w milutki sposób po czym powie, że jednak nie, przykro mi. I rozumiesz, takie jest życie. Arabki czy Azjatki są bardzo otwarte, uważają, że mężczyzna może zaraz zmienić zdanie i zainteresować się inną więc same będą prowadziły rozmowę, zapraszały w ciekawe miejsca, zalotnie się uśmiechały, zabiegały o Twoje względy, bo w tych kulturach kobiety szanują mężczyzn.
Największe różnice widać jednak w bliższej relacji - czułość, seks, wspólne życie. Polka nie powie wprost, że chce uprawiać seks, bo wychodzi z założenia, że to Ty masz się domyślić, że tego pragnie dając jakieś dziwaczne sygnały. Ok, to nawet nie jest wielki kłopot, bo co bardziej kumaty gość wie kiedy atakować, ale problem pojawia się chwilę później. Większość Polek w łóżku po prostu leży jak kłoda i uznaje, że to powinno mężczyźnie wystarczyć, bo to on ma się wszystkim zająć. Co gorsza, Polki nie są wyuzdane, często nawet nie rozbierają się do końca przy mężczyźnie, nie akceptują seksu oralnego, analnego lub pozycji górnych. Seks z Polką wygląda zatem tak, że całujecie się, ona zdejmie tylko spodnie i powie 'wejdź we mnie' a Ty oczywiście to robisz, bo Twoje ciało tego pragnie, jednak od strony psychicznej nie jesteś w 100% usatysfakcjonowany. Ona leży jak kłoda, a Ty pracujesz w pocie czoła, ona ma zaciętą minę i ledwo co jęczy bo przecież nie wypada by sąsiedzi słyszeli, a Ty masz ją jeszcze trzymać za cycki, ona myśli tylko o sobie po czym kończysz i to tyle - krótki pocałunek, przytulenie, można iść spać. Jeśli Polka obudzi się pierwsza to będzie bawiła się telefonem, telewizorem albo po prostu Cię obudzi abyś wstawał bo się nudzi i spyta 'co mi zrobisz na śniadanie?' tak jakby to był Twój obowiązek, śniadanie do łóżka dla księżniczki. A wierność? Polki zdradzają jak popadnie, uważając, że to normalne. Ciężko im zaufać. Arabki czy Azjatki nigdy nie zdradzają swoich mężczyzn, są wierne jak owieczki. Mój pierwszy kontakt z Arabką był dla mnie szokujący.
Wiedziałem, że one chodzą w tych swoich tunikach tylko po mieście a w domu po kobiecemu, ale nie przypuszczałem, że są aż tak liberalne seksualnie i takie kochane. Arabka potrafi sama rozpocząć seks, zawsze rozbiera się do naga, dla niej seks oralny czy pozycje górne to coś zupełnie normalnego, bierze też w pupę, podczas seksu jęczy tak głośno ile decybeli dał jej Allah. No i te nastawienie. Arabka ciągle patrzy Ci w oczy z pożądaniem, bawi się seksem, jest czuła, mówi Ci miłe rzeczy, dba o to by było Ci dobrze, a po wszystkim całuje Cię, przytula i mówi jak było super. Jeśli z rana Arabka obudzi się pierwsza to będzie leżała nieruchomo i czekała aż się obudzisz, przywita Cię soczystym buziakiem i spyta 'co książę życzy sobie na śniadanie :) ?', po czym podajesz jej jadłospis, a ona pójdzie do kuchni i.. nie, nie, nic bardziej mylnego, zanim pójdzie to jeszcze zrobi Ci pieniężnego loda połykając Twe nasienie i dopiero uśmiechając się pomknie w stronę kuchni aby przygotować jajecznicę czy co tam sobie życzysz. I tego właśnie pragnie każdy mężczyzna, nie wiecznych wymagań i roszczeń, a właśnie takiego podejścia, po którym od razu chce się żyć, chce się starać, dać jej szczęście, następnym razem zrobić śniadanie. Azjatki są takie same, zwłaszcza w Wietnamie obsługiwały mnie jak białego boga. Żeby nie było, że generalizuję - oczywiście, że są Polki, które są 'normalne' w tych kwestiach, miałem kilka takich i to są złote kobiety, narodowy skarb, ale one same często mi mówiły, że gdy rozmawiają z koleżankami na te tematy to koleżanki mówią, że nigdy nie robią loda, nie skaczą, nie robią śniadania, że 'facet' ma się o wszystko starać, inicjować tematy rozmów i atrakcje bo ona jest księżniczką. Większość Polek to porażka w tych kwestiach. I tak, zdarzają się też 'świętojebliwe' Azjatki czy Arabki, ale jeśli wszystko uśrednimy to Polki się do nich nie umywają. Roszczeniowe suki to zbyt mocne słowa, ale naprawdę rozumiem Polaków, którzy biorą sobie za żony wschodnie kobiety.
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.05.22 16:29 Arald98 Gwałt: prawdziwy Polak vs Muslim

Z racji całkiem niedawnych ogłoszeń, że w Polsce dziennie dokonuje się średnio 200 gwałtów, a konkretniej barwnych pod tym newsem komentarzy jakoby lepiej być zgwałconym przez Polaka niż Muslima/Czarnego- naszła mnie pewna refleksja, jak właściwie wygląda(łby) taki gwałt w którym gwałcona jest taka prawdziwa Polka, co obcemu się nie da ale rodakowi jak najbardziej?
Wyobrażam sobie zatem w ramach tych refleksji podobną sytuację: Idzie sobie taka dumna matka Polka przez osiedle znane i uznane powszechnie za patologiczne. Na twarzy myślą nieskalanej rysuje się skupienie, w jej głowie właśnie rozważane są sprawy narodowe... "kura czy za te pińcet plus to starczy mi na solare w tym tygodniu; jprdl guwniakowi trza jeszcze obiad zrobić; eh ciekawe czy Seba dalej w dobrym humorze to może dziś nie uderzy... taki łobuz z niego ale wiadomo taki kocha najbardziej, na Walentynki mnie kwiaty kupił... trzy lata temu..." i idąc tak i dumając nie zauważa, że coraz bardziej od tyłu zbliża się wąsata na wzór husarii i tłusta na wzór świnii bestia. I gdyby właśnie nie imaginowała sobie cudownego dźwięku młotka rozbijającego kotleta schabowego- być może usłyszałaby, że zbliżający się mężczyzna mruczy sobie pod wąsem: "kurła ale kobita... kwii ale bym ją... i tu ma i tu... chrum! A zresztą co mi tam kurła, Halynka i tak nie da... chrum". I przyspiesza, dopada ofiarę. Prawa ręka na brzuch, lewa na usta zanim zdąży pisnąć. Na szczęście atakującego, płynąca z ręki woń cebuli i gówna obezwładnia ofiarę skuteczniej niz mieszanka gazu łzawiącego i policyjnej pałki. Kobieta mdleje, jej ciało wiotczeje, a grubas czym prędzej ciągnie ją w krzaki by dokonać aktu penetracji. Szczęśliwy włożył jej co miał włożyć mimo pewnych trudności (a mianowicie, że brzuch dłuższy od kutasa) i rozpoczyna swoje dzielo stworzenia, wzdychając przy tym ciężko: "chrum... kurła... kwiii... chrum..." Kobieta w tym czasie się budzi, wyrywa i wrzeszczy, nikt oczywiście nie reaguje bo na polskim osiedlu codziennie ktoś bije swoją żonę wiec do wrzasków są przyzwyczajeni, a na policje nikt nie zadzwoni bo JP 100%. Kobieta więc widząc, że, będąc przygniecioną 120kg cielskiem, nie ma szans na wydostanie się z tej sytuacji chwyta się ostatniej deski ratunku. -Przepraszam, jakiej pan jest narodowości? -Co?- odpowiada zaskoczony nagłym pytaniem gwałciciel. -No... jest pan Polakiem? -No chyba słyszy pani, że po polsku jęczę! Na twarzy kobiety maluje się wyraźna ulga. Nagle jej twarz spina się, w oczach pojawia się strach, a brwi marszczą- przypomniała coś sobie... -A jakiego pan jest wyznania? -Co kurła?!- zdziwienie napastnika sięga zenitu, chciał se tylko poruchać za darmo, a ta go tu wypytuje o narodowość i prowadzi jakieś dyskusje telo... tejogolo... no tejologolyczne!- no ja żem był chrzczony to katolik. Teraz kobieta całkiem się rozluźnia, na jej twarzy pojawia się nawet delikatny uśmiech. -No Bogu dzięki! Ja to się już bałam, że jakiś Arab czy inny brus! Hohoho, no wie pan, tyle się teraz słyszy o tych uchoćcach, że kobiety gwałcom i bijom i w ogóle... tacy to gwałcą zbiorowo, pałką przez łeb i po wszystkim jeszcze kopią... a Pan? Pan to tak delikatnie, że prawie nie czuję, sam Pan podszedł, delikatnie odurzył i dopiero, no dżentelmen jakich mało! -A weź pani... wcale nie...-rzekł zarumieniony Polak-Katolik z fałszywą skromnością- Ale kurła, jakbym takiego ci**aka spotkał to bym chyba zajebał! Chcom nam narzucić swoja kulture! Kurwa tylko po zasiłky przyjechali, po moje cienszko zarobione piniodze! -Chwila... ja Pana chyba skądś znam, nie spotkaliśmy się może wcześniej? -Chyba nie, to mój pierwszy gwałt... -Już wiem, pamiętam! Wujek Tadzio! Aleśmy się długo nie widzieli chyba ostatni raz to u Bożenki na ślubie. -Alicja? Alusiu jak ja żem Cię dawno nie widział, pamiętam jak jeszcze taka mała byłaś! A teraz proszę, rosła piękna kobita! Takom to bym... och, gdybym tylko młodszy był... no ale jak to się Alusia z wujkiem wita? Zaraz proszę dać buzi w wąsa! -Hihihi z wujka to zawsze był taki żartowniś! No dobrze dam... och jak kłuje, hihihi -O tak jeszcze je...- i w tym momencie Tadziowi strzeliły dwa narządy w tym samym czasie- mała pomarszczona parówka zwana kutasem i zbitek tłuszczu, cholesterolu i odrobiny mięśni zwany sercem. Chwilę zajęło Alusi zanim pojęła, że ukochany Tadzio-gwałciciel kopnął w kalendarz. Cudem wydostała się z pod niego, przystanęła chwilę nad jego truchłem i oddała się zadumie nad kruchością życia ludzkiego, a także nad ojczyzną i oddaniem wobec niej. Oto zginął bohatersko kolejny potomek żołnierzy wyklętych, robiąc dokładnie to co oni w miejscu podobnym do tych w których się chowali. Oddając mu honory pochowała go wedle zwyczaju z tym co miał przy sobie (kawałek niedojedzonego kebaba i dwie puszki piwa marki VIP) pod garścią liści, z gałązek formując prowizoryczny krzyż. Po zastanowieniu jednak zabrała ze sobą piwa, Seba się ucieszy i dziś nie uderzy...
No i miała rację Seba jej wtedy nie przypierdolił, przypierdolił dopiero 9 miesięcy później jak urodziła bachora i okazało się, że to nie jego. Ta kobieta więc zostaje wypierdolona z gówniakiem na bruk, bo rodzice pohańbionej i bez ślubu z ojcem nowego bachorka pod dach nie wezmą. Kobieta więc ma prawdziwą boleść, bo ojcu dziecka zmarło się zanim zdążył sie oświadczyć albo chociaż jakieś alimenty wpłacić, miałaby też co prawda traumę z powodu gwałtu ale przecież dokonał go Polak więc tak właściwie nie ma problemu, w jej mniemaniu po prostu spełniła swoją rolę wobec ojczyzny, a jako, że tak delikatnie było i przez osobę bliską to prawie jak nie gwałt w sumie... no i wszystko zostaje w rodzinie. :)
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.05.16 01:28 koops6 Satanista

