Dziewczyny na skype

Jak żyć?

2020.10.13 22:38 sparris849 Jak żyć?

Nie widzę, żeby którakolwiek z zasad zabraniała sporządzać tutaj tego typu postów, a jest to chyba jedyne miejsce gdzie mogę z siebie zrzucić, to co mnie ostatnio dojeżdża, więc poleci trochę ściana tekstu. Może ktoś z was będzie w stanie udzielić mi porady jak sobie z tym poradzić.
Mam 25, stosunkowo pewną pracę, stabilną sytuację ekonomiczną, a przy tym życie mnie ostatnimi czasy dobija i powoli znowu zaczynam się staczać, więc powoli opiszę tutaj jak znalazłem się w tej sytuacji.
Jestem typem ze wsi. Do szkoły podstawowej chodziłem we wsi z której pochodzę, od małego zmagałem się z dość sporą nadwagą, ale jako mały dzieciak się tym nie przejmowałem, rodzice wielokrotnie zabierali mnie do dietetyka, starali się znaleźć dla mnie jakieś bardziej aktywne zajęcie, ale po prostu dużo pracowali, a ja jako gnojek spędzałem czas kiedy ich nie było przed komputerem, przypisanych diet też nie pilnowałem, więc ogólnie problem się pogłębiał. W podstawówce nie stanowiło to problemu, na wsi, jak to na wsi, wszystkich z klasy znałem z podwórka, miałem z nimi dobre relacje, wszystko git, do czasu. Przez całą podstawówkę miałem świetne oceny, ogólnie dla rodziny i znajomych byłem niczym jakiś fenomen od najmłodszych lat, jeżeli chodzi o moje wyniki w nauce. Później nadszedł czas gimby i tutaj zaczęły się schody. Ogólnie od najmłodszych lat poznawanie ludzi było dla mnie dość skomplikowane. Nigdy nie potrafiłem rozmawiać z ludźmi o pogodzie czy coś, zwykle kierowałem się w określonym temacie. Do gimnazjum trafiłem we wsi obok (było jedno gimnazjum na gminę i dzieciaki z okolicznych wsi były do niego dowożeni). Jeżeli chodzi o oceny dalej było super, z relacją z ludźmi zaczęło się dziać gorzej. Przez większość czasu trzymałem się z jednym koleżką ze wsi, a chłopaki ze starszych lat zaczęli nas wyśmiewać i wyzywać od "pedałów". Moja rodzina była zawsze mocno katolicka, ja byłem straight, nie mniej dość mocno wjeżdżało mi to na psychę. Kilka razy dostałem plecakiem na przerwie, pewnego dnia zepchnęli mnie ze schodów. Rodzicom nic nie mówiłem, zawsze miałem problem z wyrażaniem emocji, ale cała akcja odbijała się na mnie coraz mocniej. Zacząłem coraz bardziej zamykać się w sobie, z domu praktycznie przestałem wychodzić. Zacząłem tracić kontakt ze znajomymi, większość czasu spędzałem przed komputerem/telewizorem/książką. Pewnego razu przed wyjściem do szkoły Matka zobaczyła mnie płaczącego w łóżku, jak opowiedziałem jej w czym problem poinformowała o akcji moją wychowawczynię ze szkoły, która raz dwa ogarnęła akcję. Otwarte znęcanie trochę odpuściło, ale jeszcze zdarzało mi się słyszeć jakieś wyzwiska/śmiechy. Po gimnazjum, poszedłem do liceum w większym mieście obok mojej wioski. Idąc do liceum miałem już dość zaawansowaną otyłość i byłem już dość dojrzały, żeby mieć z tym związane kompleksy. Od samego początku nie potrafiłem się tam odnaleźć. Nie znałem absolutnie nikogo, większość osób raz dwa ogarnęła sobie znajomków, ale nie ja. Większość przerw spędzałem pod klasą czekając na dzwonek, było to dla kilku osób obiektem żartów, co też nie pomagało. Oceny zaczęły spadać, nie było tragedii, ale już mało było 5, a zaczęły nawet pojawiać się 3. Rodzice nie wywierali na mnie z tego powodu presji, zawsze mnie uspokajali. Przez pierwsze +/- pół roku utrzymywałem jeszcze kontakt z pojedynczymi osobami ze wsi, ale później i tutaj się urwało. Na początku ludzie jeszcze mnie zapraszali na jakieś imprezy, ale nie miałem za bardzo jak w nich uczestniczyć, dojazd był beznadziejny, nawet na lekcje musiałem dojeżdżać z rodzicami jak jechali do roboty, a wracałem jak kończyli. Dodatkowo nie chciałem pić alkoholu. Rodzice wpoili mi wstręt do tego trunku, a z opowieści wynikało że była to główna atrakcja tych imprez. Przez całe liceum moi praktycznie jedyni