SATANISTA
Kilka lat temu poszliśmy ze znajomymi do klubu. Było nas dość sporo, każdy miał wolne bo to dzień po świętach bodajże, mieszana grupa. Zabalowaliśmy hardkorowo, było już pewnie koło 3 w nocy, każdy ostro nawalony i w zasadzie to mieliśmy już kończyć ten jakże uroczy wieczór i rozchodzić się do domów.
Jednak wtedy mój dobry ziomek oznajmił że spotkał w klubie swojego kumpla, mega kolesia którego musimy poznać bo jest zajebisty i chce nas zabrać do siebie na domówkę. No git, przedni pomysł.
Jednak nim powiem coś więcej to muszę Wam wytłumaczyć w paru zdaniach jakim człowiekiem jest tenże mój kolega (którego na rzecz tego fanpage będziemy tutaj zwać DŻONY SNAJPER, bo tak ;d). Otóż Dżony jest całkiem inteligenty, możesz z nim pogadać na wiele tematów, może nie jest super ekspertem ale w każdy zna chociaż powierzchownie, ma własne zdanie itd.
Ale ... jest też patosem w chuj ;D Może nie takim co biega po ulicy, wali typów z bara, zaczepia kobiety itd ale jest takim konkretnym, specyficznym patosem że nawet wszystkie "mordeczki" w naszym mieście go na swój sposób respektują - bo nie ma to jak biegać po mieście nago po naćpaniu się koki, co nie ? xD Albo nachlać się absyntu i udawać wężosmoka w centrum handlowym.
No i ogólnie kolo jest dość znany i lubiany czy to w środowisku niedorozwiniętych uśmiechających się szkorbutem i parujących fetą zwierząt, czy też normalnych ludzi - z każdym znajdzie wspólny język i temat - czy to z nerdem, czy ze studentką filozofii czy z typem co wyszedł z paki w ktorej siedział 20 lat za zajebanie swej rodziny - i co więcej każda z tych osób zapała do niego sympatią.
Dżony Snajper ma niestety pewne dwa minusy - po pierwsze nie zna słowa "dość" gdy chodzi o imprezowanie, a po dwa ... cóż, ciężko to wyjaśnić ale on gloryfikuje patologię. Sam z niej nie pochodzi ale lubi z takimi przebywać, wydaje mi się że naoglądał się za małolata filmów w stylu Trainspotting i zakochał się w zyciu żyjących poza system samobójców.
Tylko że w filmach tacy ludzie mają ideologię, są inteligentni, mają zasady - a w prawdziwym zyciu są oni często ścierwem najgorszego sortu - co z tego, Dżony po pijaku bawi się z takimi, zaprosi takich do domu, wpuści na imprezę przy ogólnym niesmaku towarzystwa. I nie widzi że naćpany typ którego wpuścił nie umie sklecić dwóch zdań, a oczami biega po mieszkaniu z nadzieją że coś ukradnie albo zgwałci - nieee, w jego oczach ma przed sobą buntownika o wolność i deptanie norm narzuconych przez zaśniedziałe społeczeństwo.
Cóż, teraz więc wiecie czemuż to po oznajmieniu mi przez Dżonego Snajpera że spotkał "świetnego kolesia którego musimy zapoznać i weźmie nas na swą domówkę o 3 nad ranem" byłem w zagwozdce niczym prawdziwy hazardzista - albo czeka mnie dziś jakaś świetna, szalona impreza którą zapamiętamy na resztę życia albo znajdę się otoczony wyrzutkami których nie chciano nawet w więzieniu.
Decyzję trzeba było podjąc natychmiast bo akurat mieliśmy opcję podwózki i jeżeli nie zdecydujemy teraz to dupa, bo "świetny koleś" jedzie teraz i jak się nie zabieramy to nie czeka na nas bo na domówkę mu spieszno. Moja grupa była w stanie nietrzeźwości i późno-nocnego niezdecydowania tak więc Dżony Snajper utkwił oczekujące spojrzenie we mnie, i wiedziałem że to moje zdanie i ma odpowiedź przeważą w naszych dalszych losach.
Żałując ze nie było mi przed odpowiedzią chociażby zerknąć na "świetnego kolesia" postawiłem wszystko na jedną kartę i rzuciłem "No kurwa, jasne że jedziemy."
Dżony Snajper uszczęśliwiony pobiegł w tłum kłębiący się w klubie i za chwilę przyprowadził swojego znajomka - i tak oto poznałem Satanistę.
I wtedy też dotarło do mnie jak złą decyzję podjąłem.
Cóż tego że była zła i znalazłem się w patologii to pewnie się domyślacie, bo inaczej bym tego nie opisywał tutaj, prawda ? Opis Satanisty i jego domóweczki wieczorem albo jutro - ciao bambino, ciąg dalszy nastąpi !
Dżony Snajper przyprowadził "tego świetnego kolesia którego musimy poznać". Był to wychudzony, powykręcany od fety typ z mordą który świadczyła jednocześnie o tym że jest i lamusem jak i patogenem. Wyraz twarzy z kolei świadczył o tym że sam ledwo ogarnia.
Wyszliśmy przed klub, szybka rozkmina kto idzie a kto nie. Dżony wrócił się do wnętrza lokalu, znaleźć i wypytać resztę ekipy o to czy chcą iść na tę domówkę. Wszyscy mieli dość ciężki przekaz, jedna z koleżanek była tak napierdolona że trzeba było ją praktycznie nieść. Znajomi próbowali ją ogarnąć a ja tymczasem stałem ze "świetnym kolesiem".
On tymczasem, mimo iż był konkretnie najebany, łaził w te i we wte (pewnie przez fetę), rozkładając chude łapsa na boki, tak że mógłbym mu pomiędzy ramię a brzuch wsadzić łeb a jeszcze ktoś koło mnie by się zmieścił. Wyciągnął telefon i puścił jakiś rap na cały regulator.
Czekamy na Dżonego, zaczynam się wkurwiać i żałować decyzji. Nagle nasz nowy towarzysz mnie zagaduje :
Spojrzałem na niego lekko zaskoczony, nie bardzo wiedząc jak skwitować te wyznanie. Na szczęście nie musiałem bo zaraz sam się odezwał ponownie.
Dopiero wtedy sczaiłem że z jego telefonu rzeczywiście rozlegają się utwory Słonia. Wiecie, zapewny gdyby on powiedział mi o tym sataniźmie dzisiaj czy pół roku temu to od razu zrozumiałbym że to przez bycie fanem Słonia. Jednak to było kilka lat temu, Słoń wydał dopiero jedną czy dwie płyty, nie był tak znany i na topie, tak więc nie skojarzyłem faktów od razu.
W sumie to zabawne, jeszcze niedawno każdy pseudofan hip-hopu wyzywał "brudasów" od satanistów a teraz sam dumny się tak zwie (przez "brudasa" mam na myśli metalowca, nowe pokolenie pewnie słysząc "brudas" myśli teraz o Muzułmanach ;D).
"Satanista" łaził w prawo i w lewo, wożąc się i machając chudymi łapkami, cały czas nakurwiając na full muzę.
Chwila ciszy. Widzę że nie ogarnia. Nagle ni z gruchy ni z pietruchy.
Zawył. Kilka wychodzących z klubu grupek nie zwróciło uwagi, inni się śmieli lub przyspieszyli kroku. Parę osób krzyknęło do niego coś w stylu "Stul tę pizdę lamusie !"
A mnie zaczęła odchodzić ochota podążenia na tę "domówkę". Chociaż wciąż po cichu miałem nadzieję że typ nie okaże się patologią (to znaczy : poza tym że umysłową) a będzie jedynie bananem który pozuje na rąbniętego chłopaka z ulicy by wyglądać "groźnie" a na chacie będzie normalne party pełne spoko ludzi którzy mają go w dupie i po prostu korzystają z wolnej chaty tego podludzia.
Nie byłby to pierwszy raz.
Objął mnie ramieniem i poklepał. Parował fetą i pachniał potem.
Dżony i reszta ekipy wyszli. Podjechały nagle jakieś dwa auta, jak się okazało oba prowadzone przez znajomych Dżonego.
Szybka piłka kto jedzie na tę domówkę Satanisty, kto zostaje w klubie, kto idzie do domu. Ludzie mają ciężki przekaz, schodzi się, kierowcy się niecierpliwią. Satanista jeszcze kilku osobom powiedział że o tym kim jest, i jeszcze kilka razy zapytał dlaczego (okazuje się że to dlatego że słucha Słonia, dacie wiarę ?) .
Finalnie wypadło na to że poza gospodarzem jadę ja, Dżony Snajper, nasz w miarę trzeźwy kumpel który podobnie jak ja miał minę w stylu "pożałujemy tego", nasz inny kumpel który był na granicy wyjebania się na pysk z przepicia, oraz dwie koleżanki - jedna najebana jak Meserszmit oraz druga która była dość ogarnięta i chyba jechała z nami bo włączyło jej się w głowie że musi porobić nam za niańkę.
Wsiedliśmy do aut, koledzy Snajpera byli na tyle mili (lub w niego zapatrzeni) że obaj przyjechali o 3 w nocy tylko po przerzucić jego (a także i nas) z jednego końca miasta na drugi. Debile albo dobrzy przyjaciele.
Usadowiliśmy się w autach i jedziemy. Niestety byłem w tym samym aucie co gospodarz czekającej nas imprezy, tym samym musiałem słuchać pewnego dialogu o jego upodobaniach religijno-muzycznych (możliwe że Wam wspominałem ?) który powtórzył każdemu, w tym kierowcy, minimum 3-5 razy.
Gdy auta wjechały do dzielnicy armeńskich imigrantów wiedziałem już że moje nadzieje o normalnej imprezie są jednak mrzonką.
Dotarliśmy w końcu na miejsce - obskurna dzielnica do której lepiej się nie zapuszczać, no chyba że w czołgu. Wysiedliśmy, ekipa siedmioosobowa licząc z Satanistą. Pomogliśmy wyjść koledze i koleżance którzy już niedomagali. Dżony zamienił parę słów z kierowcami i obaj się zwinęli, a ja zacząłem żałować że nie odjechałem z nimi.
Satanista tymczasem zaczął nas prowadzić - szczerze mówiąc to zdziwiłem się że czeka nas dłuższa podróż z buta bo najbliższe budynki zdawały mi się przeznaczone co najwyżej do rozbiórki. Już miałem zapytać Satanisty czemu nie kazał nas podwieźć pod swój blok/dom tylko zostawić nas w tej opuszczonej okolicy, kiedy, pogłębiając me zdziwienie, wszedł on do jednej z rozpadających się kamienic.
Wymieniłem znaczące spojrzenie z trzeźwym kumplem i trzeźwą koleżanką. Wzruszyli ramionami. Nie uszło to uwadze Dżonego Snajpera i wydawało mi się że on sam jest zakłopotany sytuacją w którą nas wciągnął. Pozostałym towarzyszom - czyli idącym niemal na czworaka kumplowi i kumpeli było wszystko jedno.
Po wejściu do klatki schodowej okazało się budynek z pewnością nie jest opuszczony - zewsząd dobywały się dźwięki patologii - wrzaski, wyzwiska, płacze dzieci, ujadanie psów, dźwięki których określać nawet nie mam zamiaru, oraz muzyka najgorszego sortu wydobywająca się z bardziej pierdzących aniżeli grających urządzeń. Gdzieś z głębi dobywała się muzyka - sądziłem że to na ta cała wspomniana domówka Satanisty.
Jednak okazało się że nie - minęliśmy dziurawe drzwi które nie tłumiły dźwięków imprezy (dziura w drzwiach nie była nawet niczym zakryta i można było spokojnie wsadzić tam głowę i ujrzeć dantejskie sceny dziejące się w środku) i ruszyliśmy na górę. Było ciemno, więc szliśmy po omacku, drewniane schody skrzypiały, wielu z nich brakowało. Były niesamowicie strome. Moja koleżanka, ta trzeźwiejsza, potknęła się w pewnej chwili ale złapałem ją za dłoń. Wiedziałem że gdyby dało sie cokolwiek dojrzeć to wysyłałaby mi oczyma bezgłośny sygnał "WYPIERDALAJMY STĄD, I TO JUŻ." Zamiast tego wbiła mi nagle paznokieć w przegub - znamy się na tyle że była to zrozumianym przeze mnie zamiennikiem.
Cóż, szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko opuszczeniu tego miejsca - wręcz pragnąłem tego. I nie oponowałbym by oznajmić to przy Sataniście, mniej lub bardziej umiejętnie kryjąc oczywiste tego powody. Wiedziałem natomiast dwie rzeczy : A - Reszta ekipy ma słabą wolę i wystarczy jedno słowo Dżonego znaleźli się pod jego czarem i by ochoczo szli z nim choćby do chlewu, ciesząc się z nadchodzącej przygody. B - Dżony będzie nas namawiał, święcie wierząc że patologiczni ludzie skrywają w swych sercach dobro i jakąś tajemniczą, mistyczną mądrość, którą cuchnący niedorozwój się z nami podzieli pijąc wódkę, a my doznamy objawienia i obalimy system.
Stwierdziłem że wejdziemy a za pół godziny zacznę dawać sygnały mądrzejszej i trzeźwiejszej części ekipy że robimy sprytną ewakuację. Dżony niech zostanie i zdycha na dżumę jeżeli tak mu się to podoba.
Weszliśmy na, jak zdawało mi się, najwyższe z pięter tej parodii przedwojennej kamieniczki. Okazało się że przed nami stanęły jeszcze jedne schody - strome, pionowe wręcz niczym drabina. Wyglądało to tak jakby na najwyższym piętrze ktoś dobudował "izbę" jak pawlacz, bo mieszkań mało a trzeba upchnąć całą patologię.
Jakiś cudem cały orszak wlazł tam i nikt, nawet ci ledwie trzymający się na nogach nie zrobili sobie krzywdy.
Stanęliśmy przed popękanymi drewnianymi drzwiami. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, poza tym w tym miejscu klatki wpadało nieco światła z zewnątrz, także mogłem obserwować Satanistę. Myślałem że wyciągnie klucz ...
... okazało się że nie. Wsadził rękę do wybitej dziury w drzwiach. Zamka do drzwi nie było. Gmerał tam przez chwilę. Nagle zawył KURWO JEBANA. Zaczął szukać czegoś na podłodze. Podniósł coś co wyglądało na mały metalowy albo drewniany hak. Wsadził go w tę dziurę i zaczął ponownie gmerać aż usłyszeliśmy jakieś dziwne metalowe kliknięcie a drzwi się otworzyły. Zweryfikowałem swe plany : "pół godziny to za wiele, pieprzyć konwenanse, spierdalamy za 5 minut".
Nadzieja matką głupich. Jeżeli po wejściu do kamienicy miałem jeszcze jakąkolwiek nadzieję (chyba tylko przez upojenie alkoholowe) to widząc jak Satanista otwiera drzwi za pomocą haka którym grzebał w dziurze - porzuciłem resztki tejże nadziei i uznałem że nic co dojrzę wewnątrz nie zdoła mnie już zaskoczyć.
Gdy weszliśmy, gospodarz zapalił lampkę - więc jednak, pomimo ciemności na klatce, do kamienicy musiał być podłączony prąd (chyba że działała na baterie, nie przyjrzałem się). Pokoik, a raczej izbę oblało na tyle światła że można było od biedy nazwać to co nastało "półmrokiem".
Pokoik miał może z 4 na 5 metrów. Co (jednak !) mnie zaskoczyło to to że nie było żadnych drzwi. Nic, nada. Nawet drzwi prowadzących do jakiegoś kibla - uderzyło mnie to od razu. Ot, dziurawe drzwi którymi weszliśmy oraz duże okno naprzeciwko nich. Ten pokoik stanowił zarazem całe mieszkanie.
W pokoju znajdowały 3 (oddalone od siebie na tyle ile się dało) łóżka-barłogi. Pośrodku stał mocno odrapany stolik, pełen dziur, pozasychanych (chyba) glutów i pozdzieranych naklejek które pamiętały jeszcze pewnie komunę. Jedyną rzeczą która była tutaj nowa była wielka plazma (orzechy przeciwko diamentom że kradziona ?) ktora jednak stała na wysokości kolan, na drewnianym czymś co zapewne było kiedyś taboretem. Sam telewizor nosił na sobie ślady które widać było nawet w półmroku - jakby by jakiś czas temu obrzygany albo oblany a nikt nie zadał sobie dostatecznie wiele trudu by wyczyścić go bardziej aniżeli "z wierzchu".
Tyle dojrzałem w tym półmroku. Nie dostrzegłem wtedy nawet że w najdalej oddalonym barłogu ktoś śpi pod kocami.
"Cóż, nie jest tak źle" - pomyślałem wtedy - "Mam co najmniej dwoje sprzymierzeńców, trzeźwego kumpla i trzeźwą kumpelę. Kiedy powiemy zaraz że czas spierdalać z tej jakże zacnej domówki to oni od razu mnie wesprą. Tamta pijana dwójka będzie się upierać żeby posiedzieć (z lenistwa i pijaństwa) ale zaciągniemy ich. Dżony Snajper będzie udawał zaskoczonego ale też się nie będzie się opierał widząc gdzie my jesteśmy. Satanista z kolei mnie nie obchodzi.
Cóż i tak pozostaje się cieszyć że nie znaleźliśmy się wśród 20 wytatuowanych i zaćpanych koksów."
Usiedliśmy na łóżku blisko drzwi. Ja, moi trzeźwy i nietrzeźwy kumple. Obok walnęliśmy tę nawaloną koleżankę. Ta trzeźwiejsza kucnęła obok nas - nie chciała nawet siadać. Dżony jako jedyny usiadł z gospodarzem, chyba tylko po to by nie było głupio że wszyscy się gnieżdża z dala od niego.
Sataniście to jednak i tak nie przeszkadzało - feta, albo coś innego, dało o sobie znać - znów puścił z telefonu Słonia i wożąc się, porykując coś pod nosem łaził w kółko gibając sie jak Indianie w bajkach gdy tańczą wokół totemu.
Dżony walił jakieś niemrawe żarty by rozluźnić atmosferę. Satanista porykiwał śmiechem, tak samo mój pijany kumpel. Koleżanka która zgasła też chichotała od czasu do czasu, gdy coś do niej dotarło. Ci trzeźwi odpowiadali mruknięciami i półsłówkami. Było już jasne że TO jest ta cała "świetna domówka świetnego koleżki", a poza nami to gospodarz jest jej jedynym gościem.
Wysłałem Dżonemu wkurwione spojrzenie. Gdy spojrzał mi w oczy z drugiego końca pokoju, odpowiedział mi spojrzeniem, który przez wieloletnią znajomość zrozumiałem jako "no co ?".
"Ty już kurwa wiesz co" - wsadziłem telepatyczny przekaz w me spojrzenie i nić znajomości. Wzruszył ramionami.
Trzeźwa koleżanka zapytała czy wyjdę z nią na dwór na fajkę. Satanista od razu że tu można palić - jasne, przecież kurwa widzimy że pety leżą po całej podłodze. Ona jednak że chce wyjść na dwór w jakimś celu, chce pogadać. Wyszliśmy.
Na zewnątrz oznajmiła mi tylko że już tam nie wraca, że zamawia taksówkę i spierdala. Bała się, brzydziła - nie winiłem jej nawet za to że zostawia mnie tam. Dobrze wiedziałem co jest grane : my się będziemy męczyć i czekać aż ci pijani zdecydują się pójść stamtąd, oczywiście zbyt najebani by zrozumieć że to jedyna opcja którą rozpatrzył by każdy normalny człowiek. A nawet jeżeli zacznie to do nich docierać to Dżony będzie pierdolił że jest przecież fajnie a ci idioci będą wierzyć, nie wiedzieć czemu ulegając jego krasomówstwu.
Zapytacie pewnie - czemu nie napisać sms'a temu trzeźwemu kumplowi co został i nie odjechać we trójkę ? Odpowiedź jest prosta : zostawilibyśmy w patologii, poza Dżonym i tym pijanym kumplem - tę nawaloną do nieprzytomności koleżankę.
A nie ufałem tym dwóm na tyle by ją z nimi pozostawić. Wiedziałem że w popartej alkoholem naiwności gdy będą się zbierać to są w stanie ją zostawić tam, wierząc w słowo Satanisty że nic jej przecież nie będzie.
Wyobrażacie sobie co by się stało z upitą do nieprzytomności dziewczyną z dobrego domu gdyby została całą noc w takim miejscu, w łóżku naćpanego gnoja ?
Tak więc widzicie, sytuacja nie była zabawna. Podjechała taksówka, moja znajoma przeprosiła mnie po raz kolejny, wymusiła kolejną przysięgę że za nic nie zostawię tamtej i odjechała. Zapewniłem że nie mam jej tego za złe ale jednak, gdy odjechała, poczułem ukłucie żalu, odtrącenia i złości. Wróciłem na górę, pozbawiony jednego z dwóch sprzymierzeńców.
Znów pieprzony, odpowiedzialny ja, na którym można wymusić zadbanie o kogoś.
Gdy wlazłem na górę zobaczyłem całkiem "przyjazną" atmosferę - Dżony opowiadał jedną z niesamowitych opowieści ze swego życia. Obaj moi kumple zaśmiewali się do łez. Satanista nadal robił kółka, robiąc "tubę" z dłoni dla telefonu i też się czasem śmiał, choć nie wiem ile rozumiał. Nawet ta pijana dziewczyna zaczynała nieco kontaktować - chichotała a powieki były półprzymknięte. Dobry znak.
... złym znakiem było to że ten mój pijany kumpel pił inne piwo niż te z którym wszedł. Jego piwo, w puszce, stało koło jego nogi. Pił piwo butelkowe ... które jak zauważyłem musiało stać już niewiadomo ile w tym syfie i robiło nawet za popielniczkę bo pływały w nim pety. Miałem odruch wymiotny ale powstrzymałem się od rzygania. Delikatnie wyciągnąłem mu piwo z dłoni, udając że chce łyka, a tak naprawdę podmieniłem tę popielniczkę na jego piwo. Nie poinformowałem go. Przy odrobinie szczęścia nie złapie HIVa.
Usiadłem. Korzystając z tego że Dżony nadal opowiada powiedziałem dyskretnie trzeźwiejszemu kumplowi że zara bierzemy tamtą laskę choćby na plecy i wypierdalamy, z chłopakami albo bez.
Pokiwał ochoczo głową. Zrobiło mi się lepiej.
Niestety, najgorsze miało dopiero nadejść. Rozluźniłem się. Siedziałem między moimi dwoma kumplami, Dżony naprzeciwko a Satanista łaził po pokoju jak Indianin. Kumpela która została wpółdrzemała koło nas. Zrobiło się zabawnie, dodatkowo raczyłem się świadomością że niedługo bez problemów schodzimy na dół i wsadzamy dupska w taxi.
Postanowiłem wykorzystać tyle ile się da z tej nędznej sytuacji i oddać się zajęciu które lubię - ponabijać się z idioty. No bo w końcu Idioci to podludzie. Głupotę należy tępić., prawda ?
No i mam z bliskimi kumplami taką ... "zabawę". Jak zauważyliście ostatnio w modzie jest że różne ziomeczki odzywają się do siebie nawzajem per "mordo" albo "prawilniaku". No to my se robimy z tego jaja i przykładowo, dzwoniąc do kumpla, mówię do niego "No siema Prawilny Ryju" albo "Harda Paszczo" i tym podobne, aż do absurdu
I postanowiłem tytułować tymi imionami Satanistę. Wiedziałem że nie bardo będzie wiedział o co chodzi a moi kumple będą z tego zlewać. Satanista chrzani coś tam w stylu "Przybiłem kiedyś piątkę Eldo" albo "Raz zajebałem w nos dwie sztuki naraz, sam". A ja na te jego teksty odpowiadałem :
"No nie no, strasznie Prawilna z Ciebie Ryjówka" albo "Jesteś Najszpachwinniejszym z Dobrych Chłopaków Co Nie Sprzedają".
Tytuły robiły się coraz dłuższe i głupsze. Moi kumple, w tym Dżony, parskali śmiechem. Satanista był lekko zagubiony ale ... po każdym z moich komentarzy potrafił przybić mi piątkę i po krótkim przetrawieniu informacji zakrzyknąć "NO KURWA ! A JAK ! JEBAĆ KSIONDZÓW MORDO!"
Trwało to przez dłuższą chwilę, było nawet zabawnie. Miałem już zarządzać wyjście, kiedy nagle ktoś otworzył drzwi z kopa. Do wnętrza wpadła odziana w ortalion dziewczyna z nadwagą. Na mordzie pisała się agresja i głupota. Lat mogła mieć 20, a mogła 30 - przećpana i przepita facjata nie pozwalała dokładnie określić.
Miałem okazję oglądać pato-gatunek w środowisku naturalnym. I widziałem że wszyscy, nie wyłączając Dżonego Snajpera, jesteśmy zagubieni. W zachowaniu Satanisty i Grubej nie było niczego ludzkiego, niczego z czego normalny człek mógłby wywnioskować co się dzieje.
Zakładałem że sytuacja jest raczej nerwowa - ona stała w drzwiach zdyszana i rozczapierzona. On zastygł bez ruchu w połowie tego swego indianskiego tańca i patrzył na nią z otwartą mordą i miną przyłapanego dziecka. Stali naprzeciw siebie jak zwierzęta, który niby żyją w jednym stadzie, ale wciąż istnieje w nim walka o dominację.
"No co ?" - Bąknął. "CO SIĘ ODPIERDALA ?" - zawyła na niego. "niiic ... pijemy ..." - odparł.
Wyciągnęła zza pazuchy piwsko i usiadła z nami. Ot tak po prostu.
Kurwa mać. Co to było ? Myślałem że to jakaś sąsiadka której przeszkadzały rozmowy nocną porą (mimo darcia japy w całej kamienicy). Że to jakaś zaćpana agresywna mieszkanka. Że to jego współlokatorka, siostra, dziewczyna, który zrobiła sobie z nas jaja. Ale nie, nie otrzymaliśmy wyjaśnień. Ot, normalne zachowanie patologii. Usiadła i zaczęła, jak każdy niewychowany człowiek opowiadać coś o jakimś typie co ją wkurwił. Co chwila "zajebaniec zajebany" "ten chuj" itd. Żłopie to piwsko i opowiada. Chuj że nikt z nas nie wie o co chodzi ani kim ona w ogóle jest. Jeszcze żeby ona mówiła to tylko do Satanisty, ale gdzież tam - ona jeszcze do nas, co parę zdań opowieści "rozumiesz to kurwa jaki chuj?". Kiwałem głową gdy akurat pytała mnie, ale tak naprawdę nie rozumiałem bo po pierwsze nie słuchałem, po drugie mówiła nieskładnie a po trzecie nadal byłem w szoku po jej wtargnięciu.
Wejście Grubego Smoka miało jeszcze jedną konsekwencję : na najdalszym z barłogów coś się poruszyło - okazało się że spał tam jakiś niezauważony dotąd okolo 40letni mężczyzna. Rozejrzał się zaskoczony a po chwili jakby lekko zrezygnowany ale i wkurzony obecnością nieznajomych wstał. Spał w spodniach i koszulce, miał na sobie nawet buty. Nie był duży ani napakowany ale miał w wyrazie twarzy coś takiego że podświadomie wiedziałeś że nawet będąc trzykrotnie większy od niego nie powinieneś go zaczepiać.
A poza tym przeciwieństwie do Satanisty i Grubej ten Koleś miał w oczach inteligencję.
Satanista również i jego nie przedstawił. Mruknął mu cześć a my poszliśmy jego przykładem. Ten odmruknął coś, usiadł na łóżku i wyciągnął spod niego otworzonego już wcześniej Kasztelana. Najbardziej rozdarta osoba, czyli Gruba, pytała go o jakieś bzdury drąc mordę HEHEHE CO KURWA RUCHAŁES ŻE SIĘ SPAĆ CHCIAŁO CHYBA HEHEHEHEH. Koleś odpysknął jej coś pod nosem i nie zwracał na nią więcej uwagi, także zaraz i ona przestała.
Po pięciu minutach ja i mój trzeźwy kumpel zarządziliśmy wyjście. Dżony i Pijany Kumpel się ociągali, koleżanka jęczała w półświadomym sprzeciwie - jednak i tak zaczynali się zbierać. Zadowolony widziałem że koniec tej wielkiej pomyłki już w zasięgu ręki.
Nagle Rozbudzony Koleś, który tlił szluga i popijał swego Kasztelana odezwał się.
(Mnie już nawet nie zdziwiło że kolejna patologia go dobrze zna)
Nastała ciężka cisza, nawet Gruba się zamknęła. Od razu połapaliśmy się że chodzi o te "ryjówki" itp. Dżony zaczął coś niemrawo tłumaczyć, zganiać winę na ogół itd.
Koleś spojrzał jednak na mnie i powiedział "To Ty ?"
"No tak, ja."
Patrzył na mnie chwilę w ciszy paląc papierosa. Cisze można było już kroić nożem. Po chwili rzekł "Dobra beka stary" i uśmiechnął się.
Każdy jednak wiedział o co chodzi. To było celowe - facet był na tyle inteligenty że wiedział że zasieje w każdym przez chwilę ziarno niepokoju. Nie był niegroźnym głuptasem jak jego znajomkowie.
"Posiedźcie sobie z nami jeszcze, mam bimber, z chęcią go otworzę i was poczęstuję."
Mialem zaoponować, tym bardziej że to brzmiało bardziej jak rozkaz niż zaproszenie, ale Dżony i Satanista ucieszeni tą wielką zgodą która nastała zaczęli wiwatować. Mój pijany kumpel dołączył do nich. Koleżanka znowu zasnęła.
Spojrzałem na mego trzeźwego kolegę. Wzniósł oczy do nieba. Sytuacja która już tak ładnie się rozwinęła znów zaczęła wyglądać beznadziejnie.
40latek pogrzebał chwilę pod łózkiem i wyciągnął mocno sfatygowaną butelkę po litrowej wodzie mineralnej. Przezroczysta zawiesin która ją wypełniała była zapewne tym wspomnianym bimbrem.
Zacząłem obmyślać plan który pozwoli grzecznie ale stanowczo odmówić spożycia oraz opuścić ten lokal wraz z kolegą i nieprzytomną dziewczyną - niemniej jednak podświadomie czułem że obudzenie się tego starszego faceta będzie przeszkodą cokolwiek bym nie wymyślił ... Zgred łyknął solidnie bimbru, po czym podał go reszcie patologii - Sataniście i Grubej. Nie zdziwiło mnie że również i oni ochoczo pociągnęli ze sfatygowanej butelki po Muszyniance, tak samo jak nie zdziwiło mnie że Dżony Snajper i mój pijany kumpel równie chętnie przyłożyli do niej usta.
Sam bimber mnie nie odrzucał, brzydziłem się raczej myślą dotykania wargami czegoś co dotykały wcześniej te zwierzęta i leżało tutaj Bóg wie ile, służąc być może wcześniej za toaletę (przypominam, w tej izbie nie było nawet łazienki a nie sądziłem by za każdym razem te opijusy biegały z samej góry do jakiegoś wychodka na zewnątrz - oczami wyobraźni widziałem retrospekcję w której patosy odlewają się do butelki a parę dni później wylewają szczyny by nalać do niej bimbru).
Kiedy zechcę to potrafię być asertywny - powiedzieć NIE i tyle, mimo irytującego pierdolenia nie dać się przekonać gdy naprawdę czegoś nie chcę. Kiedy, na propozycję bimbru odparłem że ja spasuję mam dość, rozległo się ogólne trajkotanie z którego wyławiałem jedynie "No co Ty Mordo" "Dawaj, pij, nie pierdol", "Pijemy wszyscy, nie wal w chuja" "Ej jestem satanistą, a wiesz czemu ? Bo słucham Słonia" i tym podobne. Zbywałem to wszystko gestem "Talk to the motherfuckin' hand".
Do momentu kiedy Zgred wstał i podszedł do łóżka które dzieliłem z kolegą i koleżanką, pofatygował się pod sam mój ryj z tą swoją butelczyną i bardzo spokojnie powiedział "Musisz się napić, jesteś moim gościem a to bimber mojej roboty. Nie wypada chociaż nie skosztować."
"Dobrze, skoro to Twoja robota to wezmę łyka choćby dla spróbowania" - odparłem z przesadną teatralnością, co miało wyglądać przemienienie sytuacji w żart - a tak naprawdę było moją próbą bezkonfliktowego wyjścia z niej.
Nie podobał mi się ten staruch. Było z nim coś nie tak. Najbardziej nie pasującą do niego rzeczą były oczy w których widać było przenikliwą inteligencję - tak oderwaną od jego aparycji, kamratów i otoczenia że aż zdawały się być groźne i nie z tej bajki. Może przywiązuję do tego za dużą wagę ale czytałem z nich jakiś zimny sadyzm i podłość.
Cóż, może popadałem w lekką paranoję ale miałem ku temu powody - gość był dziwnie nachalny. Widziałem że niezbyt pasuje mu nasza obecność, nie zachowywał się jak ten zapijaczony Satanista który skakał wokół nas jak piesek by było nam fajnie, a pomimo to wciąż nalegał by zostać chwilę dłużej, by siedzieć tam i z nim pić.
Nie podobało mi się też spojrzenie którym oblepiał co chwila ciało naszej nawalonej koleżanki. A ta jak wiecie to ona była jedyną kotwicą trzymającą mnie jeszcze w tym miejscu - bez niej wyszedłbym stamtąd w trybie natychmiastowym i wsiadł w taksówkę nim ktokolwiek by się kapnął - sztuczka trudna do wykonania gdy niesiesz pijaną dziewczynę.
Tak więc siedziałem tam rozkminijąc plan ucieczki i pogłębiając się w paranoi że Zged chce nas upić bo chce nas/kogoś z nas w jakiś sposób skrzywdzić. Nie pytajcie mnie dlaczego w to wierzyłem - tak po prostu było, szósty zmysł mi to komunikował naprawdę wyraźnie. Chce nas upić by okraść ? Chce się ze mną napierdalać za te "harde ryjówki" ? Chce czekać aż padniemy albo da się nas wygnać i spróbuje przelecieć tę dziewczynę ? Albo może po prostu patologiczny umysł nakaże mu zachowanie którego normalny umysł nie przewidzi i nagle wyciągnie na nas bez powodu kosę ?"
Tak czy siak dzwonek w głowie bił na alarm.
A co do bimbru który trzymałem w dłoni to zostałem uratowany przez niespodziewane szczęście - Zgred stał nade mną i skurwiel naprawdę wyczekująco patrzył czy skosztuje (moja paranoja podpowiadała mi że mogły być tam proszki nasenne xD) ale wydarzyło się coś co odwróciło jego uwagę.
Satanista wyciągnął skądś saszetkę z białym proszkiem i zawył tryumfująco. Kilka "głodonosków" zaczęło również zacieszać, w tym Dżony i Grubaska. Zgred odwrócił się jak oparzony.
"Te, te, te, kurwa ! Satanista ! Pozwolił Ci kto ?" - Zgred rzucił się przez pokój jednym susem i wyrwał mu proszek z ręki. Gruba, Satanista i Dżony Snajper zaczęli od razu się z nim kłócić.
Powstało zamieszanie, Dżony od razu wyliczył ile kto z nas zajebie w nos i próbował się doprosić by Zgred posypał nam wszystkim. Wyciągnął portfel i zaczął się z nim rozliczać. Zgred jednak nie chciał się dzielić. Powstało zamieszanie.
Znałem już patologię na tyle że wiedziałem że przez najbliższe 3-4 minuty Zgred będzie oponował, oni będą go przekonywać, Dżony wzbije się na wyżyny krasomówstwa, padną obietnice że jutro rano dostanie tyle prochu że mu się to zwróci z nawiązką itd. Aż w końcu Zgred da się przekonać i zacznie się sypanie.
Niezmienny rytuał odprawiany przez Podludzi niczym Zdrowaśka klepana przez mohera.
Niemniej ucieszyłem się z zamieszania. Położyłem butelkę z tym niby-bimbrem na usyfionej pełnej petów podłodze. Puściłem oko to mego trzeźwego kumpla.
"My już łyknęliśmy, nie ?"
"No oczywiście że tak."
W tym czasie patologia dokończyła swe wielkie biznes plany i zaczęło się sypanie "szczurów" na upierdolonym taborecie.
Zgred przypomniał sobie o swoim bimbrze i podczas gdy Dżony i Satanista sypali (w asyście Grubej która darła na nich mordy tak jakby dzielili złoto które zajebała z Fortu Knox) podszedł do nas.
"Czemu nie pijesz ?"
"Bo już wypiłem"
"Co ty pierdolisz ?"
Podniósł butelkę na wysokość oczu i przyjrzał się jej.
"CO TY KURWA PIERDOLISZ ŻE PIŁES JAK NIC NIE UBYŁO ?"
"Uspokój się człowieku, wziąłem małego łyka na spróbowanie, dlatego ubyło mało".
Położył mi butelkę na kolanach.
"Pij kurwa tak żebym widział, teraz przy mnie."
Oho, zaczęło się. Udawałem szok.
"Coo ? O co ci biega ? Dlaczego niby ?"
"No pij kurwa !"
"Nie, mówiłem ci że jestem najebany i nie chcę już pić - wziąłem łyka dla spróbowania bo to bimber Twojej roboty i mi styknie. Czemu Ci tak zależy ?"
"NIE PIERDOL NIC NIE WYPIŁES"
Dopiero teraz ekipa która zajmowała się sypaniem kapnęła się że zaczyna się jakaś awantura.
  • Ej, daj spokój, przecież wypił, widziałem - powiedział Dżony Snajper.
  • No przecież widzę że nic nie ubyło ! Nie pił !
  • Możesz mi wyjaśnić - zapytałem, korzystając że cała uwaga się skupiła na nas - dlaczego aż tak ci zależy żebym się napierdolił ?
Zapadła cisza, Dżony uznając że kryzys już zażegnany zaczął niemrawo opowiadać coś Grubej i Sataniście, próbując rozluźnić atmosferę.
Zgred patrzył się na mnie nienawistnym spojrzeniem. "Co ty planujesz skurwielu ?" - pomyślałem sobie. Przecież wiedziałem że tak naprawdę ani przez chwilę mu nie chodziło o to bym zakosztował i ocenił jego kunszt. Wiedziałem że nie rzuci żadną odpowiedzią, wymówką usprawiedliwiającą dlaczego chce być pewien że każdy z nas się napił tego syfu. No bo co miał powiedzieć ? "Mam nadzieję że będzie w stanie umożliwiającym mi przejrzenia waszych portfeli i zgwałcenie znajomej ?"
"Dobra, tej, chuj z tobą, więcej dla nas." - powiedział Zgred. Odchodząc mruczał coś pod nosem po o ciotach co się boją pić, ale uznałem że udam niedosłyszenie tej zaczepki. Zacząłem się coraz bardziej czuć jak w surrealistycznym śnie, gdzie stado szczęśliwych lemmingów prowadzone jest na rzeź przez wilka przebranego za jednego z nich a ja jako jedyny znam prawdę, wiedząc że nikt mi nie uwierzy.
Spojrzałem na mojego trzeźwego kumpla. Miałem wyrzut do niego że podczas słownej szarpaniny o bimber milczał jak mała pipka patrząc się w podłogę, ale z drugiej strony cieszyłem się że widzę po jego spojrzeniu że ma podobne odczucia co i ja, a sprzymierzeniec, choćby i milczący, był mi teraz na wagę złota. Reszta była zajęta sypaniem.
Namawianie zaczęło się od nowa, tym razem poszło o ćpanie. Szczerze mówiąc to nawet nie wiem co to było - stawiałbym że jakaś feta najgorszej kategorii, bo o kokę to bym tych biednych robaczków nawet nie śmiał podejrzewać.
Oczywiście odmówiłem. Nie to żebym był jakimś przeciwnikiem dragów. Wszystko jest dla ludzi, to po pierwsze. Ale tak jak z alkoholem - dragi muszą być odpowiedniej jakości a sytuacja i ludzie muszą być na poziomie. Ćpać syf z brudnego taboretu w towarzystwie tych wszy to gorsze niż picie taniego jabola z menelami pod sklepem o 6 nad ranem.
Poza tym nawet gdybym był mnie wybredny to pozostaje mój brak zaufania do Zgreda.
Tym razem jednak namawianie nie było aż tak nachalnie - widocznie w głębi serc cieszyli się że więcej dla nich, a to z pewnością cieszyło ich bardziej aniżeli tamten bimber.
Uznałem że nie jest tak źle - zaraz wkręcą się w gadke a ja w tym trajkotaniu zarzucę sobie znajomą na ramię i wyjdziemy.
Niestety, Zgred podszedł nagle do nas ponownie i ku mojemu zdziwieniu zaczął szturchać ramię naszej koleżanki.
  • Hej, Królewno. Chcesz szczura ? Dawaj, zostało bo koledzy się bali, wiesz ? Chodź, weźmiesz ich porcję to będzie ci lepiej, otrzeźwiejesz od razu.
  • Daj spokój, ona tego nie chce, to po pierwsze, a po drugie to ona nie ogarnia. Nie widzisz że zasnęła ?
Zgred jakby mnie nie widział. Trzymał jej rękę na ramieniu i nadal "królewnował". Naprawdę nie chciałem by się to skończyło na rękoczynach, ale wiedziałem że : A - same słowa na niego nie podziałają. B - jak go odepchnę od niej, nawet delikatnie, to tylko na rękoczynach się to może skończyć.
Nie żebym bał sie bójki samej w sobie. Gorzej że miałem do czynienia z pijaną i naćpaną patologiczną postacią która przegrała życie. Kto wie co takiemu strzeli do łba ? Poza tym byliśmy w siedlisku takiego bydła.
Także tak, uniknięcie rękoczynów było naprawdę wysokim priorytetem. A to że gość mnie nie lubi czułem już od momentu gdy zapytał Dżonego kto z nas robił sobie jaja z Satanisty. Nie wypicie bimbru i zapytanie go dlaczego tak mu zależy pogłębiło tylko tę naszą wzajemną niechęć.
"Nie lubi Cię bo tylko ty jesteś tu na tyle ogarnięty by robić za zawór bezpieczeństwa który nie da ponieść się tej ekipie bo wie co jest grane" - powiedziała mi moja stara, dobra paranoja.
Koleżanka rozbudziła się lekko, na tyle by wyjęczeć "nie chcę" i zgasnąć ponownie. Zgred stał nad nią i zapytał jeszcze z 5 razy "czy aby na pewno" i odpuścił dopiero gdy wyjęczała coś co od biedy można było uznać za "acha".
Myślałem że da sobie spokój, ale nie - wrócił z bimbrem i usiadł na krawędzi łóżka. Tak blisko niej że dotykał ją całym bokiem swego ciała. Odkręcił butelkę i próbował jej podsunąć ją pod samą twarz. "Napij się, dawaj". Gdy nie było odpowiedzi to próbował ją znowu szturchać - tym razem szturchanie przypominało raczej klepnięcia w tyłek.
Miarka się przebrała, objąłem ją ramieniem i odsunąłem od niego na ile się dało - tak że mój trzeźwy kumpel który siedział na drugiej krawędzi łóżka niemal z niej zleciał, ja znalazłem się na jego miejscu, a ona na moim. "Kurwa mać człowieku, sam jej przed chwilą chciałeś dać fety na otrzeźwienie a teraz chcesz ją poić bimbrem ? Nie widzisz w jakim jej stanie czy po prostu chory jesteś ?"
Typ patrzył na mnie szklistym od używek spojrzeniem. Był wkurwiony nie na żarty, widziałem że ma wielką chęć po prostu mi zajebać, ale wstrzymuje się. W zasadzie to nie wiem czemu - wydawało mi się że gość był niespełnionym samcem alfa który nagle kapnął się że niczego w życiu nie osiągnął a najlepsze lata już za nim. Tacy frustraci zawsze są skorzy do walenia w ryj. Nie wiem, może nie chciał jeszcze tracić przyjaznej maski przed resztą ekipy ?
Niemniej i tak zrobił coś godnego naćpanego niedorozwoja - złapał ją za drugie ramię ... i pociągnął w swoją stronę, dość mocno. Rozumiecie ? Jak pieprzony jaskiniowiec, chciał chyba żebyśmy siłą wyrywali sobie oniemiałą kobietę, i chyba myślał że ten który wygra w tej parodii przeciągania liny będzie miał niekwestionowane prawo wbicia w nią swego fiuta.
Dobra, nie ma co zwlekać i czekać na okazję, zrozumiałem że później może być tylko gorzej. Wstałem. Zacząłem jej pomagać wstać, ale ten pijany cwel, nadal leżąc na łóżku zaczął ciągnąć ją na ten paskudny barłóg.
"Co wy robicie ? Gdzie idziecie ? Siedźcie kurwa, no co wy ?"
Wyszarpnąłem jej rękę z jego uścisku, bez agresji ale stanowczo, jednocześnie szykując się na cios na odlew, który na szczęście nie nastąpił. Mój trzeźwy kumpel pojął w lot i stanął koło mnie. Reszta zaczęła się nam przyglądać.
"Chcecie już iść ? Szkoda ..." - powiedział Dżony Snajper. Widziałem że z jednej strony mu głupio bo rozumie w co nas wpętał, ale z drugiej nie chce przynać że ci Idioci to podludzie, przecież to tylko pijackie niegroźne żarty przeciwników systemu i norm społecznych, nieprawdaż ?
Podczas gdy kolega pomagał mi prowadzić kumpelę do drzwi, Zgred wstał i stanął zagradzając je.
"Ej to jak chcecie wypierdalać to droga wolna, ale koleżanka powinna zostać. Otrzeźwieje na spokojnie jak się prześpi i posiedzi sobie z nami"
"Nie, wydaje mi się że ona ma na dzisiaj dość wrażeń, wiesz ? Powinna iść do domu" - powiedziałem i zrobiliśmy krok w stronę drzwi.
"Nie, nie powinna" odparł spokojnie.
"Ej stary ..." - zaczął Dżony
"Zamknij mordę, nie do Ciebie mówię" - rzucił mu Zgred.
Rzuciłem okiem po towarzyszach. Wiedziałem że na Dżonego niby mogę liczyć gdyby Zgred się na mnie rzucił, ale nie pocieszało mnie to. Grubaska patrzyła na nas. Była wprost obrzydliwa, wcierała sobie resztę fety w dziąsła i chłonęła nasz widok, podniecona wiszącą w powietrzu atmosferą możliwej bójki na pięści dyszała ciężko. Satanista z rozdziabioną mordą rzucał oczami od jednej osoby do drugi. Mój nietrzeźwy kumpel zgasł i nic go już nie obchodziło. Nie widziałem tylko tego który pomagał mi trzymać dziewczyną ale widziałem że się boi a ręka mu się lekko trzesię. Cóż, nie winiłem go wcale.
"Odejdź od drzwi, ona musi wyjść"
"Ty wypierdalaj ale ją zostaw"

submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2017.09.24 22:27 dziadek1990 An old, super-crappy, unfinished pokemon fanfic from 2004/2005 that I fished out from one of my notebooks (Translated)

(Heh, nice difference of my writing skill between Then and Now...)
 
 
TRANSLATED (from Polish):
 
Another beautiful sunny day has greeted the Johto Region. Happily tweeting bird-pokemon heralded that such weather will be holding for the majority of the incoming summer, which certainly was advantageous for the teens towards whom the summer holidays were approaching with huge steps.
 
But for one person it was not making any difference; on the corner of two criss-crossing streets stood, leaning against a wall, a teen-aged boy with a full face, portly shoulders, and unnaturally expensive clothing.
 
Despite all these signs of wealth, which apparently he was dealing with since birth, he had an empty facial expression, and pretty dark eyes tearing out from under brown hair, though at this moment they didn't give off this impression, because even they weren't expressing any signs of happiness, but were merely staring sadly into the feet of their owner.
 
The said owner of all those features which are found only amongst the members of noble families was Maximilian, the descendant of an ancient house of Gatta, the only son of rich and influential pair of billionaires. Despite all that wealth, of which everyone could only dream, Maximilian de Gatta (or "Max" to friends, who he actually never had) was staring at space without a pause.
 
He never cried. He was afraid to damage his reputation amongst others, and this was the only immaterial – but real – thing that he owned.
 
Of love he could forget already, because his parents weren't very interested in raising a son, since there was in life so much enjoyment in the form of money and popularity, but neither could he leave them, because again it was about damaging their reputation. However, when it was about friendship, he could also forget about it, because, even though kids from noble families could visit each other, the whole self-interest in own wealth and talks focused only on it ruined all the charm of a conversation, so Max didn't have much choice left.
 
When he got bored with standing, he walked away from the wall, still staring at the ground, and he went in the direction of the nearest pokemon store. He wasn't interested in duels, and because of frequently missed lessons he didn't know much about these creatures, but he needed a pet, somebody who even partially would replace him a friend.
 
After reaching the fairy-tale-level colorful displays he began, without hurry, watching them in detail.
 
Despite his frequent and systematical lack of presence in the Trainer School, the teachers weren't complaining about it; apparently his belonging to a noble family was sometimes useful, and the teachers who didn't want to anger his parents kept their mouths tightly shut, and lied, claiming that his parents have a perfect son.
 
The moment Max entered the store he saw that it was almost empty; there were merely two customers in it: a mother and a five-year-old child. Judging by their clothing, even they belonged amongst the rich folk, though Max could guess it even without that; this store belonged to one of the few luxurious, and Max sincerely doubted that an Average Mother would've allowed herself for a purchase of a pokemon for a child at all, much less in such a luxurious store – the pokemon were expensive even without that.
 
The moment a tiny bell (which informed of entrance of a new customer) rung, the host automatically glanced in the direction of the door, and after seeing Max in his wealthy clothing which suited the newest fashion and his healthy dark hair, he immediately beamed, and after handling he invited Max with an artificial smile towards the shelves, because he knew that another opportunity to fill his own wallet has just came.
 
Max, having enough of such treatment, simply ignored it, and (even before the man walked away from the counter) he was already right next to the shelves, observing the well-cared and clean creatures.
 
Quietly he was hurt by the fact that even the pokemon were raised in such a way that they treated every customer with respect bordering on worship.
 
After longer browsing of the shelves with cages in which every pokemon from a tiny Azurill through Growlithe up to a Ponyta with its own paddock. Literally every pokemon was giving you that seemingly honest (but despite that, a drilled-into and killed-into their tiny minds) worship.
 
Max was disgusted by this view. He knew that no creature situated in such circumstances like these pokemon, no creature with common sense would've wanted only one thing: to return to freedom.
 
Such pokemon also in no way would be fit for a pet, so Max turned his head around with distaste, and started looking for the others. The host apparently noticed it, because he asked in his awfully artificial polite voice:
"Did Sir make a choice?"
 
Max shivered at those words; he almost forgot that he was not alone here, and after a moment of silence he asked with a hope in his soul, that the salesman will understand what he means:
"Excuse me, but don't you have some.... uhhhh... OTHER pokemon?"
 
He stressed the word "OTHER" a bit, wanting to help the destroyed-by-cash mind of the man, but he, apparently taking it for an insult, said in a slightly less polite tone, besides that unfazed:
"You know... we have wonderful Eevee, just look, how sweet."
 
Deciding that this way he won't get anywhere, Max started penetrating the shop more accurately; honestly , all of his absences at school he spent on visiting such shops, but in every one of them so far he saw the same artificial smiles that weren't very different from each other. Glad that the useful-for-nothing-and-shining-his-smile-everywhere owner unstuck himself from him upon seeing a group of other customers – this time at Max's age, so about 15 years old.
 
The shop immediately filled with crowd noises, and Max got interested with the fact, that the majority of teenagers wasn't rich at all, but they still entered the shop without any hesitance – that fact however did not please the shop-keeper, and this time it wasn't easy for him to hide his displeasure, but it wasn't just that, because from the inside of the shop in a room that was behind the doors that were behind the counter a muffled growling could be heard, and suddenly this happened in a single moment:
 
The angry and panicked host shooed the crowd of surprised students out of the shop and the moment he slammed the door, and explosion happened – or at least that's how it seemed to max for the first few moments.
 
It turned out to be a pokemon, that escaped from the said room behind the counter. It was doing a total demolition in the store, and, having scared the other pokemon, it chased them into a corner and only then it stopped so you could see it more accurately.
 
The first fact that surprised Max was its size; this furry fellow was about half a meter tall. It was a fox with short beige-red fur, and despite its wildness had a beautiful coat which was included in its fringe and tails which it had... six!
 
Said animal after a slight calming down stopped being interested in demolition and headed for the front door when--
 
"GO! Blastoise!" Those words yelled the now-slightly-calmed-down shopkeeper, while holding in his stretched-out hand a small red-white metal ball, which at this very moment shone red and materialized before them a huge pokemon.
 
Blastoise, apparently bored with this event, without any ado fainted the fox with one accurate water-shot and then caught it into a second "pokeball" which he [the owner] had in his pocket – that's how the said ball was named.
 
Max was observing the whole scene speechless, and the moment things went quiet the host with his employees and pokemon took care of the repair and cleaning of the store, and saw Max standing near the devastated cages, whose denizens were still standing, afraid, in the corner.
 
"What are you doing here?! You saw that we're closing! Something could've happened to y--!"
"What was that pokemon?" Max interrupted him, having regained the control over his own tongue.
 
"What..? You'd better not be interested in it, you'd better leave this place before something happens to you."
– that was a totally different tone than the one which he heard before this incident, and even though the salesman wasn't being too polite now, Max valued his (so far not encountered by Max) honesty towards him, but under these circumstances it didn't matter much.
"I am fine, nothing's happened to me – the shelf has missed me by a hair's breadth," Max was calming him down, "Just tell me what kind of pokemon was that!"
"What's with this tone? Why the hell would I have to spill anything to such whipster whenever he has a whim!"
"Tell me!"
The owner was clearly furious, but he didn't care THAT much about keeping the pokemon's identity a secret, because after a moment he quieted down and mumbled something under his own nose, and said:
"Okay, whatever... If it weren't for that that you're nobility, I'd break your legs. That pokemon is a savage, just like every pokemon that ends up in this store... but eventually we succeed appeasing every one of them, however with THIS ONE we are having small problems."
"So why won't you release it? You could become bankrupt because of the damage caused by it, and by your behavior I can see that it is doing all of that systematically, I really don't underst--"
"But whipster, it is a VULPIX!" he interrupted him with a tone as if it was something obvious, "Even if this furry makes a bit of mischief here at first, WHEN it finally becomes well-behaved, we'll sell it and do you even know how much such a foxie is WORTH, how RARE it is??"
The salesman was talking in an excited whisper, "...such a rare pokemon will return us all those months of suffering and EVEN MORE! The gain will be worth at least 700% of our losses so far! We'll climb to the very top!"
 
The salesman finally yelled, so loudly that several employees looked, and he suddenly remembered himself and addressed Max with a clearly artificially-polite tone:
"And now Sir might kindly leave..."
But Max didn't move, he was thinking about the words said by the shopkeeper: 'The moment he'll be well-behaved, we'll sell it.''well-behaved' … no … he can't let that happen.
 
"I'm buying it!"
A silence occurred. The host so far kept encouraging Max to leave the devastated store, and when he said those words, the host became speechless.
"What... what are you buying?" the shop's owner apparently wasn't certain if he heard his words correctly, so Max repeated them with an even bigger finality:
"I'm buying it here and now. Just please tell me how much do I pay. The salesman still couldn't believe those words, and said something, this time a bit quieter, and with honest disbelief:
 
"You, you really want to buy it..."
"Of course!" Max informed him, "I do not require any training of that pokemon, I pay normally so it is an advantage to you guys, right?"
"And yes, and no."
"What?" Max became surprised, as he was preparing his wallet.
"When they see what a savage pokemon you recieved from us, they'll stop coming to me. They'll think we're selling a lousy commodity."
 
Max didn't react positively to the last several words, but he didn't give up.
"Oh, come on, I'll inform everybody that this is exactly the kind of pokemon that I wanted."
 
"But ask your parents for permission, everybody knows them, so you can't do any funny stuff and keep doing it in secret."
"So it means that you agree to this?"
"Well... yes."
 
Chapter II
"A friend"
Taking care of the Vulpix Issue went without any obstacles. The only problem however could be the attempt at taming it. To that goal Max went with a pokeball onto a meadow on the very edge of the Goldenrod City.
 