znajomi to ludzie z którymi grałem przez neta w gierki. Maturę napisałem dość średnio, poszedłem na studia. Na studiach początkowo było podobnie, nie potrafiłem się odnaleźć. Poznałem za to ludzi na mieszkaniu. Jeden był dość spoko koleżka, z którym powoli zaczynałem sobie popijać piwko. W tygodniu zapierdzielałem na uczelni, w weekendy piwko z kolegą wszystko super. Oceny początkowo mocno średnio, w domu nikt się nie czepiał. Rodzice zawsze mi mówili że są to trudne studia, nie ma co panikować. W drugim semestrze część ludzi z którymi trafiłem w pary na ćwikach zaczęła mnie wyciągać na imprezy, stopniowo poznawałem trochę więcej ludzi, znajomi znajomych itd. Była to dość wąska paczka, ale trzymaliśmy się dość dobrze. Moje poczucie wartości wzrosło dość mocno, pociągnęło to za sobą ambicje, na 3cim roku miałem już stypendium rektora, miałem paczkę znajomych, praktycznie co weekend albo 2 byłem się gdzieś z kimś spotkać, ale też piłem sporo alkoholu. Jednak, wszystko co dobre szybko się kończy. Studia skończyłem z bardzo dobrą oceną. Po studiach wróciłem do domu, raz dwa znalazłem pracę. Wymagała ode mnie przeniesienia się z domu, ale akurat to jest mi na rękę. Utrzymywałem kontakt jeszcze z kilkoma znajomymi ze studiów, ale na zasadzie facebook, gierki, skype, bo dzieliły na setki kilometrów. W robocie szybko okazało się że na studiach zdobyłem odpowiednią wiedzę, żeby ogarniać co się dzieje, szybko doceniło mnie kierownictwo, wszystko super, ale z czasem zaczęło mi jednak brakować znajomych. Początkowo szło to w złym kierunku. Dni spędzałem sam, zwykle kupowałem sobie jakiś alkohol, piłem kilka drinków oglądałem film, szedłem spać. Z czasem tych drinków było więcej. Na szczęście doszedłem do wniosku że nie idzie to w dobrym kierunku. Minął rok od kiedy zacząłem pracę, postanowiłem że muszę coś ze sobą zrobić. Jeden z kolegów ze studiów pisał mi że zaczął chodzić na siłownie i że poleca. Postanowiłem też spróbować, początkowo było świetnie, zacząłem tracić kilogramy, pilnować diety, odstawiłem alkohol, mogłem czymś zapełnić pustkę w moim życiu. Minął kolejny rok, doprowadziłem się do zdrowej masy ciała. Myślałem, że to poprawi moją samoocenę, sprawi że nabiorę pewności siebie. Fizycznie jestem zdrowszy, zawodowo jest tylko lepiej, pensja może nie jest zabójcza, ale pozwala mi się swobodnie utrzymać i nie martwić się o jutro, mimo to z psychiką znowu jest gorzej. Od 2 lat nie poznałem żadnych nowych ludzi. Pracuję wyłącznie z ludźmi dużo starszymi ode mnie, więc tutaj opornie. Prowadzę nudne życie, nigdzie nie wyjeżdżam, większość wolnego czasu spędzam nadal tylko przed ekranem komputera. Ciężko o hobby w którym mógłbym poznawać nowych ludzi, bo po pierwsze żyję w małym mieście, gdzie nie ma zbyt wielu atrakcji, a po drugie mamy obecnie taką, a nie inną sytuację epidemiologiczną. Nie mam pojęcia gdzie, ani jak poznać nowych ludzi, praktycznie wszyscy ludzie przez całe moje życie z którymi nawiązałem jakikolwiek kontakt, podeszli do mnie pierwsi i zainicjowali rozmowę.
Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób to co tutaj piszę świadczy wyłącznie o mojej słabości, mam wiele rzeczy, o których ludzie marzą, stabilność zawodową i ekonomiczną, dodatkowo praca którą bardzo lubię, ale zwyczajnie nie wiem ile jeszcze będę w stanie tak pociągnąć. Od godziny piszę post o swoich problemach do obcych ludzi w Internecie, bo zwyczajnie nie mam do kogo otworzyć mordy. Dodatkowo kontakty z rodziną też są coraz gorsze, bo na każdym spotkaniu rodzinnym dostaję z 3 razy pytanie dlaczego nadal nie mam dziewczyny. Jeżeli ktokolwiek wytrwał cały ten post, to mogę tylko napisać, to starajcie się rozwijać umiejętności kontaktów społecznych póki jesteście młodsi i macie regularnie kontakt rówieśnikami. Mam wrażenie, że sam już zmarnowałem moje życie.
submitted by sparris849 to Polska [link] [comments]