 
ORIGINAL LANGUAGE (Polish):
 
Kolejny piękny słoneczny poranek zaświtał nad Regionem Johto. Wesoło ćwierkające pokemony-ptaki zwiastowały że taka pogoda będzie się utrzymywała przez większość nadchodzącego lata, co z pewnością było na rękę młodzieży do której letnie wakacje zbliżały się wielkimi krokami. Ale jednej osobie nie sprawiało to różnicy; na rogu dwóch przecinających się ulic stał oparty o ścianę wsparty kilkunastoletni chłopiec o pełnej buzi, postawnych ramionach, i niezwykle drogim odzieniu. Pomimo tych wszystkich oznak przepychu, z którym widocznie miał do czynienia od urodzenia, miał on pusty wyraz twarzy i piękne ciemne oczy wydzierające spod brunatnych włosów, chociaż w tym momencie akurat nie robiły takiego wrażenia, bowiem i one nie wyrażały żadnych oznak radości, tylko wpatrywały się smutno w stopy swojego właściciela.
 
Owym właścicielem tych wszystkich cech spotykanych wyłącznie u członków rodziny szlacheckich był Maximilian, potomek starożytnego szlachetnego rodu Gatta, jedyny syn bogatej i wpływowej pary miliarderów. Pomimo tych wszystkich bogactw, o których każdy mógłby tylko śnić, Maximilian de Gatta, albo Max, dla przyjaciół, których tak na prawdę nigdy nie miał, patrzył bez przerwy w przestrzeń.
 
Nigdy nie płakał, bał się naruszyć swoją reputację wśród innych, a to była jedyna niematerialna, ale prawdziwa rzecz, jaką posiadał.
 
O miłości mógł już zapomnieć, bowiem jego rodziców nie bardzo interesowało wychowanie syna skoro miało się w życiu tyle przyjemności w postaci pieniędzy i popularności, ale nie mógł również ich opuścić, bowiem tu znowu chodziło o naruszenie ich reputacji.
 
Natomiast, jeżeli chodziło o przyjaźń to też mógłby sobie odpuścić, bowiem w prawdzie dzieciom rodzin szlacheckich można było się wzajemnie odwiedzać, ale zainteresowanie innych tylko na punkcie własnego bogactwa i rozmowy tylko w tym kierunku psuły cały urok, więc Maxowi nie zostało wiele do wyboru. Gdy tylko znudziło mu się stanie odszedł nadal zapatrzony w podłoże od muru i udał się w kierunku najbliższego sklepu z pokemonami. Nie interesowały go w prawdzie pojedynki, i z powodu często omijanych lekcji w ogóle niewiele wiedział o owych stworzeniach, ale potrzebował jakiegoś pupila, kogoś kto przynajmniej częściowo zastąpiłby mu przyjaciela. Po dotarciu do bajecznie kolorowych wystaw zaczął je dokładnie bez szczególnego pośpiechu przeglądać.
 
Pomimo częstych i systematycznych nieobecności w szkole trenerskiej, jakoś nauczyciele nie uskarżali się na to; widocznie jego przynależność do rodziny szlacheckiej czasami się przydaje i nauczyciele nie chcąc narazić się rodzicom nie puścili pary z ust i wciskali im kit, jakiego doskonałego mają synka. Gdy tylko Max wszedł do sklepu ujrzał, że jest prawie pusty; było w nim zaledwie dwoje klientów: matka i pięcioletnie dziecko, sądząc po strojach i oni należeli do bogatych ludzi, ale i bez tego by się domyślił; ten sklep należał do jednego z niewielu luksusowych i Max szczerze wątpiłby żeby przeciętna matka pozwoliła sobie na kupno pokemona dziecku w dodatku w tak luksusowym sklepie – pokemony i bez tego były drogie.
 
Gdy tylko zadzwonił dzwoneczek zwiastujący wejście kolejnego klienta gospodarz automatycznie zerknął w stronę drzwi, a ujrzawszy Maxa w jego bogatym stroju odpowiadającym najnowszej modzie i jego zdrowe ciemne włosy natychmiast się rozpromienił i po obsłużeniu kobiety zaprosił go sztucznym uśmiechem do półek, wiedział bowiem że nadchodzi kolejna okazja do wypchania sobie portfela. Max, mając dość takiego traktowania najzwyczajniej go ignorował i jeszcze zanim mężczyzna oddalił się od lady, był już przy pułkach obserwując zadbane i czyste stworki.
 
Po cichu dobijał go fakt, że nawet pokemony zostały wyhodowane tak, że każdego klienta obdarowywały szacunkiem graniczącym z czcią.
 
Po dłuższym wertowaniu półek z klatkami, w których każdy pokemon od malutkiego Azurilla poprzez Growthliego po Ponytę z własnym wybiegiem – dosłownie, każdy pokemon obdarowywał cię tym pozornie szczerym, ale mimo to wwierconym i zabitym w ich małych umysłach uwielbieniem.
 
Maxa brzydziło na sam ten widok, wiedział że żadna istota znajdująca się w takich okolicznościach jak te Pokemony żadna istota przy zdrowych zmysłach by pragnęła tylko jednego: wrócić na wolność. Taki pokemon także w żadnym wypadku nie nadawałby się na pupila, więc Max tylko odwrócił głowę z niechęcią i rozejrzał się za innymi. Gospodarz najwyraźniej to zauważył, bo zapytał swym obrzydliwie sztucznym uprzejmym głosem:
—Czy podjął już pan wybór?
 
Max drgnął na dźwięk jego słów; prawie zapomniał, że nie jest tu sam a po chwili milczenia zapytał z nadzieją w duchu, że sprzedawca zrozumie, o co mu chodzi:
—Przepraszam, ale czy nie ma pan jakichś... eee...INNYCH pokemonów?...
 
Na słowo "Innych" dał niewielki nacisk, chcąc dopomóc zniszczonemu przez gotówkę umysłowi mężczyzny, ale ten najwyraźniej uznając to za obrazę przemówił nieco mniej przymilnym tonem, ale nie dając się poza tym zbić z tropu:
—Wie pan... mamy wspaniałe Eevee, niech pan spojrzy, jakie słodkie.
 
Stwierdziwszy, że w ten sposób nigdzie nie dojdzie, Max zaczął dokładniej penetrować sklep; prawdę mówiąc wszystkie swe nieobecności w szkole spędzał na odwiedzaniu takich właśnie sklepów, ale w każdym spotykał do tej pory te same sztuczne uśmiechy nieróżniące się wiele od siebie. Rad, że do niczego nie przydatny i błyskający zewsząd uśmiechem właściciel się od niego odkleił ujrzawszy gromadkę kolejnych klientów -- tym razem w wieku Maxa, czyli ok. 15 lat.
 
Sklep od razu napełnił się gwarą a Maxa zainteresował fakt, że większość z młodzieży wcale nie była bogata, ale mimo to tutaj weszła bez żadnego wahania – ten fakt jednak nie zadowolił jednak sklepikarza i tym razem nie było mu łatwo ukryć niezadowolenia jednak tego było mało: bowiem z wnętrza sklepu w pokoju znajdującego się za drzwiami stojącymi za ladą zaczął dobiegać stłumiony warkot i nagle to się wydarzyło w jednej chwili: wściekły i spanikowany gospodarz wygonił tłumek zaskoczonych uczniów ze sklepu i gdy tylko zatrzasnął drzwi to nastąpił wybuch – tak przynajmniej się Maxowi przez pierwsze kilka chwil wydawało.
 
Okazało się, że to był pokemon, który uciekł z owego pomieszczenia za ladą; robił totalną demolkę w sklepie i przestraszywszy inne pokemony zapędził je w narożnik dopiero wtedy się zatrzymał i można się było mu dokładniej przyjrzeć: pierwszym faktem, jaki zaskoczył maxa był jego rozmiar: otóż owy futrzak miał około pół metra wzrostu, był to lis o krótkiej beżowo rudej sierści i pomimo tej swojej dzikości miał piękne długie futro wchodzące w skład jego grzywki i porastające jego ogony, których miał... sześć!
 
Owy zwierzak po nieznacznym uspokojeniu się przestał sie interesować demolką i zmierzał już ku drzwiom frontowym, gdy:
—Ruszaj! Blastoise! – te słowa wykrzyknął już nieco uspokojony sklepikarz, trzymając w wyciągniętej przed siebie dłoni małą czerwono-białą metalową kulę, która w jednym momencie zabłysła czerwienią i zmaterializowała przed nimi ogromnego pokemona.
 
Blastoise najwyraźniej znużony tym wydarzeniem bez ceregieli pozbawił lisa przytomności jednym celnym strzałem wodnym a następnie złapał go w drugiego pokeballa, którego trzymał w kieszeni, tak bowiem nazywała się owa kula. Całej tej scenie Max przyglądał się oniemiały a gdy tylko ucichło i gospodarz ze swymi pracownikami i pokemonami zajęli się naprawą i sprzątaniem sklepu, zauważyli Maxa stojącego przy zdewastowanych klatkach, których mieszkańcy nadal przestraszeni stali w kącie.
 
—Co tu robisz?! Przecież widziałeś, że zamykamy! Mogło ci się coś...!
—Co to za pokemon? – przerwał mu Max odzyskawszy w końcu władzę w języku.
—Co..? Lepiej by cię to nie interesowało, lepiej wyjdź z tąd zanim jeszcze coś ci się stanie — to był zupełnie inny ton niż ten, który słyszał przed owym incydentem, i mimo że sprzedawca nie był zbyt uprzejmy to max cenił u niego dawno niespotykaną szczerość do swej osoby, ale w tych okolicznościach niewiele to znaczyło.
—Nic mi nie jest – półka minęła mnie o włos – uspokajał go Max.
—Pan mi tylko powie, co to za pokemon!
—Co to za ton? Niby z jakiej beki miałbym takiemu smarkaczowi wygadać wszystko, na co go ochota najdzie..! —Niech pan mówi!
 
Właściciel był wyraźnie wściekły, ale nie zależało mu na ukrywaniu tożsamości owego pokemona, bo się po chwili uciszył mrucząc coś pod nosem i po chwili się odezwał:
—Dobra, a co mi tam... gdyby nie to, że jesteś ze szlachty to bym ci już połamał nogi. Ten pokemon to dzikus, jak każdy z początku pokemon, który trafia do tego sklepu, ale z czasem udaje się nam każdego udobruchać, chociaż z tym są małe problemy.
—To dlaczego go nie wypuścicie, przecież na zniszczeniach wywołanych przez niego możecie zbankrutować a widać po waszym zachowaniu że robi to systematycznie, naprawdę nie rozu...
—Ale smarkaczu to Vulpix — przerwał mu tonem jakby było to czymś oczywistym.
—Nawet jeżeli ten futrzak trochę tu napsoci to, gdy będzie już należycie wyhodowany, sprzedamy go a ty wiesz ile taki lisek jest wart, jaki jest rzadki?
sprzedawca mówił podnieconym szeptem –...tak rzadki pokemon odda nam te wszystkie miesiące cierpień z nawiązką, zysk będzie wart przynajmniej 700% dotychczasowych strat, wespniemy się na szczyty!
 
Krzyknął dobitnie sprzedawca tak głośno że kilka pracowników się obejrzało, lecz w net się opamiętał i zwrócił się do Maxa teraz wyraźnie celowo sztucznie-uprzejmym tonem:
—a teraz pan byłby łaskaw wyjść...
Lecz Max się nie ruszał, zastanawiał się nad wypowiedzianymi przez sklepikarza słowami: "Gdy tylko będzie należycie wychowany, sprzedamy go" ... "Należycie wychowany" ... nie... nie może do tego dopuścić...
 
—Kupuję go!
Nastąpiła cisza, gospodarz przez cały czas zachęcał Maxa do opuszczenia zdewastowanego sklepu, a gdy ten wypowiedział te słowa – oniemiał.
—Co... co kupujesz?.. —właściciel sklepu nie był najwyraźniej pewien że dobrze usłyszał jego słowa, więc Max powtórzył je jeszcze dobitniej:
—Kupuję go tu i teraz. Proszę mi tylko powiedzieć ile płacę.
Sprzedawca nadal nie mógł uwierzyć w te słowa i powiedział coś, tym razem nieco ciszej i ze szczerym niedowierzeniem:
 
—Ty, ty naprawdę chcesz go kupić...
—No jasne! — uświadomił mu Max — Nie wymagam tresowania tego pokemona, a płacę normalnie więc jest to wam na rękę, co?
—I tak, i nie.
—Co? — Zdziwił cię Max, szykując już portfel.
—Gdy zobaczą jakiego zdziczałego pokemona od nas dostałeś, przestaną do mnie przychodzić. Uznają że sprzedajemy lipny towar.
 
Max nie zareagował pozytywnie na kilka ostatnich słów, ale i nie dał za wygraną.
—No co ty, przecież poinformuję każdego że właśnie takiego pokemona chciałem.
—Ale zapytaj o pozwolenie swoich rodziców, każdy ich zna, więc nie masz co kombinować i robić z tego tajemnicy. —Czy to znaczy że pan się zgadza?
—No... tak.
 
Rozdział II
"Przyjaciel"
 
Załatwienie sprawy z Vulpixem obeszło się bez żadnych przeszkód, jedynym problemem jednak mogła stanowić próba oswojenia go. W tym celu Max udał się z pokebalem na polanę na samym skraju miasta Goldenrod.
 
submitted by dziadek1990 to dziadek1990 [link] [comments]


2017.08.09 12:38 Pan_Tofel Spotkanie moje ze Sraco Hemingwayem

Drodzy moi, nie minie rok czasu jak jechałem nad polskie piękne Mazury pociągiem relacji Katowice-Suwałki, to miały być złote wakacje, grill jedzony do późna, pity zimny harnaś z wody, spływ wąskimi rzeczkami wykonany kajakami, żyć nie umierać, ale niestety, traf chciał że w pociągu spotkałem polskiego pisarza piosenek i wykonawcę Taco Hemingwaya. Teraz otrząsam się z obrzydzenia i strachu kiedy opisuję wam po raz pierwszy spotkanie z tym Wąsatym Zajebańcem. A było to tak: Ósmego czerwca słońce piekło i prażyło ostro, aż skóra skwierczy. Czekam na peronie. Opóźniony pociąg TLK, stara konserwa, wreszcie wtacza się na stację. Do tej pory na peronie byliśmy tylko ja, typowy No-name tudzież random i stary dziad pijaczyna z czerwono mordo. I ten dziad szedł za mną do pociągu co właśnie nadjechał, przebierając tak jakoś śmiesznie nogami, jakby zaraz miał się wyjebać. Nagle podniósł znacząco rękę i szarpnął mnie za ramię, żebym się nachylił. Nachyliłem się, a on do mnie że niektórzy jeżdżą pendolino, a my spierdolino. Spierdolino, czaisz? Ciągnął się za mną jak smród po gaciach, zgubiłem go dopiero gdzieś w trzecim wagonie przez które przebiegałem jak najszybciej żeby zerwać się z łańcucha smrodu co mnie pętał. Rozpędzony wpadłem do przedziału. Mój wybór padł na ten pośrodku wagonu, bo po jednej i drugiej stronie siedzieli kibole, pewnie z jakiegoś meczu ekstraklasy, i gdy jeden przedział wołał Arka Gdynia, drugi odpowiadał zgodnym i zdecydowanym głosem Kurwa Świnia, jak harcerze. Arka Gdynia – Popłuczyna. I te pe. Ryczeli tak całą drogę i co rusz szykowałem się na wklepę. Wchodzę więc do przedziału gdzie uchylone okno wieje smutkiem, pomiędzy nie a framugę włożono butelkę plastikową Cisowianka żeby się nie zamknęło i trzeszczy kiedy wiatr mocniej dmie i huka. Pod oknem, z nogą założoną na nogę, siedział chłopak w koszuli z wąsem i włosami na paście stylizacyjnej ułożonymi, w którym poznałem właśnie skądinąd znanego polskiego raperzystę Taco. Dość onieśmielony tym dziwnym spotkaniem na Śląsku i celebrycką łuną, która zdawała się z niego emanować jak aureola, kiwnąłem mu tylko głową i siadłem w kącie po przeciwnej stronie. Nawet mi nie odpowiedział na skinienie, tylko dalej siedział jak posąg. A tak cię lubiłem, pomyślałem sobie. A może nie dostrzegł? Chrząknąłem więc i powiedziałem elo trzy dwa zero, na co on podniósł jednak rękę. Tu się zdziwiłem, bo na palcach miał liczne pierścienie, sygnety, kastety złote i srebrne, którymi musieli mu płacić sołtysi polskich wsi i miast, urządzający na swojej ziemi festyny z laną Warką i mordobiciem, a że trzeba czymś przyprawić prowincjonalne rozrywki, sprowadza się warszawskiego gwiazdora rapu Taco Hemingwaya aby popurkał coś sobie do mikrofonu. Z tych Hemingwayów? Tak, hehe mordo. Zaskoczony, cicho go sonduję czy jest to rzeczywiście Taco H. W Internetach znajduję jego zdjęcie i porównuję, stwierdzając z satysfakcją że to na pewno jednak on, siedzi tu przede mną taki sam jak na zdjęciach. Wyjątkowej okazji nie mogę przepuścić, ale co robić? Dwadzieścia minut jedziemy tak w milczeniu, on prawie nieruchomo, nad głową chybocze mu się walizka. Ja już nawet myślę, że fajnie jakby spadła, byłoby o czym zagaić. Ale nie leci. Zdesperowany, w akcie spontanticznej zabawy puszczam sobie na słuchawkach sławną piosenkę Sześć zer, której autorem jest mój współpasażer Taco i niby to przypadkiem - „sześć zer, chciałbym kiedyś zrobić sześć” - nucę pod nosem raz ciszej, raz gorzej, bo szczerze, nie jestem aż takim fanem żeby w całości znać tekst xD Na nic jednak moje wysiłki. Odpinam więc słuchawki i trzymając telefon na wysokości klatki piersiowej pozwalam żeby telefon śpiewał głośno na cały przedział Sześć zer, aż w uchu dudni. Taco jednak nie reaguje. Głuchy, czy co? No bez przesady. Wstaję i siadam obok niego tyłem do kierunku jazdy i podstawiam mu telefon pod twarz. Co pan, zwariowałeś? pyta. Żryj. Żryj muzę chcę powiedzieć, zamiast tego pytam grzecznie: Pan jest może Takiem Hemingwayem? Taco zastanawia się i mówi: Nie. Jestem kuzynem Taco, ludzie często nas mylą na ulicy. Nazywam się Srako. Srako Hemingway. Aha – mówię, tracąc sympatię. To aż dziwne że ludzie tak mogą być do siebie podobni. Niezainteresowany, wracam na swoje miejsce, nie będę typa gnębić, bo i po co? Chociaż sprawa wydaje mi się śmierdzieć. Jem bułkę z jajkiem xD i paluszki. Po jakiejś godzinie w wagonie zaczyna straszliwie jebać, jakby ktoś napierdział tu bez krępacji po spożyciu czegoś straszliwego. Ale jeśli nie ja, to kto? Spoglądam na Srako i widzę, że się poci i z trudem na mnie nie patrzy. Obserwuję go kątem oka. Po pół godzinie dramat. Smród znowu jakby szambo wybiło. Srako poprawia się na siedzeniu, podnosi nogę, przekłada, a spod niego wylewa się coś ciekłego w czym z dużym niesmakiem rozpoznaję chyba rzadkie gówno, cieknie po siedzeniu i jasnych Levisach opinających mu brudną dupę. Ty, zesrałeś się? – pytam. Ja? pyta. Tak, ty. Nie, chyba zwariowałeś – mówi obrażony. Ale cóż z tego co mówi jak gówno dalej z niego cieknie niczym z zaworu, wypełniając mi nos smrodem a serce przerażeniem. Idź do kibla, nalegam. On, uparty, puka się tylko w czoło jakby nie było żadnego problemu. Jedziemy więc dalej, w podróży, ja, Srako i sraka Srako. I wtedy dopiero, po tym obesraniu się Hemingwaya, zaczęło się całe piekło. Przy akompaniamencie Arki Gdyni Kurwy Świni do przedziału wdarł się pijaczyn z Katowic, ten sam który ze mną wsiadał. A witam, dobry wieczór powiedział i wyciąga do nas ręce. Sraco Hemingway – przedstawił się Sraco, wahając się chwilę. Mężczyzna mu się przypatrzył uważnie. Monaco Lemingway – powiedział ściskając mu rękę i siadł z nami w przedziale. Combo smrodu stało się nieznośne, płakałem, cicho płakałem prawdę mówiąc. I łykałem sam nie powiem już co, napomknę tylko że cofało mnie straszliwie i gwałtownie, krucafiks. Pan Monaco wyjął z tylniej kieszeni portek brudne karty i uśmiechnął się dziurawo klawiaturo. To co? Partyjkę zagramy może panowie? Przy kartach czas szybciej leci. hehe. Rozdał i zaczęliśmy grę. Partię rozpoczął obesraniec Sraco, ale z jakimiś mazowieckimi zasadami. Waleczne rzucał na moje waleczne nie do koloru? Damy obronne tudzież?? Pojebało??? Nie mogliśmy się ogarnąć, no i co i rusz kłótnie i brednie wybuchały w przedziale o słuszność i moralność zasad. Panowie, uspokajał dziad, panowie hehe, no to mamy partyjkę pierwszą za sobą. Nudno wam pewnie? Może zagramy na wyzwania, co? Przegrany musi wykonać jedno zadanie, które ustalą dwaj pozostali. Zgodziliśmy się, ja mało chętnie, ale i tak zostałbym przegłosowany. I jak na złość musiałem przegrać, gdybyśmy tylko nie grali jak ten jebany Sraco sobie życzył, cwel rzucał czwórki na trójki, a Monaco się za mną nie wstawiał, szkoda nawet strzępić ryja… teraz wykaraskać się musiałem z opresji, nad którymi właśnie dla mnie pracowali. Co by tu, co by tu… zastanawiał się dziad. Wiem, powiedział. Pójdziesz do przedziału obok i zaśpiewasz siedzącym tam osobom piosenkę. Piosenkę? – pytam. – Jaką? Dotychczas milczący Sraco odchrząknął. – O gównie. – O gównie? – Dokładnie. O gównie. Spojrzałem mu w oczy, a wtedy on spruł się potężnie, nie zrywając kontaktu wzrokowego. Było w tym coś seksualnego, co wypędziło mnie za drzwi. Stanąłem przed przedziałem dresiarzy, wcześniej napisałem bratowi „żegnaj okrutny świecie xD”. Cicho pomyślałem sobie w głowie pewien rytm i tekst do niego. Sraco i Monaco wychyleni lekko przez szparę w drzwiach szturchali mnie w plecy rękami pośpieszając. Otworzyłem drzwi, dwudziestu chłopa patrzy na mnie jak z celi, a ja otwieram usta i śpiewam im, co miałem zaśpiewać, rytmicznie i z emocją: „Twoja dupa pachnie jak gówno akacji Smród na pontonie, smród na pontonie Twoja dupa pachnie jak sraka z kolacji Smród na pontonie, smród na pontonie Twoja cipa pachnie jak kuter rybacki Smród na pontonie, smród na pontonie” Kibole patrzą na mnie. Patrzą na mnie srogo i długo. Ja z dłonią spoconą na klamce i pacierzem w ustach, na dygocących nogach. Nagle jeden z nich kiwnął głową i jakby z namysłem, spokojnie powiedział „smród na pontonie…? Smród na pontonie…”. Inny spróbował mojej piosenki jakby wziął ją na język: „smród na pontonie… tak. Smród”. „Gówno akacji, mhm…” – szepnął jakby do siebie inny. „Twoja dupa pachnie... pachnie… tak… słusznie… słusznie. Całkiem słusznie…”. „Smród na pontonie, smród na pontonie” powtórzyli. I tak kiwali głowami już wszyscy w przedziale, jak na kazaniu, naprawdę dogłębnie i do serca dotknięci moją śpiewką, przekrzykując się cytatami z niej. Wkrótce zaczęli inkantować głośno mój tekst. Jechaliśmy przez ciemność, a oni śpiewali co powiedziałem: „twoja dupa pachnie jak sraka z kolacji, smród na pontonie, smród na pontonie”, lewa strona zaczynała, druga jej odpowiadała, i wtedy chyba przyszło do głowy temu Sraco, że chwytliwa rzecz padła właśnie w pociągu z moich ust, nośna co najmniej jak Kurwa Świnia, a to już, jak wiemy, sprawa niemała. Mam po prawdzie poważne powody żeby przypuszczać że nie był to jednak Sraco Hemingway tylko sam Taco Hemingway, który podróżował z nami tego dnia Incognito i wysiadł dopiero w Ełku i tego samego lata nagrał moją piosenkę Deszcz na betonie, podkręcając tylko lekko tekst i zyskując sławę na cały kraj. Ja sam dojechałem na Mazury, cały tydzień padało i komary kąsały. Nic z tego nie miałem oprócz bólu dupy.
submitted by Pan_Tofel to Polska [link] [comments]


2017.06.18 08:32 cudakzlasu PASTA

Anonki, chciałbym Wam opisać mój największy przegryw w życiu. Był wrzesień, moment w którym osiągnąłem apogeum piwniczenia. Wieczorem, około godziny 19 zadzwonił do mnie kumpel z gimbazy, że organizuje spotkanie naszej starej paczki dzisiaj o 21 i żebym wpadł. Nie widziałem tych ludzi od 4 lat, więc zgodziłem się. Miały być jeszcze jakieś dupeczki, ale ich akurat nie znałem. Poszedłem więc do łazienki, ogoliłem się, wziąłem prysznic. Nie miałem żadnych perfum, a mężczyzna powinien ładnie pachnieć. Moją uwagę przykuł odświeżacz do powietrza o zapachu sosny stojący przy kiblu. Wziąłem go i spryskałem się nim. Wygrzebałem jakąś koszulę, uprasowałem wszystko i byłem gotowy do wyjścia. Zahaczyłem o sklep monopolowy, gdzie kupiłem wódkę. Gdy dotarłem na miejsce, przywitała mnie grupka około 10 osób. Ucieszyłem się na widok znajomych pysków. Jednak moją uwagę przykuła jedna dziewczyna. Była niebotycznie piękna, miała długie blond włosy, niebieskie oczy, ładnie podkreślone piersi, wzrost około 175 cm. Widziałem, że się na mnie patrzy, więc spanikowałem i zacząłem się witać ze wszystkimi w bardzo nerwowy sposób. Przy nowo poznanych dziewczynach nie wiedziałem jak się zachować, więc podawałem im ręce i całowałem w policzek. Gdy doszedłem do niej, uścisnęliśmy sobie dłonie, ja się przybliżyłem by ją cmoknąć. Słyszę, jak nabiera powietrza i nagle zaczyna się krztusić. Nie wiedizałem o co chodzi, więc się jej pytam „Hehe, w porządku wszystko?”, ona powiedziała że tak, po prostu coś ją nagle zabolało przy oddechu (tak sobie myślę, że to mógł być mój zapach sosny, który jest bardzo duszący). Rozeszliśmy się do pokoju, wystawiliśmy wódkę na stół i piliśmy. Na początku było trochę drętwo, ale z biegiem czasu (a raczej wypitego alkoholu) atmosfera się rozluźniła. Postanowiłem spróbować szczęścia i podszedłem do niej, akurat siedziała sama. Usiadłem bardzo blisko niej, prawie się dotykaliśmy ciałami, siedziałem i się na nią patrzyłem z głupim uśmiechem. Nie wiem ile to trwało, ale myślę że z pół minuty. Ona się pyta „czy wszystko ok?”, a ja „Tak, hehe, spoko. Co tam?”. Okazało się, że dwa tygodnie temu zerwała z chłopakiem i jest jej źle. Trochę pogadaliśmy, poprosiła bym ją przytulił. Tak też zrobiłem. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas, po czym ona powiedziała „Wiesz, lubię cię, jesteś bardzo tajemniczy, ale to mi się podoba”. Mi pała stała już w najlepsze, bardzo możliwe że to poczuła, bo kutacz oporowo przebijał się na zewnątrz. W końcu wstałem, poszedłem pogadać z kumplami. Minęło około 2h, byłem już konkretnie napierdolony, w pewnym momencie kumpel poprosił mnie, bym z nim poszedł do pokoju, by chwilę szczerze pogadać. Siedzimy w tym pokoju, coś gadamy, on zarzucił, że widział mnie przytulającego się laską i pyta się, czy chcę ją zdobyć. Odpowiedziałem, że tak, ale również opisałem moją sytuację, czyli że nigdy nie trzymałem dziewczyny za rękę, przegrywam hardo i piwnica 24/7. Wydawał się być trochę zazenowany. Jednak po chwili spytał się mnie, czy wiem jak się całuje. Powiedziałem szczerze, że nie mam bladego pojęcia. Powiedział, że mi pokaże, to nie jest trudne, a ona może się zrazić, jak będę robił to chujowo. Jako że alkohol działał na dobre, zacząłem się z nim lizać. Nie wiem dlaczego, ale pała mi stanęła. Nie wiem ile czasu to robiliśmy, ale co jakiś cza przerywał i mówił „Powtarzaj za mną”. W końcu gdy skończyliśmy się lizać, zaproponował, że nauczy mnie jak zakładać prezerwatywę. Wyjął swojego kutasa (jemu też stał) i zademonstrował mi. Potem była moja kolej, tak też zrobiłem. Powiedział wtedy, że skoro już mamy gumy na sobie, to musimy to wykorzystać. Powiedział żebym mu wsadził w dupę, bo to prawie jak cipa dziewczyny tylko bardziej ciasna. Pomyślałem, że w sumie ok, przynajmniej będę wiedział mniej więcej jak to wygląda i nie będzie zaskoczenia. Zacząłem go jebać w ten odbyt. Jebię go tak z 10 minut i w tym momencie stała się rzecz straszna. Otwierają się drzwi, zapala się światło i widzę jak w drzwiach stoją trzy osoby: kumpel, koleżanka i właśnie ona. Ja tkwię z kutasem w jego dupie, spanikowałem i krzyczę do niej „To nie tak jak myslisz, my tylko ćwiczyliśmy żebym nie odjebał kaszany jak się będę z tobą lizał i ruchał”. Popłakała się. Kumpel, który wszedł (organizator imprezy), podszedł do mnie, zajebał mi sztukę w mordę, a potem temu którego grzmociłem w odbyt. Kazał nam wypierdalać. Kumpel zabrał nam ubrania i wyrzucił przez drzwi na klatkę. My szliśmy całkiem nago przez całe mieszkanie, wszyscy się na nas patrzyli. Byłem załamany, płakałem, że dałem się w to wciągnąć. Krzyczeli przy tym „Umyj kurwa dupę”, myślałem że to była aluzja do seksu analnego, jednak okazało się, że podczas mojego jebania puściły mi zwieracze i zesrałem się na łóżko, po czym w to usiadłem i rozsmarowałem sobie na półdupkach. Gdy ubraliśmy się na klatce i wyszliśmy z niej zacząłem przeklinać i wyzywać tego pedała, on mi zarzucał że to ja chciałem i go zmusilem. Nie wytrzymałem i jebnąłem mu w mordę, po czym jeszcze przekopałem pedryla. Naplułem na niego i poszedłem do domu. Od tamtej pory, gdy idę ulicami mojego miasta (robię to bardzo rzadko z racji na ta sytuację), moi rówieśnicy patrzą się i śmieją się ze mnie, wyzywając od pedałów. Nawet historia ta doszła do moich rodziców, myślałem że mnie wydziedziczą, ale zaklinalem się, że nie jestem pedałem i to nie tak jak myślą. Jestem spalony, anonki. Nie dostałem się na żadną uczelnię, a to była moja szansa na wyrwanie się z tego miasta i zaczęcia żyć na nowo. Cóż, może za rok…
submitted by cudakzlasu to Polska [link] [comments]


2016.12.21 13:07 ben13022 Jan Miodek o miłości i kochaniu.

Atrakcyjnie mówiący mężczyzna działa na kobiety. Ładna mowa może być afrodyzjakiem. Nawet, powiem nieskromnie, gdy rozprawia się o jerach, rzeczownikach i przymiotnikach.
Dorota Wodecka: Jak mężczyzna mówi, że kocha?
Prof. Jan Miodek: A wie pani, co to znaczy?
Przeczuwam.
Czyli w kobiecie etymologicznie jest już wpisany aspekt kochania, dotykania. I to też jest bardzo piękne. Nie dziwi mnie więc, że w relacji kobieta-mężczyzna to ona jest zawsze uczuciowo pełniejsza. Przejawia się to na ogół w całkowitym oddaniu się małżeństwu, macierzyństwu, a i pracy zawodowej też. Mężczyźni chyba mają w sobie więcej swoistej rezerwy na jeszcze jakieś swoje przyjemności, pasje, luzy szeroko pojęte. W nas dotyk, a w was?
Dwa światy. Ale to się cudownie dialektycznie dopełnia. Bo im dłużej żyję, tym bardziej jestem pewny, że istotą świata jest dopełnianie się przeciwieństw. A kobieta i mężczyzna to najważniejsze i w gruncie rzeczy najurokliwsze dopełniające się przeciwieństwo ze wszystkich uroków tego świata. Jesteśmy etymologicznym dopełnieniem kochania, a mężczyźni mówią o nas "dupy", "laski" i jeszcze dosadniej. Przyzna pan, że niepięknie.
Ta, w której się zakochujecie od pierwszego wejrzenia?
A pan często mówi żonie, że jest gryfno albo że pan ją kocha?
Skąd wie, jak pan nie mówi?
Co jest piękne?
Pan się wzruszył.
Co jest istotą waszych przeciwieństw?
Skąd pan wiedział, że to ona?
I czego się pan nauczył dzięki niej?
Wspominacie wasze pierwsze spotkanie?
Pewnie pięknie się wysławia.
Przeklinamy?
Czy mowa może być afrodyzjakiem?
Nie tylko mówiąc o miłości?
Czy Polacy ładnie mówią o miłości?
A najpiękniejsze słowo miłości?
źródło: http://wyborcza.pl/1,76842,7483062,Miodek__jo_ci_przaja.html#ixzz4TTQX9glS
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.09.03 19:52 gabi_dk Hi, I am trying to learn Polish. Can you have a look at these sentences I translated and correct me if I made mistakes?