2020.06.02 09:40 Balazinga Ciągle kwestionowane swojej orientacji seksualnej i romantycznej.

Zadaje pytanie tutaj, bo ten subreddit jest jednym z nielicznych polskich stron, gdzie w miarę swobodnie mogę się czuć.
Jak tytuł wskazuje, ten temat zaprząta mi głowę od dobrych lat. Będąc gówniakiem w gimnazjum, byłem głównie pochłonięty sobą i miałem swój mały świat - nie miałem zbyt wielu relacji z ludźmi z którymi się widziałem w szkole, przez co nie myślałem nad rzeczami typu związki czy dziewczyny.
Poznałem w końcu przez Internet kogoś w moim wieku, z kim nawiązałem dobrą przyjaźń. Po ponad pół roku znajomości wyznał mi, że się zakochał we mnie. Wtedy coś mnie tknęło - lubiłem go i czułem motylki w brzuchu, mimo że znaliśmy się tylko przez Skype i widzieliśmy się tylko przez kamerki. Nie czułem tego nigdy i postanowiłem dać mu szansę, będąc ciekaw, jak to się potoczy. W ten sposób powstał związek przez odległość, który trwał rok. Zerwałem z nim, gdyż zauroczenie wyparowało i było kilka innych rzeczy, przez które się pogryźliśmy i nie mogliśmy dojść do porozumienia, co w sumie rozwaliło nam też cała znajomość i przyjaźń jaka mieliśmy.
Łatka biseksualności została mi na długi czas - co prawda nigdy nie myślałem o kimkolwiek w ten sam sposób, ale było to najłatwiejsze do zrozumienia dla mnie. Powiedziałem o tym moim rodzicom i wsparli mnie, mówiąc że moje szczęście jest najważniejsze.
However, do tej pory dalej się zastanawiam, czy rzeczywiście mnie pociągają faceci czy jedynie udaję i była to moja chwila słabości, a tak naprawdę jestem hetero. Dalej mam myśli, że wolałbym spędzić życie z mężczyzną, ale sam nie wiem czy nie dać dziewczynom szansę, mimo mniejszej chęci.
Przez taką rzecz boje się wchodzić w związki - nigdy nie umawiałem się z nikim na żywo, wiec tez nie wiem czego mam się spodziewać.
Co powinienem zrobić?
EDIT: Będę kończyć obecnie 24 lata.
submitted by Balazinga to Polska [link] [comments]