I have posted this to /learnpolish too but I figure there are more native poles here, hope it's ok. Here are the sentences:
id English Polish
1 what is that? that's a picture co to jest? to jest obraz
2 who is that? is that a (school) teacher (f.)? kto to jest? to jest nauczycielka
3 no, that's not a (school) teacher but a student (f.) nie, to nie jest nauczyciel czy studentka
4 is that a new blackboard? is that blackboard new? no, it's old, but it's good czy to jest tablica? czy ta tablica jest nowa? nie, jest stara ale dobra
5 that's a pretty picture. where? here. to jest ładny obraz. gdzie? tu
6 is that the floor or the ceiling? czy to jest podłoga czy sufit?
7 that's a pen and that's a ball-point to jest pióro a to jest długopis
8 how are you? fine. excuse me, I'm late. jak się masz? dobrze, przepraszam jestem spóżniony
9 where are you going? I'm going to class gdzie idziesz? idę na zajęcia
10 what are you doing? I'm doing (some) shopping co robisz? robię zakupy
11 where is the new lecturer (f.)? gdzie jest nowa letkorka?
12 Do you live in Warsaw or in Krakow? czy mieszkasz w Warszawie czy w Krakowie?
13 Why are you going shopping? gdzie idziesz na zakupy?
14 Why are you late? dlaczego jesteś spóżniony?
15 Why are you so curious? dlaczego jesteś tak ciekawy?
16 When do you go shopping? kiedy robisz zakupy?
17 Excuse me, what's your (first) name? proszę, jak masz na imię?
18 What are you doing here? co tu robisz?
19 No one lives here nikt tu nie mieszka
20 Why is he asking? He's merely curious dlaczego on pyta? po prostu on jest ciekawy
21 What's your (full) name? jak się nazywasz?
22 My first name is Robert mam na imie Robert
23 That's not a Polish (first) name to nie jest polskie imię
24 Why yes, it is Polish owszem to jest polskie
25 No, it's English nie to jest angielskie
26 How would that be in Polish? jak to będzie po polsku
27 I am never late nigdy nie jestem spóźniony
28 I don't have anything nic nie mam
29 I never do anything nigdy nie robię
30 I'm not going anywhere nigdzie nie idę
31 Is that your chald? Yes, it's mine. Why? Czy to jest twoja kreda? Tak, to moja. Dlaczego?
32 That's not my lecturer To nie jest mój lektor
33 Is your father here? Czy twój ojciec jest tu?
34 No, he's at the office now Nie jest teraz w gabinecie
35 Is this pencil (any) good? Czy ten długopis jest dobry?
36 That radio (over there) is newer Ten magnetofon jest stary i zepsuty
37 Here is my oldest picture Tamten magnetofon jest nowszy
38 As far as I know, my sister is satisfied Tu jest mój najstarszy obraz
39 My brother is not particularly satisfied O ile wiem, moja siostra jest zadowolona
40 Your colleague is rather nice Mój brat nie jest zbyt zadowolont
41 He's not as nice as it seems On nie jest tak miły jak się wydaje
42 This university is a lot larger than it seems Ten uniwersytet jest o wiele większy niż się wydaje
43 My colleague (f.) says that she has too much work Moja koleżanka mówi że ona ma za dużo pracy
44 This (private) office is a lot larger than that (one over there) Ten gabinet jest o wiele większy niż tamten
45 Is your colleague (m.) a lecturer? Yes, but he's not particularly good Czy twój kolega jest lektorem? Tak, ale on nie jest zbyt dobry
46 I'm curious whether your (private) office is smaller than mine Jestem ciekawy czy twój gabinet jest mniejszy niż mój
47 It's not smaller, it's a lot larger Nie jest mniejszy jest większy
48 Is that radio broken? No, it works perfectly well Czy to radio jest zepsute? Nie, zupełnie dobrze działa
49 Where does your father work? He works in an office in Krakow Gdzie pracuje twój ojciec? On pracuje w biurze w Krakowie
50 Is your younger sister in school? Yes, but not now Czy twoja młoda siostra jest w szkole? Tak, ale nie teraz
51 What does your older brother do? He's a student at the university in Warsaw Co robi twój starszy brat? On jest studentem na uniwersytecie w Warszawie
52 My aunt is a lot nicer than it seems Moja ciocia jest o wiele milsza niż się wydaje
53 Where is your lecturer (m.)? As far as I know, he's in (his) office Gdzie jest twój lektor? O ile wiem, on jest w gabinecie
54 Where is Mr. Orlowski? He is in (his) office Gdzie jest pan orłowski? On jest w biurze
55 Mr. Orlowski is an ordinary clerck, but he is not an ordinary person Pan Orłowski jest zwykłym urzędnikiem ale nie jest zwyklą osobą
56 He is a clerk with a good imagination On jest urzędnikiem z dobrą wyobraźnią
57 I don't know what kind of picture that is Nie wiem jaki to jest obraz
58 I don't know when he is in (his) office Nie wiem kiedy on jest w biurze
59 What kind of floor is that? An ordinary (one). Jaka to jest podłoga? Zwykła
60 I don't know why she is in Krakow today Nie wiem dlaczego ona jest w Krakowie dzisiaj
61 In the office is a new picture W biurze jest nowy obraz
62 Where are you going with those people? Gdzie idziesz z tymi ludźmi?
63 Gdynia is a new Polish port Gdynia jest nowym polskim portem polskim
64 Silesia is an important industrial region Śląsk jest ważnym rejonem przemysłowym
65 Szczecin and Gdansk are the other main Polish ports Szczecin i Gdańsk są innymi głównymi portami Polski
66 Warsaw and Lodz are the largest Polish towns Warszawa i Łódź są największymi miastami polskimi
67 Lodz and Katowice are the most important industrial towns Łódź i Katowice są najważniejszymi miastami przemysłowym
68 Is Bydgoszcz an important agricultural town? Czy Bgdoszcz jest ważnym miastem rolniczym?
69 Poland is an important industrial and agricultural country Polska jest ważnym krajem przemysłowym i rolniczym
70 Where is Katowice? Gdzie są Katowice?
71 Opole is larger than Bialystok Opole są wieksze niż Białystok
72 Rzeszow is fairly large Rzeszów jest dość duży
73 Zielona Gora is larger than it seems Zielona Góra jest większa niż się wydaje
74 I'd like to go to a concert this evening with you, but I'm already engaged chciałabym pójsc na koncert dziś wieczorem z tobą ale już jestem umówiona
75 I'm too tired to go with you to a film jestem za zmęczony żeby pójsc z tobą na film
76 Are you ready to leave yet? Where to? czy już jesteś gotowy do wyjścia dokąd
77 I'll never be ready to leave nigdy nie będę gotowa do wyjścia
78 Yesterday I was too tired to go shopping, but now I'm ready wczoraj byłam za zmęczona żeby pójsc do zakupy ale teraz jestem gotowa
79 Is that table free? No, it's already taken czy ten stół jest wolny? nie jest już zajęty
80 I'm going to classes this evening idę na zakupy dziś wieczorem
81 Will you be free tomorrow morning? I don't know, maybe yes, maybe no czy będziesz wolny jutro rano? nie wiem, może tak może nie
82 Unfortunately, I am already engaged on Friday afternoon. Too bad niestety jestem już umówiona w piątek po południu. szkoda
83 I have to study tomorrow afternoon musze się uczyć jutro po południu
84 I'm surprised that you're never in a hurry dziwię się że nigdzy się nie śpieszysz
85 He's amazed that you're never embarrassed on dziwi się że nigdy się nie wsytdzysz
86 She's glad that he always has a good time ona cieszy się że on zawsze dobrze się bawi
87 I'm always bored when I'm in (my) office zawsze się nudę kiedy jestem w biurze
88 Are you afraid? Don't be afraid! czy się boisz? nie bój sie
89 I'm very worried. I'm not surprised that you're worried. I'm worried too bardzo się martwię. nie się dziwię że się martwisz. ja też się martwię
90 Don't be surprised that I'm embarrassed nie dziw się że się wstydzę
91 Are you surprised? No, I'm not at all surprised czy się dziwisz? nie wcale nie się dziwię
92 Be glad that I'm having a good time ciesz się, że dobrze się bawię
93 I'm homesick. Don't worry, you'll get over it tesknę za domem. nie martw się to ci przejdzie
94 I doubt it very much bardzo w to wątpie
95 I doubt whether she's having a good time wątpie, czy ona dobrze się bawi
96 Is that man German? I think so czy ten man jest niemcem? myślé że tak
97 Do you think that that lady is Canadian? I doubt it jak myślisz, czy ta pani jest kanadyjka? w to wątpie
98 How do you like this new picture? I like it, but why is it so small? jak ci się podoba ten obraz? podoba mi się ale dlaczego, jest tak mały?
99 I'm really glad that you like this concert bardzo się cieszę że podoba ci się ten koncert
100 Is your new apartment comfortable? czy twoje nowe mieszkanie jest wygodne+
101 This is an apartment with central heating and electricity to jest mieszkanie z centralnym ogrzewaniem og elektryczym
102 This car is new, but it isn't particularly expensive ten samochód jest nowy ale nie jest zbyt drogi
103 My uncle has a large and modern apartment in Krakow mój wujek ma duże i nowoczesne mieszkanie w Krakowie
104 Although Mr. Kowalczyk is important, he is not particularly happy, because he is too ambitious chociaż pan Kowalczyk jest ważny on nie jest zbyt zadowolony bo on jest za ambitny
105 Mr. Kowalczyk is always punctual and well dressed pan Kowalczyk jest zawsze punktualny i dobrze ubrany
106 What kind of car is that? Is it Polish? No, it's English jaki to jest samochód? czy jest polski? nie jest angielski
107 My mother says that my father is too punctual moja matka mówi że mój ojciec jest za punktualny
108 In what are you interested? czym interesujesz się
109 I am interested in all sports, but I am not myself an athlete interesuję się sportami ale nie jest sam sportowcem
110 I don't know where my sister is now or whether she is happy nie wiem gdzie moja siostra jest teraz, czy ona jest zadowolona
111 I'm worried that they don't know where you live martwię się że oni nie wiedzą gdzie mieszkasz
112 Are you surprised that I'm glad that you're bored? czy się dziwisz że ciesze się że się nudzisz
113 He is asking whether you are having a good time on pyta czy dobrze się bawisz
114 With whom are you going to the concert? z kim idziesz na koncert?
115 I'm going by myself ide sama
116 Do you know whether they have a car? wiesz czy oni mają samochod
117 They do have a car, but it is not particularly new oni mają samochód ale nie jest zbyt nowy
118 What kind of car they have? I don't know co za samochod? nie wiem
119 That man is my good friend ten mężczyzna to mój dobry znajomy / ten mężczyzna jest moim dobrym znajomym
120 That woman is pretty, but she is not nice ta kobieta jest ładna, ale ona nie jest miła
121 That man is a good actor but an even better singer ten mężczyzna jest dobrym aktorem ale jeszcze lepszym piosenkarzem
122 That lady is probably the worst singer in the world ta pani jest chyba najgorszą piosenkarką na świecie
123 He is a bad postman, but an even worse person on jest złym listonoszem ale jeszcze gorszą osobą
124 Who was that man? That was the postman kto to był ten pan? to był listonosz
125 My fiance is a Canadian pilot mój narzeczony jest kanadyjskim pilotem
126 My fiancee is a French nurse moja narzeczona jest francuska pielęgniarka
127 Is that good-looking young man your friend? No, he's only my brother czy ten przystojny młody mężczyzna to twój znajomy? nie on jest tylko moim bratem
128 Canadian vodka is a lot better than Russian kanadysjka wódka jest o wiele lepsza niż rosyjska
129 Polish vodka is the best vodka in the world polska wódka jest najlepsza wódka na świecie
130 His sister is a very hard-working nurse jego siostra jest bardzo pracowita pielęgniarka
131 Her brother is some kind of actor jej brat to jakiś aktor
132 Is that man their friend? czy ten pan twój znajomy
133 What do you think? Is that woman a dancer? jak myślisz, czy ona jest tancerką?
134 I'm surprised that you speak Polish so well dziwię się że mówisz po polsku tak dobrze
135 No wonder, I'm Polish nic dziwnego jestem polakiem
136 I'm glad that one speaks English here, for I don't understand Italian ciszę się że ktoś tu nie mówi po angielsku bo nie rozumiem po włosku
137 How does one say that in Russian? I don't know jak to się mówi po rosyjsku? nie wiem
138 You never know anything nidgy nic nie wiesz
139 It's necessary to ask the professor. No, he never knows anything either trzeba zapytać profesor. nie, on też nic nie wie
140 He's worried that they don't speak English on dziwi się że oni nie mówią po angielsku
141 He reads more quickly than I, but he understands much less on czyta szybciej niż ja ale on rozumie o wiele mniej
142 I speak a little Russian but I speak French much better mówię trochę po rosyjsku ale mówię lepiej po francusku
143 Is that man reading Russian? I don't know, we should ask him czy ten pan czyta po rosyjsku? nie wiem trzeba go zapytać
144 Why is she bored? She's bored because she doesn't understand anything dlaczego ona się nudzi? ona nudzi się bo ona nic nie rozumie
145 I don't know how to sing very well. Do you know how to sing? Yes, but only in Italian nie umiem śpiewać zbyt dobrze. czy umiesz śpiewać? tak, ale tylko po włosku
146 I don't hear what they are saying nie słyszę co oni mówią
147 Speak more clearly, I can't understand what you are saying mów głośniej nie rozumiem co mówisz
148 Do you know where Karol lives? No, I forget czy wiesz gdzie Karol mieszka? nie, nie pamiętam
149 Please don't write so quickly proszę nie pisz tak szybko
150 Don't be so modest nie bądź tak skromny
151 He is a Spanish boxer on jest hiszpańskim bokserem
152 Her friend is a French actor jej znajoma jest francuską aktorką
153 That man is some kind of Russian singer ten człowiek to jakiś rosyjski piosenkarz
154 Who here is the worst dancer? Probably me kto tu jest najgorszym tancerem? chyba ja
155 How does one write that? jak to się pisze
156 One doesn't do that here tak się nie robi tu
157 One works more slowly here tu się pracuje wolniej
158 How does one go there? jak się idzie tam
159 Don't be so hard-working nie bądź tak pracowity
160 Let's ask the professor. He surely knows zapytajmy profesora, on pewnie wie
161 Don't sing so loudly nie śpiew tak głośno
162 Why does your dog look so strange? I donøt know. He just looks that way. Dlaczego twój pies wygląda tak dziwnie? Nie wiem. On po prostu tak wygląda
163 Whose cat is that? Ours Czyj to kot ? nasz
164 We raise pigs, chickens, cows, sheep, and various other animals Hodomujemy świnie kury krowy owce i rowne inny zwierzęta
165 Why does your new cow look so sad? Dlaczego twoja nowa krowa tak smutnie wygląda
166 Not every dog is as intelligent as mine Nie każdy pies jest tak inteligentny jak mój
167 What kind of dog is that? Co to za pies / jaki to pies?
168 German Shepherds look more intelligent than they are Owczarki niemieckie wyglądają inteligentniejsze niż są.
169 Dogs look more intelligent than cats, but they say that cats are really more intelligent Psy są inteligentniejsze niż koty ale mowią że koty są naprawdę inteligentniejsze
170 Is your friend (m.) married? No, he's too choosy Czy twój znajomy jest żonaty ? nie on jest za wymagający
171 My brother is getting more and more famous Mój brat jest coraz słynniej
172 Don't be so lazy. Who's talking! Nie bądź taki leniwy. kto mówi!
173 I'm glad that you like my new Great Dane. He likes you too. Cieszę się że podoba ci się mój nowy dog. On też lubi cię.
174 I'm surprised that you don't like my new snake. Dziwię się że nie podoba ci się mój nowy wąż
175 You are looking prettier and prettier. Wyglądasz coraz ładniej
176 My poodle is smarter than their German Shepherd Moj pudel jest inteligentniejszy niż ich owczarek niemieckie
177 What is the most important Polish town? Co jest najwazniejsze polskie miasto?
178 I don't know, but the largest Polish town is Warsaw Nie wiem ale największe polskie miasto to Warszawa
179 Every crocodile is cruel. All crocodiles are cruel Kadży krokodyl jest okrutny. Wszystkie krokodyly są okrutne
180 Everything is ready Wszystko jest gotowe
181 Do you (f. formal) live alone? No, I like with my friend Czy pani mieszka sama? nie mieszka z moim znajomym
182 Is that the same goose? No it's a different one. Czy to ta sama gęś? nie to inna
183 Are you raising that pig yourself? Czy hodujesz ta świnia sam?
184 What kind of music does he like? Popular Jaką muzykę on lubi? klasyczną
185 He would like to be a manager, but unfortunately he doesn't like to work On chciałby być dyrektorem ale niestety on nie lubi pracować
186 He has a new secretary, but she is not particularly hard-working On ma nową sekretarkę ale ona nie jest zbyt pracowita
187 She would like to visit Warsaw and Krakow Ona chciałaby zwiedzić Warszawę i Kraków
188 Miss Szymanowska likes films and goes regularly to the movies Pani Szymanowaska lubi filmy i chodzi regularnie do kina
189 Although she is only a secretary, she is always very well dressed Chociaż ona jest sekretarką, ona zawsze jest dobrze ubrana
190 Would you like to have a new television set? Yes, but I would prefer a new car Chciałbysz mieć nowy telewizor? tak ale wolałbym nowy samochód
191 I like German Shepherds. I'd like to have a German Shepherd Lubię owczarki niemieckie. Chciałabym mieć owczarka niemieckiego
192 I'd prefer to have a Great Dane than a poodle Chciałabym mieć doga niż pudla
193 Do you like English actresses? Czy podoba ci się angielskie aktorki
194 Yes, but I prefer Polish actors Tak ale wolałbym polskich aktorzy
195 Do you know that man? No, but I'd like to meet him Czy znasz tego mężczyznę? nie ale chcę go poznać
196 I don't understand why you like me. Neither do I Nie rozumiem dlaczego mnie lubisz. Ja też nie
197 Here is my most difficult song To jest moja najtrudniejsza piosenka
198 Excuse me, do you (m. formal) know where the Hotel Victoria is? No, I don't Przepraszam czy pan wie gdzie hotel Wiktoria jest ? Nie nie wiem
199 We have to hurry, it's already 10 till 4 Musimy się śpieszyć już jest za dziesięć czwarta
200 It's a quarter to three, we have to be at home at three thirty Jest za kwadrans trzecia musimy być w domu o wpół do czwartej
201 In an hour it will be 8 o'clock. In two hours it will be nine Za godzina będzie ósma. Za dwie godziny będzie dziewięć.
202 You ought to speak Polish more slowly with that man. He doesn't understand Polish very well Powinieneś mowić wolniej po polsku z tym mężczyzną. on nie rozumie po polsku zbyt dobrze
203 I am going to watch television tonight. There is going to be a very interesting English film at 11 Będę oglądać telewizję wieczorem. Jest bardzo interesujący film o dziewiątej.
204 I have to be at the university in four minutes. Well then, you'd better hurry Muszę być na uniwersytecie za cztery minuty. No to, trzeba się śpieszyć
205 He has to be at the office at 8 in the morning. That's nothing. I have to be at the office at 7 On musi być w biurze o ósmej rano. To nic. Ja muszę być w biurze o siódmej.
206 In order to watch television regularly, it's necessary to have a television set that works Żeby oglądać telewizję regularnie, trzeba mieć telewizor ktory działa.
207 I will be free in two minutes, now I am working Będę wolna za dwie minuty, teraz pracuję
208 After 7 I will be too busy to watch that film Po siódmej będę za zajeta żeby oglądać ten film
209 We should ask that man what time it is Trzeba zapytać tego mężczyznę ktora godzina jest
210 Here are three fish, two snakes, two pigs, and one very sick cow Tu są trzy ryby, dwa węży dwie świnie i jedna bardzo chora krowa
211 How do you like my four new cats? I like them, but why do they look so unhappy? Jak ci się podabają moje nowe cztery koty? podobają mi się ale dlaczego tak smutnie wyglądaja
212 If you are going to work, I am going to go to the movies with my friend Jeśli będziesz pracować idę do kina z przyjacielem
213 I waited for you an entire hour in front of the museum. In front of what museum? Czekałam na ciebie przed muzeum. Przed ktorym muzem?
214 The concert is already beginning Koncert już się zaczyna
215 I asked the professor when the lesson begins, but he didn't know. I'm not surprised Pytałam profesora kiedy zajęcia się zaczynają ale on nie wiedział. Nie się dziwię
216 I was very surprised Bardzo się dziwiałam
217 Where are you going to live in Warsaw? Gdzie będziesz mieszkać w Warszawie?
218 Whose spoiled child is that? Czyje te zepsute dziecko jest?
219 Your (fem. formal) daughter is very well brought up Pani córka jest dobrze wychowana
220 Why are you taking aspirin? Dlaczego bierzesz aspirynę
221 I'm sick. I feel very bad Jestem chora, źle się czuję
222 Do you (informal) know my son? No, but I'd like to meet him Czy pan zna mojego syna? nie ale chciałbym go poznać
223 She would like to be an actress, I would just like to meet an actress Ona chciałaby być aktorką, ja po prostu chciałabym poznać aktorkę
224 My son is a boring person but an interesting actor Mój syn jest nudną osobą ale interesującym aktorem
225 I have one dog, two horses, one television set, three pigs, one car, and two daughters Mam jednego psa, dwa konie jeden telewizor, trzy świnie jeden samochód i dwie córki
226 Your family must be very rich Twoja rodzina musi być bardzo bogaty
227 My brother is still studying, but my sisters are already working Mój brat jeszcze studiuje ale moje siostry już pracują
228 Are those your (informal) brothers? No, those are my sons Czy to są pana bracia? nie to są moi synowie
229 Who are those boys? Kto to są ci chłopcy
230 That well dressed man is my father Ten dobrze ubrany mężczyzna to mój ojciec / jest moim ojcem
231 You ought to buy a dog. A dog is a good friend. Powinieneś kupić psa. Pies jest dobrym znajomym
232 I already have a good friend Już mam dobrego znajomego
233 What do his parents do? I don't know. We should ask him Co robią jego rodzice? nie wiem trzeba go zapytać
234 Whose parents are those? Czyi rodzice to są
235 You look very good today Bardzo źle wyglądasz dzisiaj
236 Do you have any brothers-and-sisters? Czy masz rodzeństwo
237 I have a younger brother and an older sister Mam młodszego brata i starszą siostrę
238 We are meeting in front of the movies at quarter till six Spotykamy się przed kinem kwadrans do szóstej
239 The last show begins at 10:30 Ostatni seans zaczyna się wpół do jedenastej
240 At what time do you have to be at home? At 2:45 O której musisz być w domu? kwadrans do trzeciej
241 Are there any tickets for the first show? Czy są bilety na pierwsza seans
242 I thought that concert was supposed to be tomorrow. You were wrong Myślałam że ten koncert miał być jutro. Pomiłaś się
243 I waited for you an entire hour in front of the movie-house Czekałam na ciebie całą godziną przed kinem
244 Where were you yesterday afternoon Gdzie byłeś wczoraj po południu
245 What do you mean where was I? I was at home Jak to, gdzie byłam? Byłam w domu
246 What kind of television set would be good? Jaki tekewizor będzie
247 That depends To zależy
248 You ought to work more Powinieneś pracować więcej
249 Where are the letters which you are writing? gdzie są listy które piszesz?
250 Who are you waiting for? I'm waiting for my wife na kogo czekasz? czekam na moją żoną
251 His father is interesting, but his mother is even more interesting jego ojciec jest interesujący ale jego matka jest nawet bardziej interesująca.
252 That woman is more interesting than her husband ta kobieta jest bardziej interesująca niż jej mąż.
253 I have a younger brother and two older sisters mam młodszego brata i dwie starsze siostry
254 Who is that person with whom you were talking? kto była ta osoba z którą rozwawiałaś?
255 I'm too tired to write that article jestem zbyt zmeczona żeby czytać ten artykuł
256 Which book do you recommend? którą książkę polecisz?
257 I don't know. Both books are equally boring nie wiem. obydwie są jednakowo nudne.
258 Here is a short novel which is worth reading to jest powieśc którą warto przeczytać
259 I'll read your article right away zaraz przeczytam twój artykuł.
260 Ewa and I are going to an interesting film this evening idę z Ewą do interesującego film.
261 What's the film called? River of No return jak to się nazywa? rzęka bez powrotu
262 That is the worst article that I have ever read. to jest najgorszy artykuł który kiedykolwiek czytałam
263 Do you have my notebook? No, I have my own notebook czy masz mój zeszyt? nie, mam własny zeszyt
264 I'm waiting for my colleague (m). czekam na mojego kolegę
265 We're waiting for Adam and his girlfriend czekamy na Adama i jego dziewczynę
266 I'm handsomer than I thought jestem przystojniejszy niż myslałem
267 Their pig is much fatter than I remembered ich świnia jest grubsza niż pamiętałam
268 Our dog is much more intelligent than theirs nasz pies jest inteligentniejszy niż ich.
269 I'm still reading that book jeszcze czytam tą książkę
270 It's necessary to ask the (school) teacher (f.) trzeba zapytać lektorkę
271 Read this article, it's interesting przeczytaj ten artykuł, jest interesujący.
272 Let's read this new book, it's not too long przeczytajmy tą nową książkę, nie jest zbyt długa
273 He writes much better than he speaks on pisze o wiele lepiej niż mowi
274 How are you (formal and informal)? Jak się masz? Jak się pan ma?
275 What are you doing? Co robisz?
276 I'm doing some shopping Robię zakupy
277 Excuse me, I'm busy Przepraszam, jestem zajęta
278 Why are you in a hurry? Dlaczego się śpieszysz?
279 So long. Na razie
280 What's new? Nothing, what's new with you? Co słychać? Nic, a co słychać u ciebie?
281 Where are you going? I'm going to class Gdzie idziesz? Idę na zajęcia
282 What's your (first) name? Jak masz na imię?
283 Why are you asking where I live? Dlaczego pytasz gdzie mieszkam?
284 I'm merely curious Po prostu jestem ciekawa
285 I'm not going anywhere Nic nie idę
286 My brother is a clerck in an office in Krakow mój brat jest urzędnikiem w biurze w Krakowie
287 He is not very happy on nie jest zbyt zadowolony
288 He says, that he has too little work on mówi, że ma za mało pracy
289 As far as I know, that tape recorder works perfectly well O ile wiem, ten magetofon zupełnie dobrze działa
290 My car is a lot newer than yours. Yes, my car is old and broken Mój samochód jest o wiele nowszy niż twój. Tak, mój samochód jest stary i zepsuty
291 Are you free this evening? No, I'm already engaged Czy jesteś wolny dziś wieczorem? Nie, już jestem umówiony
292 Are you ready yet? What for? For the concert. Czy jesteś już gotowy? Na co? Na koncert
293 I'm probably too tired to go to the concert today. Jestem chyba za zmęczony żeby pójść na koncert dzisiaj
294 When will you be ready? Maybe today, maybe tomorrow. Kiedy będziesz gotowy? Może dzisiaj, może jutro
295 What do you think: is that man bored? I don't know: we should ask him. Jak myślisz: czy ten pan nudzi się? Nie wiem, trzeba go zapytać
296 How do you like Poland? I like it, but I'm homesick. Don't worry, it'll pass. I doubt it very much. Jak ci się podoba Polska? Podoba mi się, ale tęsknię za domem. Nie martwi cię, to ci przejdzie. W to bardzo wątpię
297 I'm surprised that you're having such a good time. Don't be surprised. Dziwię się że tak dobrze się bawisz. Nie dziw się
298 Who is that woman with whom that man is speaking? She's a Polish singer. Kto to jest ta kobieta z którą ten pan rozmawia? Ona to polska piosenkarka
299 Is your sister married? No, but she's engaged. Czy twoja siostra jest mężatką? Nie, ale jest zaręczona
300 Here comes my brother and (with) his fiancee. Idzie mój brat z narzeczoną
301 Do you speak French? No, but I speak Italian and Spanish. Czy mówisz po francusku? Nie, ale mówie po włosku i po hiszpańsku
302 No wonder that I don't understand what that couple (ci państwo) are saying: they're speaking Russian. Nic dziwnego że nie rozumiem co ci państwo mówią: mówią po rosyjsku
303 Don't be so modest. Nie bądź taki skromny
304 I understand Polish better than I speak (it). Rozumiem lepiej po polsku niż mówię
305 Speak more slowly. Mów wolniej
306 I (can't) hear what that man is saying. He's not speaking, he's singing. Nie słyszę co ten pan mówi. On nie mówi, on śpiewa
307 It's necessary to write more clearly. Trzeba pisać wyraźniej
308 Whose animal is that? I don't know. What kind of animal is it? Czyje to zwierzę? Nie wiem. Co to za zwierzę?
309 What kind of animals do you raise? I raise pigs, cows and sheep. Jakie zwierzęta hodujesz?
310 I see lions, elephants, crocodiles and snakes. Widzę lwy, słonie, krokodyle i węże.
311 Sheep are a lot more intelligent than chickens. Owce są o wiele inteligentniejsze niż kure
312 How do you like my new fish (sg.)? Jak ci się podoba moja nowa ryba?
313 I like it, but why does it look so strange? Podoba mi się, ale dlaczego wygląda tak dziwnie?
314 I have to be at home at three o'clock. Muszę być w domu o trzeciej
315 Then you'd better hurry. No to powinnaś się śpieszyć
316 I have one cat, two dogs, and five birds. Mam jednego kota, dwa psy i pięć ptaków
317 Which car is that? That's already the eleventh. Jaki to jest samochód? To jest już jedenasty.
318 I'll be ready in a minute. Będę gotowa za minutę
319 Do you have brothers and sisters? Czy masz rodzeństwo?
320 I have a younger brother and two older sisters. mam młodszego brata i dwie starsze siostry
321 Are you sick or do you simply look that way? Czy jesteś chory czy po prostu tak wyglądasz?
322 Do you have a temperature? Czy masz temperaturę?
323 What kind of dog do you want to buy? Jakiego psa chcesz kupić?
324 What kind of car do you prefer? Jaki samochód wolisz?
325 I'd like to meet that man. Chciałbym poznać tego mężczyznę
326 I'll introduce you right away. Zaraz cię przedstawię
327 Thanks, I don't feel like it any longer. Dziękuję, już nie mam ochotę
328 Whose parents are those? Ours. Czyi rodzice to są? Nasi
329 I'm waiting for Ewa, do you know her? Czekam na Ewę, czy znasz ją?
330 Of course. That's my good friend. Oczywiście. To moja dobra przyjaciółka.
331 Do you subscribe to any magazines? Prenumerujesz jakieś czasopisma?
332 I am too busy to read magazines. Jestem za zajęty, żeby czytać czasopisma
333 What can you advise me to read? Co możesz mi polecić do czytania?
334 Both of these books are equally interesting. Obydwie książki są jednakowo ciekawe
335 Who are you waiting for? Mary. Na kogo czekasz? na Marię
336 Here is an article that is worth reading. tu jest artykuł, który warto przeczytać
337 That person is not as nice as it seems. Ta osoba, nie jest tak miła jak się wydaje
338 I'd like coffee with milk and (some) bread Proszę kawę z mlekiem i chleb
339 I can't eat bread with honey, I have to eat bread without honey Nie mogę jeść chleba z miodem, muszę jeść chleb bez miodu
340 What else (jeszcze) are you eating besides (oprócz) meat? Co jeszcze jesz, oprócz mięsa?
341 Instead of white cheese I'd like half a kilo of butter and a fair-sized piece (spory kawałek) of ham To proszę zamiast białego sera pół kilo masła i spory kawałek szynki
342 I doubt whether that ham is very (zbyt) fresh Wątpię czy ta szynka jest zbyt świeża
343 Why do you say that? Dlaczego to mówisz?
344 This coffee is a little too strong, I'd like some milk and sugar Ta kawa jest trochę za mocna, proszę mleko i cukier
345 I'd like a bottle of apple juice Proszę butelkę soku jabłkowego
346 What do you prefer, sausage or ham? I prefer ham Co wolisz, kiełbasę czy szynkę? Wolę szynkę
347 I doubt whether there is (any) ham Wątpię czy jest szynka
348 There won't be (any) ham tomorrow either (też) Jutro też nie będzie szynki
349 Thanks for the soda water, but I prefer brandy Dziękuję za wodę sodową ale wolę koniak
350 Instead of juice I'd like a bottle of red wine and a mug of light beer Zamiast soku proszę butelkę czerwonego wina i kubek jasnego piwa
351 There isn't any cabbage today, there wasn't any cabbage yesterday, and there won't be any cabbage tomorrow Nie ma kapusty dzisiaj, nie było kapusty wczoraj i nie będzie kapusty jutro
352 This meat is very tasty. What is it? You wouldn't want to know To mięso jest bardzo smaczne. Co to jest? Nie chciałbyś wiedzieć
353 I don't like milk, what else is there? Nie lubię mleka, co jeszcze jest?
354 Can I get something for a cough? Yes, but I doubt whether it will be very effective Czy dostanę coś na kaszel? Tak, ale wątpię czy będzie skuteczne
355 We don't want to buy any more cheese Nie chcemy kupić więcej sera
356 Do you still live with your parents? Czy jeszcze mieszkasz u rodziców?
357 No, I live by myself (sam) now Nie, teraz mieszkam sam
358 I am often at Janina's, but I don't live with her Często bywam u Janiny, ale nie mieszkam z nią
359 Why are you eating without us? Dlaczego jesz bez nas?
360 My brother is older than I, but I am smarter than he Mój brat jest starszy niż ja, ale jestem bardziej inteligentniejsza od niego
361 How do you like the soup? I like it a lot Jak ci smakuje ta zupa? Bardzo mi smakuje
362 I'm crazy about fresh bread. Me too Przepadam za świeżym chlebem. Ja też
363 I'd like some black coffee and white bread Proszę czarną kawę i biały chleb
364 Do you like to listen to popular music? (use słuchać + G) Czy lubisz słuchać muzyki popularnej?
365 No, I prefer classical music (muzyka klasyczna) Nie, lubię muzykę klasyczną
366 I'm looking for a good white wine Szukam dobrego białego wina
367 I'm inviting a very important person for dinner tomorrow night at eight o'clock Zapraszam bardzo ważną osobą na kolację jutro wieczorem o ósmej
368 Why don't you buy this wine? It's both good and not very expensive Dlaczego nie kupujesz tego wina? Jest i dobre i nie zbyt drogie
369 Are Jan and Dorota here yet? No, not yet Czy już są Jan i Dorota tu? Jeszcze nie
370 I usually drink coffee without sugar, but today I will drink it with both sugar and milk Zwykle piję kawę bez cukru, ale dzisiaj piję tę i z cukrem i z mlekiem
371 We always eat ham with horseradish, but today there isn't any horseradish Zawsze jemy szynkę z chrzanem, ale dzisiaj nie ma chrzanu
372 He wants to buy a briefcase for his colleague (m.), but he doesn't want to buy an expensive briefcase On chce kupić teczkę dla kolegi, ale on nie chce kupić drogiego teczki
373 Today there is neither salt nor pepper. Never mind (to nic). I prefer ham without salt and pepper Dzisiaj nie ma ani soli ani pieprzu. Wolę szynkę bez soli i bez pieprzu
374 I usually eat cornflakes for breakfast, but today instead of cornflakes I am eating bread and (with) butter Zwykle piję płatki kukurydziane na śniadanie, ale dzisiaj zamiast płatków kukurydziane jem chleb z masłem
375 I'm hungry. Well then eat something Jestem głodna. To zjedz coś
376 I'm thirsty. Well then have something to drink. Chcę mi się pić. To napij się czegoś
377 There's nothing either (ani) to drink or (ani) to eat, as usual Nie ma ani do picia ni do jedzenia, jak zwykle
378 I'm looking for a ring for my wife. Buy her this one. No, I prefer that other one Szukam pierścionka dla mojej żony. Kup ten. Nie, wolę tamten.
379 Here are two horses and twenty-five cows Tu są dwa konie i dwadzieścia pięć krowy
380 We are waiting for our six acquaintances (m.) Czekamy na nasi sześciu znajomi
381 My watch is a lot more expensive than yours Mój zegarek jest o wiele bardziej drogi niż twój
382 Let's invite Lola for supper (use the 1rst pers. pl. imperative) Zaprośmy Lolę na kolację
submitted by gabi_dk to Polska [link] [comments]


2016.09.03 19:41 gabi_dk Can Native Polish read these sentences I have translated and let me know if I have made any mistakes?

id English Polish
1 what is that? that's a picture co to jest? to jest obraz
2 who is that? is that a (school) teacher (f.)? kto to jest? to jest nauczycielka
3 no, that's not a (school) teacher but a student (f.) nie, to nie jest nauczyciel czy studentka
4 is that a new blackboard? is that blackboard new? no, it's old, but it's good czy to jest tablica? czy ta tablica jest nowa? nie, jest stara ale dobra
5 that's a pretty picture. where? here. to jest ładny obraz. gdzie? tu
6 is that the floor or the ceiling? czy to jest podłoga czy sufit?
7 that's a pen and that's a ball-point to jest pióro a to jest długopis
8 how are you? fine. excuse me, I'm late. jak się masz? dobrze, przepraszam jestem spóżniony
9 where are you going? I'm going to class gdzie idziesz? idę na zajęcia
10 what are you doing? I'm doing (some) shopping co robisz? robię zakupy
11 where is the new lecturer (f.)? gdzie jest nowa letkorka?
12 Do you live in Warsaw or in Krakow? czy mieszkasz w Warszawie czy w Krakowie?
13 Why are you going shopping? gdzie idziesz na zakupy?
14 Why are you late? dlaczego jesteś spóżniony?
15 Why are you so curious? dlaczego jesteś tak ciekawy?
16 When do you go shopping? kiedy robisz zakupy?
17 Excuse me, what's your (first) name? proszę, jak masz na imię?
18 What are you doing here? co tu robisz?
19 No one lives here nikt tu nie mieszka
20 Why is he asking? He's merely curious dlaczego on pyta? po prostu on jest ciekawy
21 What's your (full) name? jak się nazywasz?
22 My first name is Robert mam na imie Robert
23 That's not a Polish (first) name to nie jest polskie imię
24 Why yes, it is Polish owszem to jest polskie
25 No, it's English nie to jest angielskie
26 How would that be in Polish? jak to będzie po polsku
27 I am never late nigdy nie jestem spóźniony
28 I don't have anything nic nie mam
29 I never do anything nigdy nie robię
30 I'm not going anywhere nigdzie nie idę
31 Is that your chald? Yes, it's mine. Why? Czy to jest twoja kreda? Tak, to moja. Dlaczego?
32 That's not my lecturer To nie jest mój lektor
33 Is your father here? Czy twój ojciec jest tu?
34 No, he's at the office now Nie jest teraz w gabinecie
35 Is this pencil (any) good? Czy ten długopis jest dobry?
36 That radio (over there) is newer Ten magnetofon jest stary i zepsuty
37 Here is my oldest picture Tamten magnetofon jest nowszy
38 As far as I know, my sister is satisfied Tu jest mój najstarszy obraz
39 My brother is not particularly satisfied O ile wiem, moja siostra jest zadowolona
40 Your colleague is rather nice Mój brat nie jest zbyt zadowolont
41 He's not as nice as it seems On nie jest tak miły jak się wydaje
42 This university is a lot larger than it seems Ten uniwersytet jest o wiele większy niż się wydaje
43 My colleague (f.) says that she has too much work Moja koleżanka mówi że ona ma za dużo pracy
44 This (private) office is a lot larger than that (one over there) Ten gabinet jest o wiele większy niż tamten
45 Is your colleague (m.) a lecturer? Yes, but he's not particularly good Czy twój kolega jest lektorem? Tak, ale on nie jest zbyt dobry
46 I'm curious whether your (private) office is smaller than mine Jestem ciekawy czy twój gabinet jest mniejszy niż mój
47 It's not smaller, it's a lot larger Nie jest mniejszy jest większy
48 Is that radio broken? No, it works perfectly well Czy to radio jest zepsute? Nie, zupełnie dobrze działa
49 Where does your father work? He works in an office in Krakow Gdzie pracuje twój ojciec? On pracuje w biurze w Krakowie
50 Is your younger sister in school? Yes, but not now Czy twoja młoda siostra jest w szkole? Tak, ale nie teraz
51 What does your older brother do? He's a student at the university in Warsaw Co robi twój starszy brat? On jest studentem na uniwersytecie w Warszawie
52 My aunt is a lot nicer than it seems Moja ciocia jest o wiele milsza niż się wydaje
53 Where is your lecturer (m.)? As far as I know, he's in (his) office Gdzie jest twój lektor? O ile wiem, on jest w gabinecie
54 Where is Mr. Orlowski? He is in (his) office Gdzie jest pan orłowski? On jest w biurze
55 Mr. Orlowski is an ordinary clerck, but he is not an ordinary person Pan Orłowski jest zwykłym urzędnikiem ale nie jest zwyklą osobą
56 He is a clerk with a good imagination On jest urzędnikiem z dobrą wyobraźnią
57 I don't know what kind of picture that is Nie wiem jaki to jest obraz
58 I don't know when he is in (his) office Nie wiem kiedy on jest w biurze
59 What kind of floor is that? An ordinary (one). Jaka to jest podłoga? Zwykła
60 I don't know why she is in Krakow today Nie wiem dlaczego ona jest w Krakowie dzisiaj
61 In the office is a new picture W biurze jest nowy obraz
62 Where are you going with those people? Gdzie idziesz z tymi ludźmi?
63 Gdynia is a new Polish port Gdynia jest nowym polskim portem polskim
64 Silesia is an important industrial region Śląsk jest ważnym rejonem przemysłowym
65 Szczecin and Gdansk are the other main Polish ports Szczecin i Gdańsk są innymi głównymi portami Polski
66 Warsaw and Lodz are the largest Polish towns Warszawa i Łódź są największymi miastami polskimi
67 Lodz and Katowice are the most important industrial towns Łódź i Katowice są najważniejszymi miastami przemysłowym
68 Is Bydgoszcz an important agricultural town? Czy Bgdoszcz jest ważnym miastem rolniczym?
69 Poland is an important industrial and agricultural country Polska jest ważnym krajem przemysłowym i rolniczym
70 Where is Katowice? Gdzie są Katowice?
71 Opole is larger than Bialystok Opole są wieksze niż Białystok
72 Rzeszow is fairly large Rzeszów jest dość duży
73 Zielona Gora is larger than it seems Zielona Góra jest większa niż się wydaje
74 I'd like to go to a concert this evening with you, but I'm already engaged chciałabym pójsc na koncert dziś wieczorem z tobą ale już jestem umówiona
75 I'm too tired to go with you to a film jestem za zmęczony żeby pójsc z tobą na film
76 Are you ready to leave yet? Where to? czy już jesteś gotowy do wyjścia dokąd
77 I'll never be ready to leave nigdy nie będę gotowa do wyjścia
78 Yesterday I was too tired to go shopping, but now I'm ready wczoraj byłam za zmęczona żeby pójsc do zakupy ale teraz jestem gotowa
79 Is that table free? No, it's already taken czy ten stół jest wolny? nie jest już zajęty
80 I'm going to classes this evening idę na zakupy dziś wieczorem
81 Will you be free tomorrow morning? I don't know, maybe yes, maybe no czy będziesz wolny jutro rano? nie wiem, może tak może nie
82 Unfortunately, I am already engaged on Friday afternoon. Too bad niestety jestem już umówiona w piątek po południu. szkoda
83 I have to study tomorrow afternoon musze się uczyć jutro po południu
84 I'm surprised that you're never in a hurry dziwię się że nigdzy się nie śpieszysz
85 He's amazed that you're never embarrassed on dziwi się że nigdy się nie wsytdzysz
86 She's glad that he always has a good time ona cieszy się że on zawsze dobrze się bawi
87 I'm always bored when I'm in (my) office zawsze się nudę kiedy jestem w biurze
88 Are you afraid? Don't be afraid! czy się boisz? nie bój sie
89 I'm very worried. I'm not surprised that you're worried. I'm worried too bardzo się martwię. nie się dziwię że się martwisz. ja też się martwię
90 Don't be surprised that I'm embarrassed nie dziw się że się wstydzę
91 Are you surprised? No, I'm not at all surprised czy się dziwisz? nie wcale nie się dziwię
92 Be glad that I'm having a good time ciesz się, że dobrze się bawię
93 I'm homesick. Don't worry, you'll get over it tesknę za domem. nie martw się to ci przejdzie
94 I doubt it very much bardzo w to wątpie
95 I doubt whether she's having a good time wątpie, czy ona dobrze się bawi
96 Is that man German? I think so czy ten man jest niemcem? myślé że tak
97 Do you think that that lady is Canadian? I doubt it jak myślisz, czy ta pani jest kanadyjka? w to wątpie
98 How do you like this new picture? I like it, but why is it so small? jak ci się podoba ten obraz? podoba mi się ale dlaczego, jest tak mały?
99 I'm really glad that you like this concert bardzo się cieszę że podoba ci się ten koncert
100 Is your new apartment comfortable? czy twoje nowe mieszkanie jest wygodne+
101 This is an apartment with central heating and electricity to jest mieszkanie z centralnym ogrzewaniem og elektryczym
102 This car is new, but it isn't particularly expensive ten samochód jest nowy ale nie jest zbyt drogi
103 My uncle has a large and modern apartment in Krakow mój wujek ma duże i nowoczesne mieszkanie w Krakowie
104 Although Mr. Kowalczyk is important, he is not particularly happy, because he is too ambitious chociaż pan Kowalczyk jest ważny on nie jest zbyt zadowolony bo on jest za ambitny
105 Mr. Kowalczyk is always punctual and well dressed pan Kowalczyk jest zawsze punktualny i dobrze ubrany
106 What kind of car is that? Is it Polish? No, it's English jaki to jest samochód? czy jest polski? nie jest angielski
107 My mother says that my father is too punctual moja matka mówi że mój ojciec jest za punktualny
108 In what are you interested? czym interesujesz się
109 I am interested in all sports, but I am not myself an athlete interesuję się sportami ale nie jest sam sportowcem
110 I don't know where my sister is now or whether she is happy nie wiem gdzie moja siostra jest teraz, czy ona jest zadowolona
111 I'm worried that they don't know where you live martwię się że oni nie wiedzą gdzie mieszkasz
112 Are you surprised that I'm glad that you're bored? czy się dziwisz że ciesze się że się nudzisz
113 He is asking whether you are having a good time on pyta czy dobrze się bawisz
114 With whom are you going to the concert? z kim idziesz na koncert?
115 I'm going by myself ide sama
116 Do you know whether they have a car? wiesz czy oni mają samochod
117 They do have a car, but it is not particularly new oni mają samochód ale nie jest zbyt nowy
118 What kind of car they have? I don't know co za samochod? nie wiem
119 That man is my good friend ten mężczyzna to mój dobry znajomy / ten mężczyzna jest moim dobrym znajomym
120 That woman is pretty, but she is not nice ta kobieta jest ładna, ale ona nie jest miła
121 That man is a good actor but an even better singer ten mężczyzna jest dobrym aktorem ale jeszcze lepszym piosenkarzem
122 That lady is probably the worst singer in the world ta pani jest chyba najgorszą piosenkarką na świecie
123 He is a bad postman, but an even worse person on jest złym listonoszem ale jeszcze gorszą osobą
124 Who was that man? That was the postman kto to był ten pan? to był listonosz
125 My fiance is a Canadian pilot mój narzeczony jest kanadyjskim pilotem
126 My fiancee is a French nurse moja narzeczona jest francuska pielęgniarka
127 Is that good-looking young man your friend? No, he's only my brother czy ten przystojny młody mężczyzna to twój znajomy? nie on jest tylko moim bratem
128 Canadian vodka is a lot better than Russian kanadysjka wódka jest o wiele lepsza niż rosyjska
129 Polish vodka is the best vodka in the world polska wódka jest najlepsza wódka na świecie
130 His sister is a very hard-working nurse jego siostra jest bardzo pracowita pielęgniarka
131 Her brother is some kind of actor jej brat to jakiś aktor
132 Is that man their friend? czy ten pan twój znajomy
133 What do you think? Is that woman a dancer? jak myślisz, czy ona jest tancerką?
134 I'm surprised that you speak Polish so well dziwię się że mówisz po polsku tak dobrze
135 No wonder, I'm Polish nic dziwnego jestem polakiem
136 I'm glad that one speaks English here, for I don't understand Italian ciszę się że ktoś tu nie mówi po angielsku bo nie rozumiem po włosku
137 How does one say that in Russian? I don't know jak to się mówi po rosyjsku? nie wiem
138 You never know anything nidgy nic nie wiesz
139 It's necessary to ask the professor. No, he never knows anything either trzeba zapytać profesor. nie, on też nic nie wie
140 He's worried that they don't speak English on dziwi się że oni nie mówią po angielsku
141 He reads more quickly than I, but he understands much less on czyta szybciej niż ja ale on rozumie o wiele mniej
142 I speak a little Russian but I speak French much better mówię trochę po rosyjsku ale mówię lepiej po francusku
143 Is that man reading Russian? I don't know, we should ask him czy ten pan czyta po rosyjsku? nie wiem trzeba go zapytać
144 Why is she bored? She's bored because she doesn't understand anything dlaczego ona się nudzi? ona nudzi się bo ona nic nie rozumie
145 I don't know how to sing very well. Do you know how to sing? Yes, but only in Italian nie umiem śpiewać zbyt dobrze. czy umiesz śpiewać? tak, ale tylko po włosku
146 I don't hear what they are saying nie słyszę co oni mówią
147 Speak more clearly, I can't understand what you are saying mów głośniej nie rozumiem co mówisz
148 Do you know where Karol lives? No, I forget czy wiesz gdzie Karol mieszka? nie, nie pamiętam
149 Please don't write so quickly proszę nie pisz tak szybko
150 Don't be so modest nie bądź tak skromny
151 He is a Spanish boxer on jest hiszpańskim bokserem
152 Her friend is a French actor jej znajoma jest francuską aktorką
153 That man is some kind of Russian singer ten człowiek to jakiś rosyjski piosenkarz
154 Who here is the worst dancer? Probably me kto tu jest najgorszym tancerem? chyba ja
155 How does one write that? jak to się pisze
156 One doesn't do that here tak się nie robi tu
157 One works more slowly here tu się pracuje wolniej
158 How does one go there? jak się idzie tam
159 Don't be so hard-working nie bądź tak pracowity
160 Let's ask the professor. He surely knows zapytajmy profesora, on pewnie wie
161 Don't sing so loudly nie śpiew tak głośno
162 Why does your dog look so strange? I donøt know. He just looks that way. Dlaczego twój pies wygląda tak dziwnie? Nie wiem. On po prostu tak wygląda
163 Whose cat is that? Ours Czyj to kot ? nasz
164 We raise pigs, chickens, cows, sheep, and various other animals Hodomujemy świnie kury krowy owce i rowne inny zwierzęta
165 Why does your new cow look so sad? Dlaczego twoja nowa krowa tak smutnie wygląda
166 Not every dog is as intelligent as mine Nie każdy pies jest tak inteligentny jak mój
167 What kind of dog is that? Co to za pies / jaki to pies?
168 German Shepherds look more intelligent than they are Owczarki niemieckie wyglądają inteligentniejsze niż są.
169 Dogs look more intelligent than cats, but they say that cats are really more intelligent Psy są inteligentniejsze niż koty ale mowią że koty są naprawdę inteligentniejsze
170 Is your friend (m.) married? No, he's too choosy Czy twój znajomy jest żonaty ? nie on jest za wymagający
171 My brother is getting more and more famous Mój brat jest coraz słynniej
172 Don't be so lazy. Who's talking! Nie bądź taki leniwy. kto mówi!
173 I'm glad that you like my new Great Dane. He likes you too. Cieszę się że podoba ci się mój nowy dog. On też lubi cię.
174 I'm surprised that you don't like my new snake. Dziwię się że nie podoba ci się mój nowy wąż
175 You are looking prettier and prettier. Wyglądasz coraz ładniej
176 My poodle is smarter than their German Shepherd Moj pudel jest inteligentniejszy niż ich owczarek niemieckie
177 What is the most important Polish town? Co jest najwazniejsze polskie miasto?
178 I don't know, but the largest Polish town is Warsaw Nie wiem ale największe polskie miasto to Warszawa
179 Every crocodile is cruel. All crocodiles are cruel Kadży krokodyl jest okrutny. Wszystkie krokodyly są okrutne
180 Everything is ready Wszystko jest gotowe
181 Do you (f. formal) live alone? No, I like with my friend Czy pani mieszka sama? nie mieszka z moim znajomym
182 Is that the same goose? No it's a different one. Czy to ta sama gęś? nie to inna
183 Are you raising that pig yourself? Czy hodujesz ta świnia sam?
184 What kind of music does he like? Popular Jaką muzykę on lubi? klasyczną
185 He would like to be a manager, but unfortunately he doesn't like to work On chciałby być dyrektorem ale niestety on nie lubi pracować
186 He has a new secretary, but she is not particularly hard-working On ma nową sekretarkę ale ona nie jest zbyt pracowita
187 She would like to visit Warsaw and Krakow Ona chciałaby zwiedzić Warszawę i Kraków
188 Miss Szymanowska likes films and goes regularly to the movies Pani Szymanowaska lubi filmy i chodzi regularnie do kina
189 Although she is only a secretary, she is always very well dressed Chociaż ona jest sekretarką, ona zawsze jest dobrze ubrana
190 Would you like to have a new television set? Yes, but I would prefer a new car Chciałbysz mieć nowy telewizor? tak ale wolałbym nowy samochód
191 I like German Shepherds. I'd like to have a German Shepherd Lubię owczarki niemieckie. Chciałabym mieć owczarka niemieckiego
192 I'd prefer to have a Great Dane than a poodle Chciałabym mieć doga niż pudla
193 Do you like English actresses? Czy podoba ci się angielskie aktorki
194 Yes, but I prefer Polish actors Tak ale wolałbym polskich aktorzy
195 Do you know that man? No, but I'd like to meet him Czy znasz tego mężczyznę? nie ale chcę go poznać
196 I don't understand why you like me. Neither do I Nie rozumiem dlaczego mnie lubisz. Ja też nie
197 Here is my most difficult song To jest moja najtrudniejsza piosenka
198 Excuse me, do you (m. formal) know where the Hotel Victoria is? No, I don't Przepraszam czy pan wie gdzie hotel Wiktoria jest ? Nie nie wiem
199 We have to hurry, it's already 10 till 4 Musimy się śpieszyć już jest za dziesięć czwarta
200 It's a quarter to three, we have to be at home at three thirty Jest za kwadrans trzecia musimy być w domu o wpół do czwartej
201 In an hour it will be 8 o'clock. In two hours it will be nine Za godzina będzie ósma. Za dwie godziny będzie dziewięć.
202 You ought to speak Polish more slowly with that man. He doesn't understand Polish very well Powinieneś mowić wolniej po polsku z tym mężczyzną. on nie rozumie po polsku zbyt dobrze
203 I am going to watch television tonight. There is going to be a very interesting English film at 11 Będę oglądać telewizję wieczorem. Jest bardzo interesujący film o dziewiątej.
204 I have to be at the university in four minutes. Well then, you'd better hurry Muszę być na uniwersytecie za cztery minuty. No to, trzeba się śpieszyć
205 He has to be at the office at 8 in the morning. That's nothing. I have to be at the office at 7 On musi być w biurze o ósmej rano. To nic. Ja muszę być w biurze o siódmej.
206 In order to watch television regularly, it's necessary to have a television set that works Żeby oglądać telewizję regularnie, trzeba mieć telewizor ktory działa.
207 I will be free in two minutes, now I am working Będę wolna za dwie minuty, teraz pracuję
208 After 7 I will be too busy to watch that film Po siódmej będę za zajeta żeby oglądać ten film
209 We should ask that man what time it is Trzeba zapytać tego mężczyznę ktora godzina jest
210 Here are three fish, two snakes, two pigs, and one very sick cow Tu są trzy ryby, dwa węży dwie świnie i jedna bardzo chora krowa
211 How do you like my four new cats? I like them, but why do they look so unhappy? Jak ci się podabają moje nowe cztery koty? podobają mi się ale dlaczego tak smutnie wyglądaja
212 If you are going to work, I am going to go to the movies with my friend Jeśli będziesz pracować idę do kina z przyjacielem
213 I waited for you an entire hour in front of the museum. In front of what museum? Czekałam na ciebie przed muzeum. Przed ktorym muzem?
214 The concert is already beginning Koncert już się zaczyna
215 I asked the professor when the lesson begins, but he didn't know. I'm not surprised Pytałam profesora kiedy zajęcia się zaczynają ale on nie wiedział. Nie się dziwię
216 I was very surprised Bardzo się dziwiałam
217 Where are you going to live in Warsaw? Gdzie będziesz mieszkać w Warszawie?
218 Whose spoiled child is that? Czyje te zepsute dziecko jest?
219 Your (fem. formal) daughter is very well brought up Pani córka jest dobrze wychowana
220 Why are you taking aspirin? Dlaczego bierzesz aspirynę
221 I'm sick. I feel very bad Jestem chora, źle się czuję
222 Do you (informal) know my son? No, but I'd like to meet him Czy pan zna mojego syna? nie ale chciałbym go poznać
223 She would like to be an actress, I would just like to meet an actress Ona chciałaby być aktorką, ja po prostu chciałabym poznać aktorkę
224 My son is a boring person but an interesting actor Mój syn jest nudną osobą ale interesującym aktorem
225 I have one dog, two horses, one television set, three pigs, one car, and two daughters Mam jednego psa, dwa konie jeden telewizor, trzy świnie jeden samochód i dwie córki
226 Your family must be very rich Twoja rodzina musi być bardzo bogaty
227 My brother is still studying, but my sisters are already working Mój brat jeszcze studiuje ale moje siostry już pracują
228 Are those your (informal) brothers? No, those are my sons Czy to są pana bracia? nie to są moi synowie
229 Who are those boys? Kto to są ci chłopcy
230 That well dressed man is my father Ten dobrze ubrany mężczyzna to mój ojciec / jest moim ojcem
231 You ought to buy a dog. A dog is a good friend. Powinieneś kupić psa. Pies jest dobrym znajomym
232 I already have a good friend Już mam dobrego znajomego
233 What do his parents do? I don't know. We should ask him Co robią jego rodzice? nie wiem trzeba go zapytać
234 Whose parents are those? Czyi rodzice to są
235 You look very good today Bardzo źle wyglądasz dzisiaj
236 Do you have any brothers-and-sisters? Czy masz rodzeństwo
237 I have a younger brother and an older sister Mam młodszego brata i starszą siostrę
238 We are meeting in front of the movies at quarter till six Spotykamy się przed kinem kwadrans do szóstej
239 The last show begins at 10:30 Ostatni seans zaczyna się wpół do jedenastej
240 At what time do you have to be at home? At 2:45 O której musisz być w domu? kwadrans do trzeciej
241 Are there any tickets for the first show? Czy są bilety na pierwsza seans
242 I thought that concert was supposed to be tomorrow. You were wrong Myślałam że ten koncert miał być jutro. Pomiłaś się
243 I waited for you an entire hour in front of the movie-house Czekałam na ciebie całą godziną przed kinem
244 Where were you yesterday afternoon Gdzie byłeś wczoraj po południu
245 What do you mean where was I? I was at home Jak to, gdzie byłam? Byłam w domu
246 What kind of television set would be good? Jaki tekewizor będzie
247 That depends To zależy
248 You ought to work more Powinieneś pracować więcej
249 Where are the letters which you are writing? gdzie są listy które piszesz?
250 Who are you waiting for? I'm waiting for my wife na kogo czekasz? czekam na moją żoną
251 His father is interesting, but his mother is even more interesting jego ojciec jest interesujący ale jego matka jest nawet bardziej interesująca.
252 That woman is more interesting than her husband ta kobieta jest bardziej interesująca niż jej mąż.
253 I have a younger brother and two older sisters mam młodszego brata i dwie starsze siostry
254 Who is that person with whom you were talking? kto była ta osoba z którą rozwawiałaś?
255 I'm too tired to write that article jestem zbyt zmeczona żeby czytać ten artykuł
256 Which book do you recommend? którą książkę polecisz?
257 I don't know. Both books are equally boring nie wiem. obydwie są jednakowo nudne.
258 Here is a short novel which is worth reading to jest powieśc którą warto przeczytać
259 I'll read your article right away zaraz przeczytam twój artykuł.
260 Ewa and I are going to an interesting film this evening idę z Ewą do interesującego film.
261 What's the film called? River of No return jak to się nazywa? rzęka bez powrotu
262 That is the worst article that I have ever read. to jest najgorszy artykuł który kiedykolwiek czytałam
263 Do you have my notebook? No, I have my own notebook czy masz mój zeszyt? nie, mam własny zeszyt
264 I'm waiting for my colleague (m). czekam na mojego kolegę
265 We're waiting for Adam and his girlfriend czekamy na Adama i jego dziewczynę
266 I'm handsomer than I thought jestem przystojniejszy niż myslałem
267 Their pig is much fatter than I remembered ich świnia jest grubsza niż pamiętałam
268 Our dog is much more intelligent than theirs nasz pies jest inteligentniejszy niż ich.
269 I'm still reading that book jeszcze czytam tą książkę
270 It's necessary to ask the (school) teacher (f.) trzeba zapytać lektorkę
271 Read this article, it's interesting przeczytaj ten artykuł, jest interesujący.
272 Let's read this new book, it's not too long przeczytajmy tą nową książkę, nie jest zbyt długa
273 He writes much better than he speaks on pisze o wiele lepiej niż mowi
274 How are you (formal and informal)? Jak się masz? Jak się pan ma?
275 What are you doing? Co robisz?
276 I'm doing some shopping Robię zakupy
277 Excuse me, I'm busy Przepraszam, jestem zajęta
278 Why are you in a hurry? Dlaczego się śpieszysz?
279 So long. Na razie
280 What's new? Nothing, what's new with you? Co słychać? Nic, a co słychać u ciebie?
281 Where are you going? I'm going to class Gdzie idziesz? Idę na zajęcia
282 What's your (first) name? Jak masz na imię?
283 Why are you asking where I live? Dlaczego pytasz gdzie mieszkam?
284 I'm merely curious Po prostu jestem ciekawa
285 I'm not going anywhere Nic nie idę
286 My brother is a clerck in an office in Krakow mój brat jest urzędnikiem w biurze w Krakowie
287 He is not very happy on nie jest zbyt zadowolony
288 He says, that he has too little work on mówi, że ma za mało pracy
289 As far as I know, that tape recorder works perfectly well O ile wiem, ten magetofon zupełnie dobrze działa
290 My car is a lot newer than yours. Yes, my car is old and broken Mój samochód jest o wiele nowszy niż twój. Tak, mój samochód jest stary i zepsuty
291 Are you free this evening? No, I'm already engaged Czy jesteś wolny dziś wieczorem? Nie, już jestem umówiony
292 Are you ready yet? What for? For the concert. Czy jesteś już gotowy? Na co? Na koncert
293 I'm probably too tired to go to the concert today. Jestem chyba za zmęczony żeby pójść na koncert dzisiaj
294 When will you be ready? Maybe today, maybe tomorrow. Kiedy będziesz gotowy? Może dzisiaj, może jutro
295 What do you think: is that man bored? I don't know: we should ask him. Jak myślisz: czy ten pan nudzi się? Nie wiem, trzeba go zapytać
296 How do you like Poland? I like it, but I'm homesick. Don't worry, it'll pass. I doubt it very much. Jak ci się podoba Polska? Podoba mi się, ale tęsknię za domem. Nie martwi cię, to ci przejdzie. W to bardzo wątpię
297 I'm surprised that you're having such a good time. Don't be surprised. Dziwię się że tak dobrze się bawisz. Nie dziw się
298 Who is that woman with whom that man is speaking? She's a Polish singer. Kto to jest ta kobieta z którą ten pan rozmawia? Ona to polska piosenkarka
299 Is your sister married? No, but she's engaged. Czy twoja siostra jest mężatką? Nie, ale jest zaręczona
300 Here comes my brother and (with) his fiancee. Idzie mój brat z narzeczoną
301 Do you speak French? No, but I speak Italian and Spanish. Czy mówisz po francusku? Nie, ale mówie po włosku i po hiszpańsku
302 No wonder that I don't understand what that couple (ci państwo) are saying: they're speaking Russian. Nic dziwnego że nie rozumiem co ci państwo mówią: mówią po rosyjsku
303 Don't be so modest. Nie bądź taki skromny
304 I understand Polish better than I speak (it). Rozumiem lepiej po polsku niż mówię
305 Speak more slowly. Mów wolniej
306 I (can't) hear what that man is saying. He's not speaking, he's singing. Nie słyszę co ten pan mówi. On nie mówi, on śpiewa
307 It's necessary to write more clearly. Trzeba pisać wyraźniej
308 Whose animal is that? I don't know. What kind of animal is it? Czyje to zwierzę? Nie wiem. Co to za zwierzę?
309 What kind of animals do you raise? I raise pigs, cows and sheep. Jakie zwierzęta hodujesz?
310 I see lions, elephants, crocodiles and snakes. Widzę lwy, słonie, krokodyle i węże.
311 Sheep are a lot more intelligent than chickens. Owce są o wiele inteligentniejsze niż kure
312 How do you like my new fish (sg.)? Jak ci się podoba moja nowa ryba?
313 I like it, but why does it look so strange? Podoba mi się, ale dlaczego wygląda tak dziwnie?
314 I have to be at home at three o'clock. Muszę być w domu o trzeciej
315 Then you'd better hurry. No to powinnaś się śpieszyć
316 I have one cat, two dogs, and five birds. Mam jednego kota, dwa psy i pięć ptaków
317 Which car is that? That's already the eleventh. Jaki to jest samochód? To jest już jedenasty.
318 I'll be ready in a minute. Będę gotowa za minutę
319 Do you have brothers and sisters? Czy masz rodzeństwo?
320 I have a younger brother and two older sisters. mam młodszego brata i dwie starsze siostry
321 Are you sick or do you simply look that way? Czy jesteś chory czy po prostu tak wyglądasz?
322 Do you have a temperature? Czy masz temperaturę?
323 What kind of dog do you want to buy? Jakiego psa chcesz kupić?
324 What kind of car do you prefer? Jaki samochód wolisz?
325 I'd like to meet that man. Chciałbym poznać tego mężczyznę
326 I'll introduce you right away. Zaraz cię przedstawię
327 Thanks, I don't feel like it any longer. Dziękuję, już nie mam ochotę
328 Whose parents are those? Ours. Czyi rodzice to są? Nasi
329 I'm waiting for Ewa, do you know her? Czekam na Ewę, czy znasz ją?
330 Of course. That's my good friend. Oczywiście. To moja dobra przyjaciółka.
331 Do you subscribe to any magazines? Prenumerujesz jakieś czasopisma?
332 I am too busy to read magazines. Jestem za zajęty, żeby czytać czasopisma
333 What can you advise me to read? Co możesz mi polecić do czytania?
334 Both of these books are equally interesting. Obydwie książki są jednakowo ciekawe
335 Who are you waiting for? Mary. Na kogo czekasz? na Marię
336 Here is an article that is worth reading. tu jest artykuł, który warto przeczytać
337 That person is not as nice as it seems. Ta osoba, nie jest tak miła jak się wydaje
338 I'd like coffee with milk and (some) bread Proszę kawę z mlekiem i chleb
339 I can't eat bread with honey, I have to eat bread without honey Nie mogę jeść chleba z miodem, muszę jeść chleb bez miodu
340 What else (jeszcze) are you eating besides (oprócz) meat? Co jeszcze jesz, oprócz mięsa?
341 Instead of white cheese I'd like half a kilo of butter and a fair-sized piece (spory kawałek) of ham To proszę zamiast białego sera pół kilo masła i spory kawałek szynki
342 I doubt whether that ham is very (zbyt) fresh Wątpię czy ta szynka jest zbyt świeża
343 Why do you say that? Dlaczego to mówisz?
344 This coffee is a little too strong, I'd like some milk and sugar Ta kawa jest trochę za mocna, proszę mleko i cukier
345 I'd like a bottle of apple juice Proszę butelkę soku jabłkowego
346 What do you prefer, sausage or ham? I prefer ham Co wolisz, kiełbasę czy szynkę? Wolę szynkę
347 I doubt whether there is (any) ham Wątpię czy jest szynka
348 There won't be (any) ham tomorrow either (też) Jutro też nie będzie szynki
349 Thanks for the soda water, but I prefer brandy Dziękuję za wodę sodową ale wolę koniak
350 Instead of juice I'd like a bottle of red wine and a mug of light beer Zamiast soku proszę butelkę czerwonego wina i kubek jasnego piwa
351 There isn't any cabbage today, there wasn't any cabbage yesterday, and there won't be any cabbage tomorrow Nie ma kapusty dzisiaj, nie było kapusty wczoraj i nie będzie kapusty jutro
352 This meat is very tasty. What is it? You wouldn't want to know To mięso jest bardzo smaczne. Co to jest? Nie chciałbyś wiedzieć
353 I don't like milk, what else is there? Nie lubię mleka, co jeszcze jest?
354 Can I get something for a cough? Yes, but I doubt whether it will be very effective Czy dostanę coś na kaszel? Tak, ale wątpię czy będzie skuteczne
355 We don't want to buy any more cheese Nie chcemy kupić więcej sera
356 Do you still live with your parents? Czy jeszcze mieszkasz u rodziców?
357 No, I live by myself (sam) now Nie, teraz mieszkam sam
358 I am often at Janina's, but I don't live with her Często bywam u Janiny, ale nie mieszkam z nią
359 Why are you eating without us? Dlaczego jesz bez nas?
360 My brother is older than I, but I am smarter than he Mój brat jest starszy niż ja, ale jestem bardziej inteligentniejsza od niego
361 How do you like the soup? I like it a lot Jak ci smakuje ta zupa? Bardzo mi smakuje
362 I'm crazy about fresh bread. Me too Przepadam za świeżym chlebem. Ja też
363 I'd like some black coffee and white bread Proszę czarną kawę i biały chleb
364 Do you like to listen to popular music? (use słuchać + G) Czy lubisz słuchać muzyki popularnej?
365 No, I prefer classical music (muzyka klasyczna) Nie, lubię muzykę klasyczną
366 I'm looking for a good white wine Szukam dobrego białego wina
367 I'm inviting a very important person for dinner tomorrow night at eight o'clock Zapraszam bardzo ważną osobą na kolację jutro wieczorem o ósmej
368 Why don't you buy this wine? It's both good and not very expensive Dlaczego nie kupujesz tego wina? Jest i dobre i nie zbyt drogie
369 Are Jan and Dorota here yet? No, not yet Czy już są Jan i Dorota tu? Jeszcze nie
370 I usually drink coffee without sugar, but today I will drink it with both sugar and milk Zwykle piję kawę bez cukru, ale dzisiaj piję tę i z cukrem i z mlekiem
371 We always eat ham with horseradish, but today there isn't any horseradish Zawsze jemy szynkę z chrzanem, ale dzisiaj nie ma chrzanu
372 He wants to buy a briefcase for his colleague (m.), but he doesn't want to buy an expensive briefcase On chce kupić teczkę dla kolegi, ale on nie chce kupić drogiego teczki
373 Today there is neither salt nor pepper. Never mind (to nic). I prefer ham without salt and pepper Dzisiaj nie ma ani soli ani pieprzu. Wolę szynkę bez soli i bez pieprzu
374 I usually eat cornflakes for breakfast, but today instead of cornflakes I am eating bread and (with) butter Zwykle piję płatki kukurydziane na śniadanie, ale dzisiaj zamiast płatków kukurydziane jem chleb z masłem
375 I'm hungry. Well then eat something Jestem głodna. To zjedz coś
376 I'm thirsty. Well then have something to drink. Chcę mi się pić. To napij się czegoś
377 There's nothing either (ani) to drink or (ani) to eat, as usual Nie ma ani do picia ni do jedzenia, jak zwykle
378 I'm looking for a ring for my wife. Buy her this one. No, I prefer that other one Szukam pierścionka dla mojej żony. Kup ten. Nie, wolę tamten.
379 Here are two horses and twenty-five cows Tu są dwa konie i dwadzieścia pięć krowy
380 We are waiting for our six acquaintances (m.) Czekamy na nasi sześciu znajomi
381 My watch is a lot more expensive than yours Mój zegarek jest o wiele bardziej drogi niż twój
382 Let's invite Lola for supper (use the 1rst pers. pl. imperative) Zaprośmy Lolę na kolację
submitted by gabi_dk to learnpolish [link] [comments]


2016.07.12 11:41 hatersgonnapay Marcin Wolski, nadworny satyryk IV RP, publicysta prawicowych pism i były sekretarz POP PZPR w radiowej Trójce, został szefem programu drugiego telewizji publicznej. W „Gazecie Polskiej” pisał, że „dobra zmiana” daje szansę „na pozbycie się Owsiaków i innych glist ludzkich”.

Miniony rok był czasem wielu pożegnań.
Muszę powiedzieć, że są to pierwsze pożegnania, o których myślę bez żalu. Zimny drań ze mnie! Nie płakałem nawet po Kiszczaku! Za to anegdotczycy wszystkich stron z głębokim żalem pożegnali Bronisława Komorowskiego, którego gafy przejdą do annałów polskiego humoru. Wraz z nimi znikły liczne autorytety z Dużego Pałacu, utrwalone pod nazwą „Bydło na pastwisku”. Gajowy wszystkich Polaków udał się do Budy Ruskiej i słuch po nim zaginął. Coraz słabsze oznaki życia daje z dalekiej Brukseli „Cesarz Europy”, a jego faworyta (ale jaja, ale jaja!) najprawdopodobniej odleciała w kosmos. Ostatecznie skończył się prawdziwy mężczyzna Leszek M. i facet słynny niegdyś ze świńskiego ryja i sztucznego fallusa. Zniknęli przesławny dziedzic z Chobielina Radosław, Strażak Wszech czasów Waldemar, mąż stanu Piechociński i wielopłciowa Grodzka. Odeszły asy służb i drużb (ze spółek skarbu państwa). Jeszcze gorszy widok prezentują sobą ci, którzy są, a jakby ich nie było: Kopacz, która w sejmie nie odróżnia się od tapety, jej niezwykłe minstrantki czy Miś Kamiński, na którego reagują już wyłącznie alkomaty i liczniki Geigera. Nawet waleczny Stefan Niesiołowski przypomina ćmę porażoną muchozolem. Najdramatyczniej przedstawia się sytuacja w telewizji publicznej. Na bardzo długą zimę odlatują Kraśki i Tadle, mając nadzieję gniazdować w TVN-ie. Dobiega kresu gonitwa za Lisem i Lisicą. Jest szansa na pozbycie się dokuczliwych Owsiaków i innych glist ludzkich. W ramach epidemii schizofrenii obrońcy kasy ogłosili się obrońcami kasy. Szereg słynnych koryfeuszy prawa pożegnało się z rozumem, inni zaś wychodzą z siebie, żeby pożegnać się ze stanowiskiem.
LINK
submitted by hatersgonnapay to Polska [link] [comments]


TOP GIRLS - NIE JESTEM TAKA (OFFICIAL VIDEO) - YouTube Mężczyzna przyłapuje żonę na zdradzie ze starszym facetem ... Pociągają mnie młodsi faceci. Mam u nich szansę? Seksuolog ... 12 sposobów jak sprawić, żeby on za tobą tęsknił - YouTube STARE POLSKIE DOBRE PIOSENKI!!! 2 😱 MUSISZ TO MIEĆ W AUCIE ... Nie stać mnie mężczyzna jako sponsor LP - Lost On You (Official Music Video) - YouTube Czy ten mężczyzna jest dla mnie? - YouTube 'Skąd mam wiedzieć czy mężczyzna potrzebuje jeszcze czasu ... UWIĘZIŁ NAS NIEZNAJOMY MĘŻCZYZNA?! #Halloween - historia ...

Mężczyzna Sennik - podstawowe znaczenie snu

  1. TOP GIRLS - NIE JESTEM TAKA (OFFICIAL VIDEO) - YouTube
  2. Mężczyzna przyłapuje żonę na zdradzie ze starszym facetem ...
  3. Pociągają mnie młodsi faceci. Mam u nich szansę? Seksuolog ...
  4. 12 sposobów jak sprawić, żeby on za tobą tęsknił - YouTube
  5. STARE POLSKIE DOBRE PIOSENKI!!! 2 😱 MUSISZ TO MIEĆ W AUCIE ...
  6. Nie stać mnie mężczyzna jako sponsor
  7. LP - Lost On You (Official Music Video) - YouTube
  8. Czy ten mężczyzna jest dla mnie? - YouTube
  9. 'Skąd mam wiedzieć czy mężczyzna potrzebuje jeszcze czasu ...
  10. UWIĘZIŁ NAS NIEZNAJOMY MĘŻCZYZNA?! #Halloween - historia ...

Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube. SUBSKRYBUJ KANAŁ: http://bit.ly/2aVb0cS Skąd upodobanie do młodszych mężczyzn? - Powodów może być wiele m.in. tacy mężczyźni częściej inicjują seks, są ... 💕Rozwiń mnie💕 ⬇️ ŹRÓDŁA; 1) Wikipedia; http://cd.pl/riq 2) Kuce z Bronksu; http://cd.pl/pyv _____ 📩 Mail bizn... ***** Zasubskrybuj nasze kanały: 5-minutowe Sztuczki https://bit.ly/2J4IN8l 5-MINUTOWE SZTUCZKI dla DZIEWCZYN https://bit.ly/2txVU7w 5-MINUTOWE SZTUCZKI dla... ⭐⭐⭐OBSERWUJ MNIE TUTAJ⭐⭐⭐ 👻 SNAPCHAT ️ Adrianor_7 📷 INSTAGRAM ️ https://www.instagram.com/djadimusic/ 👤 FANPAGE ️ https://www.facebook.com ... TOP GIRLS - NIE JESTEM TAKA (OFFICIAL VIDEO) 🔔https://bit.ly/DISCO_POLO_SUBSKRYBUJ - Subskrybuj nasz kanał i bądź na bieżąco z największymi HITAMI i NOWOŚCIA... Twój komentarz zostanie usunięty jeżeli : 1. W dużej ilości składa się z wulgaryzmów (dbajmy o poziom) 2. Odnosi się do kobiet wulgarnie, opryskliwie itp. (Np. 'wszystkie kobiety to ... . Singiel „Lost On You” pochodzi z albumu 'Lost On You' dostępnego w serwisach cyfrowych: https://MagicRecords.lnk.to/LPLostOnYou LP, czyli naprawdę Laura Perg... Więcej niepublikowanych dotąd newsów znajdziesz na naszej stronie i naszym Facebooku! - Strona: http://BuzzNews.pl - Facebook: https://www.facebook.com/BuzzN...